statystyki

Korporacyjna moralność. Kulturową wojnę wywołała nie tylko IKEA

autor: Emilia Świętochowska13.07.2019, 08:45; Aktualizacja: 13.07.2019, 08:52
Diversity management (polityka różnorodności) stało się normą nawet wśród korporacji, które przez większość rynkowej historii alergicznie podchodziły do wszelkich „lewackich” trendów w zarządzaniu

Diversity management (polityka różnorodności) stało się normą nawet wśród korporacji, które przez większość rynkowej historii alergicznie podchodziły do wszelkich „lewackich” trendów w zarządzaniuźródło: ShutterStock

Koncerny coraz częściej stają się platformą wojen kulturowych. Ich przykładem jest zwolnienie przez IKEA pracownika za komentarz niezgodny z polityką firmy.

U WAGA pijacy, homoseksualiści, cudzołożnicy, kłamcy, rozpustnicy, złodzieje, ateiści, bałwochwalcy. CZEKA WAS PIEKŁO. ODPOKUTUJCIE! TYLKO JEZUS WAS OCALI” – ten przerobiony werset Listu do Koryntian okazał się najbardziej kosztownym postem, jaki kiedykolwiek opublikowano na Instagramie. Cenę w postaci utraty kontraktu wartego 4 mln dol., umów sponsorskich oraz kariery zapłacił Australijczyk Israel Folau, jedna z gwiazd rugby. I to na kilka miesięcy przed pucharem świata, a miał pewne miejsce w reprezentacji.

Gdy dwa lata temu wyznał na Twitterze, że nie popiera jednopłciowych małżeństw, nikt specjalnie nie robił mu wyrzutów. Jednak jego wpis z 10 kwietnia stał się tematem dnia w Australii. Rodzima federacja rugby zawiesiła go w rozgrywkach, grożąc zerwaniem czteroletniego kontraktu, jeśli obraźliwy post nie zostanie skasowany. „O ile Israel ma prawo do przekonań religijnych, o tyle sposób, w jaki je wyraził, jest sprzeczny z wartościami sportu” – napisały w komunikacie władze organizacji. Producent sprzętu sportowego Asics i marka samochodów Land Rover wycofały się ze sponsorowania zawodnika, tłumacząc, że byłoby to sprzeczne z ich korporacyjnymi pryncypiami, takimi jak otwartość i różnorodność. Kolejne firmy (m.in. Vodafone i HSBC) straszyły, że przestaną wspierać finansowo ligę rugby, jeśli jej szefostwo nie pozbędzie się Folau lub przynajmniej nie zmusi go do przeprosin.

Zawodnik, i członek kościoła zielonoświątkowców, nie tylko odmówił spełnienia żądań, lecz jeszcze oznajmił, że gotów jest zrezygnować ze sportu, jeśli „taki jest boski plan”. „Moja wiara w Jezusa Chrystusa jest na pierwszym miejscu” – powiedział gazecie „Sydney Morning Herald”. Najwyraźniej zamiar Stwórcy był taki, by Folau stracił pracę. Po wysłuchaniu gracza australijska federacja rugby stwierdziła poważne naruszenie kodeksu postępowania i warunków kontraktu, które zobowiązywały sportowca do traktowania każdego z szacunkiem bez względu na orientację seksualną – także w komentarzach w social media. Efektem było zwolnienie dyscyplinarnie.

Historia złamanej kariery rugbisty jest nieuniknioną konsekwencją zderzenia rosnącego nacisku biznesu na promowanie otwartości i szacunku dla inności w miejscu pracy z religijnymi i etycznymi przekonaniami samych pracowników – chcąc czy nie chcąc, wielkie firmy coraz częściej stają się platformą wojen kulturowych. Sprzeczności między korporacyjną moralnością a uprawnieniami pracowniczymi i wolnością wypowiedzi ujawniają się tym jaskrawiej, im większą rolę odgrywają specyficzne narodowe uwarunkowania.

