Od dłuższego czasu rośnie we mnie przekonanie, że wszystkie zmiany technologiczne dotyczące obrotu pieniądzem muszą w końcu wpłynąć na politykę monetarną. I to wpłynąć fundamentalnie. Okazuje się, że podobnego zdania jest rosnąca grupa ekonomistów.
Markus Brunnermeier i Harold James (Uniwersytet w Princeton) wraz z Jeanem-Pierre’em Landauem (Science Po) opublikowali na ten temat bardzo ciekawą pracę. Piszą tak: ludzie mogą dziś w sposób niezwykle prosty i tani przeskakiwać pomiędzy różnymi systemami walutowymi albo być tubylcami wielu stref walutowych jednocześnie. W zasadzie wystarczy do tego smartfon, za pomocą którego możemy kupować różne pieniądze, obracać nimi w czasie rzeczywistym itd. Oczywiście wszystkie te operacje mają swoje koszty, ale są one wielokrotnie niższe (zwłaszcza gdy idzie o mitręgę związaną z przeprowadzeniem tychże operacji) niż kilka czy kilkanaście lat temu.
Ta zmiana musi wpłynąć na ekonomię. Wspomniani autorzy są nawet zdania, że na naszych oczach powstaje cyfrowy obszar walutowy (Digital Currency Area, DCA), który zastępuje powoli tradycyjne obszary walutowe opisane przez kanadyjskiego noblistę Roberta Mundella w 1961 r.