We wczorajszym wydaniu DGP napisaliśmy o niespodziewanej decyzji rządu, która doprowadzi do drastycznego ograniczenia rynku pożyczek krótkoterminowych. W największym skrócie, dziś branża pobiera oprócz odsetek dodatkowe 55 proc. w ramach limitu kosztów pozaodsetkowych (opłaty administracyjne, dodatkowe ubezpieczenia, ukryta marża). Konsultowany przez wiele miesięcy projekt ustawy antylichwiarskiej przewidywał obniżenie tego progu do 45 proc. We wtorek rząd nagle stwierdził, że limit będzie wynosił 20 proc. Dla wielu firm oznacza to konieczność zakończenia działalności, gdyż koszty pozyskania kapitału oraz ryzyko biznesowe (wiele pożyczek jest niespłacanych) przewyższą potencjalne zyski.

Banki ostrożne

Przedstawiciele branży pożyczkowej, gdy tylko dowiedzieli się o najnowszej propozycji rządu, zaczęli spoglądać na sektor bankowy. Część banków bowiem też udziela pożyczek krótkoterminowych i również dla nich będzie to kłopot. Bankierzy jednak nie chcą walczyć z rządem akurat o rynek pożyczek.

– Administracyjne wpływanie na kształt rynku pożyczkowego generuje dobre, ale i negatywne skutki. Musi niepokoić to, że efektem negatywnym będzie wypchnięcie części klientów do szarej strefy. Udzielanie krótkoterminowych pożyczek stanie się nieopłacalne. Oczywiście to bardziej problem firm pożyczkowych niż banków, które operują na tym rynku w małym stopniu. Ale wielu klientów firm pożyczkowych jest równocześnie klientami banków. Dlatego nie jest to nam obojętne – mówił podczas wczorajszego spotkania z dziennikarzami Jerzy Bańka, wiceprezes Związku Banków Polskich. Ale dodawał zarazem, że trzeba pamiętać, iż w projekcie ustawy jest wiele potrzebnych rozwiązań: objęcie nadzorem instytucji pożyczkowych, wyłączenie możliwości przejmowania nieruchomości w zamian za niewielki dług.

– Nowe przepisy penalizują takie działania i to jest niewątpliwie kierunek słuszny, bo wymiar sprawiedliwości był tu bezbronny wobec oszustw. Teraz będą uruchomione narzędzia prawne. To było konieczne rozwiązanie, należy je ocenić pozytywnie – wskazał Bańka.

Menedżer jednego z największych banków wyjaśnia w rozmowie z DGP, że ostrożne stanowisko sektora jest uzasadnione. – Na ograniczeniu rynku pożyczek krótkoterminowych stracą instytucje pożyczkowe, banki natomiast bardzo mało. Poza tym trudno o jednolite stanowisko sektora, gdyż poszczególne podmioty w różnym stopniu zaangażowały się w udzielanie pożyczek krótkoterminowych – mówi. I przewiduje, że opinia ZBP, która zostanie przygotowana, będzie krytykowała niektóre rozwiązania przyjęte przez rząd, ale trudno ją będzie nazwać druzgocącą dla projektu.

Może jednak powinniśmy wprowadzić podatek katastralny?

Mają za swoje

Rząd nie musi obawiać się również zmasowanej krytyki pośród rynkowych ekspertów. Profesor Mariusz Bidziński, wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy, podkreśla, że trudno jest bronić instytucji pożyczkowych.

– Mają swoje za uszami. Przez wiele lat niektóre firmy oszukiwały zdesperowanych klientów, co skutkuje, że negatywnie postrzegana jest cała branża – mówi. I dodaje, że jego zdaniem 20-proc. limit kosztów pozaodsetkowych jest uczciwy.

– Nie przekonuje mnie argument, że koszty instytucji pożyczkowych są wysokie, bo muszą pozyskiwać kapitał, bo część osób nie spłaca pożyczek itd. Po prostu utrzymają się na rynku ci, którzy będą w stanie lepiej oceniać wiarygodność płatniczą pożyczkobiorców – przekonuje prof. Bidziński. Adwokat Radosław Płonka, ekspert prawny BCC, obawia się jednak, że limit 20 proc. będzie zbyt restrykcyjny.

– Przede wszystkim projektodawca tego nie policzył, a od tego należałoby zacząć rozmowę o nowych przepisach. Trudno powiedzieć, czy za pomocą ustawy tylko ograniczy się zyski firm pożyczkowych, czy też je wszystkie wyrzuci się z rynku – zaznacza. Uważa zarazem, że w przypadku tego drugiego wariantu ustawa byłaby bardzo szkodliwa. – To nie jest tak, że jak znikną firmy pożyczkowe, ludzie przestaną pożyczać pieniądze. Nadal będą, tylko u łysych panów z kijami bejsbolowymi – wskazuje.

Sama branża podkreśla, że jakikolwiek dialog z MS, które przygotowało projekt, jest trudny. Resort bowiem uzasadnia potrzebę uchwalenia restrykcyjnej ustawy przykładami, które są fałszywe.

– Stanowczo protestujemy przeciwko określaniu, a nawet łączeniu instytucji pożyczkowych z działalnością o charakterze lichwiarskim. Ze wszystkich przykładów lichwy przedstawianych przez autorów projektu ustawy w uzasadnieniu i prezentowanych w mediach żaden nie dotyczy działalności instytucji pożyczkowych i żaden nie wydarzył się w obecnie obowiązującym stanie prawnym – mówi Jarosław Ryba, prezes Polskiego Związku Instytucji Pożyczkowych. Jego zdaniem więc legalnie działająca branża poniesie konsekwencje tego, że ludzie byli naciągani przez oszustów, których państwo nie potrafiło zwalczyć. Chcieliśmy porozmawiać o projekcie z przedstawicielem MS. Niestety żaden nie znalazł czasu. 

Etap legislacyjny

Projekt przyjęty przez rząd