Co dobitnie pokazał przypadek Tomasza L., zwolnionego przez polską Ikeę za komentarz niezgodny z polityką firmy. Nie chodzi jedynie o to, że zaszczepianie korporacyjnej kultury opartej na liberalnych przesłankach, takich jak prawa mniejszości, napotyka na wyzwania w społeczeństwie o mocno zakorzenionych katolickich wartościach. Nie jest to też tylko kwestia trudnego do rozwikłania konfliktu między uniwersalistycznym rozumieniem zakazu dyskryminacji a osadzoną lokalnie interpretacją wolności religijnej.

Karta różnorodności

W polskich realiach przypadek zagranicznego koncernu wyrzucającego pracownika, który uważa homoseksualizm za zgorszenie, a jego akceptację na „sianie zgorszenia”, dostarcza też gotowego materiału na nową odsłonę opowieści o ofensywie zdeprawowanego Zachodu na Polską tradycję.


Pozostało jeszcze 77% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Komentarze (11)

  • obserwator(2019-07-13 09:42) Zgłoś naruszenie 4313

    skoro im nie pasuje w Polsce, to niech zamkną sklepy i wrocą do siebie i tam prowadza wojnę kulturową, widac już jak w szwecji na tym wychodza, proponuję wojnę z tymi korporacjami poprzez ignorowanie ich i nie robienie u nich zakupów

    Odpowiedz
  • Polak(2019-07-13 20:32) Zgłoś naruszenie 226

    jeżeli nie podoba się koncernom polska tożsamość i wartości - to won do swoich krajów, wara od naszych pieniędzy, niech kozoje....cy rżn...ą owce i inne stwory w soich krajach

    Odpowiedz
  • lopo(2019-07-14 17:52) Zgłoś naruszenie 132

    Przerażające, homoterroryści panoszą się coraz bardziej.

    Odpowiedz
  • Nenia(2019-07-13 09:46) Zgłoś naruszenie 1125

    Publiczne wyrażanie przekonań religijnych powinno być zabronione. Gdy ja, ateista, spotykam się z czymś takim, to co najwyżej z politowaniem uśmiecham się. Ale gdy spotka się z taką demonstracją fanatyk innego wyznania, to konflikt gotowy. I nie należy się dziwić, że gdy jeden prowokuje, to drugi reaguje.

    Pokaż odpowiedzi (3)Odpowiedz
  • Anioł(2019-07-13 12:13) Zgłoś naruszenie 108

    Naprawdę nie ma w naszym pięknym kraju ważniejszych spraw niż lgbturdf i hgcd oraz ikemos ?

    Odpowiedz
  • Parsk(2019-07-14 10:03) Zgłoś naruszenie 84

    Oto co naprawdę napisał pracownik ikei, którego bronił episkopat i politycy pis: "ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, a ich krew spadnie na nich”.

    Odpowiedz
  • RODO(2019-07-15 11:15) Zgłoś naruszenie 22

    U zboczeńców nie kupuję śmietnik omijam z daleka !

    Odpowiedz
  • Wysłać sanepid od IKEI(2019-07-15 08:29) Zgłoś naruszenie 21

    A mnie interesuje, czemu IKEA nie zabezpiecza dostępu osób postronnych do produktów spożywczych takich jak placki. Kiedyś przechodziłem przez ich restaurację i zauważyłem, że ciasta, które sprzedają nie są oddzielone od stojących ludzi żadną szybą. Ktoś kto mówi może przypadkiem napluć na te ciasta. Jak ktoś kichnie albo kaszlnie, to też nie ma żadnej osłony przed kropelkowym zainfekowaniu powierzchni tych placów. Każdy może sięgać po dowolne ciasto, ale nikt nie zabezpiecza przez przypadkowym (lub nie) włożeniem palca do ciasta, które nie weźmie, albo przed otarciem rękawem, jeśli sięga po ciasto głębiej. Obrzydliwość.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane