Jeśli projekt nowej ustawy – Prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym wejdzie w życie, samorządy stracą kontrolę nad miejskim krajobrazem.
ikona lupy />
DGP
Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju przekazało do wstępnych konsultacji liczący 76 stron i 151 artykułów projekt nowej ustawy – Prawo o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Nie ma go jeszcze na stronach Rządowego Centrum Legislacji, a w piśmie, do którego dotarliśmy, nie ma też uzasadnienia ani oceny skutków regulacji.
Według Wojciecha Wagnera ze stołecznego Biura Architektury i Planowania Przestrzennego, który przeanalizował już dokument, jego wejście w życie spowoduje powrót do sytuacji sprzed 2015 r., czyli sprzed wejścia w życie tak zwanej ustawy krajobrazowej. Daje ona gminom narzędzia kontroli nad krajobrazem. Samorządy w uchwałach mogą na wyznaczonych obszarach zakazywać reklam określonego rodzaju i formatu. Mogą też decydować o zasadach rozmieszczania obiektów małej architektury, ogrodzeń. I pobierać opłaty od umieszczonych na ich terenie reklam.

Tu reklamowej płachty nie będzie

Przykładowo Poznań największe nośniki, czyli billboardy – maksymalnie o rozmiarze 18 mkw. – chce dopuścić tylko przy drogach głównych w obszarach zurbanizowanych i na skrajach centrum i dzielnic historycznych. Natomiast wielkoformatowe banery zgodnie z miejską propozycją będą mogły się pojawiać wyłącznie na rusztowaniach podczas remontu elewacji. Na razie jest to projekt uchwały. Pracowano nad nim od 2017 r. Potrzebne były inwentaryzacje, analizy przestrzenne i wizyty terenowe, konsultacje z firmami reklamowymi, mieszkańcami, stowarzyszeniami i miejskimi spółkami. Te jeszcze się nie zakończyły, a uwagi do miejskiej propozycji można zgłaszać do końca czerwca.
Podobny żmudny proces przygotowania uchwały krajobrazowej podjął Gdańsk. – Samo wyznaczenie miejskich standardów, konsultacje społeczne zajęły blisko dwa lata – mówi DGP Alicja Bittner z gdańskiego ratusza.
Lokalne prawo dotyczące porządkowania miejskiej przestrzeni wizualnej uchwalono w lutym ubiegłego roku. – Uchwała w niektórych punktach była uchylona rozstrzygnięciem nadzorczym przez wojewodę pomorskiego. Wojewódzki Sąd Administracyjny odrzucił te zastrzeżenia. Projekt zaskarżyło też kilkanaście firm związanych z branżą reklamową, ale sąd nie przychylił się do ich argumentacji. Uchwała weszła więc w życie w przyjętym przez nas kształcie – dodaje urzędniczka.
I jak zaznacza, Gdańsk jest jednym z pierwszych dużych miast, gdzie uchwała krajobrazowa została przyjęta. Miasto dało czas na dostosowanie się do nowych zasad i przepisy wejdą w życie dopiero w kwietniu przyszłego roku.

Żmudna praca nad krajobrazem

Dlatego na razie trudno dostrzec efekty funkcjonującej do 2015 r. ustawy krajobrazowej. Proces przygotowania uchwał może się obecnie toczyć na różnych etapach w kilkudziesięciu gminach. Część samorządów nie podjęła prac nad lokalnym prawem mającym ograniczyć reklamowy chaos, czekając na sądowe rozstrzygnięcia wobec uchwał przyjmowanych przez mocniejsze podmioty, które na przygotowanie kosztownych analiz po prostu stać. Te, które się pośpieszyły, musiały przepisów bronić w sądach, co często kończyło się uchylaniem niektórych z nich. – To materia wrażliwa, dotyczy prawa własności, dochodów mieszkańców. To nie jest łatwy proces – mówi Marek Wójcik ekspert Związku Miast Polskich.
Dlatego – jak ocenia – cztery lata od wejścia w życie przepisów to niedużo na przygotowanie dobrze działających rozwiązań.
– Nowego prawa trzeba się nauczyć. Jestem przekonany, że gdy kilka gmin z sukcesem wdroży uchwały, to kolejne będą je przyjmować lawinowo.
Mając wzorzec, będą to mogły zrobić dość łatwo i bezkosztowo – zaznacza Wojciech Wagner.

Uporządkujesz reklamowy bałagan – zapłacisz

Gdańsk sprawdzi, jaki efekt odniosą nowe regulacje, jeśli tylko wcześniej nie wyłamie im zębów pomysł resortu inwestycji i rozwoju.
Według Wojciecha Wagnera kasuje on bowiem możliwość jednolitego uregulowania reklamowego prawa dla całej gminy. Według niego jeden z artykułów (art. 145) uchyla zapisy przyjmowanych przez gminy uchwał krajobrazowych. – Projekt pozwala te zasady określić, ale za pomocą tego, co jest nazwane standardami urbanistycznymi. Tyle że standardy nie mają tych atutów, które miała ustawa krajobrazowa: egzekucji, nakazu dostosowania istniejących reklam do nowych przepisów – zaznacza urzędnik. – Słabością tych standardów jest to, że będą znoszone pod wypływem planów zabudowy, czyli odpowiedników planów miejscowych – dodaje Wojciech Wagner.
Zmagania samorządów z chaosem w przestrzeni może skutecznie zabić obowiązek wypłat odszkodowań przez gminy. Miałyby je wypłacać, gdyby na ich decyzjach ktoś poniósł stratę – nie mógł wykorzystać budynku do powieszenia reklamy. Ten przepis może w praktyce zabić działanie prawa krajobrazowego – samorządy przy podejmowaniu decyzji mogą się obawiać ryzyka narażenia swoich budżetów na koszty.
Kolejne kontrowersyjne propozycje w projekcie resortu inwestycji i rozwoju dotyczą odejścia od kar wobec tych, którzy reklamy stawiają niezgodnie z prawem. Obecnie kara może być naliczana za każdy dzień, gdy nośnik stoi nielegalnie. Resort proponuje natomiast powrót do postępowań prowadzonych przez powiatowe inspektoraty nadzoru budowlanego. – Mieliśmy problem z egzekwowaniem dotychczasowego prawa. Osłabianie pozycji samorządów będzie prowadzić do tego, że nigdy nie rozwiążemy problemu reklam. Potrzebujemy więcej instrumentów prawnych, by nad krajobrazem pracować – konkluduje Marek Wójcik.
Zapytaliśmy ministerstwo, czy nie obawia się, że przepisy usankcjonują reklamowy chaos. Do chwili zamknięcia numeru nie dostaliśmy jednak odpowiedzi.