W tym roku ze sfinansowaniem planów nie powinno być większych problemów, co przyznają także ekonomiści. Schody zaczną się w 2020 r., kiedy trzeba będzie znaleźć miliardy na pokrycie nowych wydatków i ubytek dochodów w skali całego roku. Premier Mateusz Morawiecki przekonywał, że wszystko jest policzone. Konkretów nie było, a rachunki, które pokazywał, były bardzo orientacyjne.

Na liście znalazło się m.in. opodatkowanie cyfrowych gigantów. Chodzi prawdopodobnie o planowany od dłuższego czasu w Unii Europejskiej tzw. digital tax. Wśród państw członkowskich nie ma na razie zgody, czy, kiedy i w jakim kształcie go wdrożyć, ale nie ma przeszkód, aby poszczególne państwa robiły to na własną rękę. Polska jest orędownikiem tego rozwiązania. Opodatkowanie reklam online, VoD czy streamingu muzyki miałoby dać budżetowi ok. 1 mld zł. Szczegółów podatku ani daty jego wprowadzenia premier nie podał.

Kolejne miliardy mają się znaleźć dzięki uszczelnianiu, już nie tylko systemu podatkowego. Szef rządu najmocniej liczy tradycyjnie na VAT, z którego skarbówka ma wycisnąć ekstra 4–6 mld zł. Jak? Dzięki bardziej zaawansowanej technologicznie administracji. Taką samą kwotę mają dać działania po stronie podatku od firm. Fiskus ma wziąć się mocniej za walkę z fikcyjnymi transakcjami i kosztami. Kolejne uszczelnienie ma dotyczyć Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (ok. 2–3 mld zł) oraz Narodowego Funduszu Zdrowia (1–2 mld zł). W obu przypadkach nadzieję na pozyskanie źródeł finansowania wiąże się z procesem cyfryzacji i poprawą analityki. Cyfryzacja ma też zwiększyć efektywność administracji publicznej, a dzięki temu pojawią się w kasie państwa oszczędności rzędu 2–3 mld zł.

Przy tych wyliczeniach warto jednak pamiętać także o tym, że spora część wydatków w budżecie to wydatki sztywne, które także automatycznie rosną. Waloryzacja rent i emerytur w kolejnym roku może kosztować co najmniej 6 mld zł. W miliardach liczone są także zaprogramowane wzrosty wydatków na MON czy zdrowie.

Morawiecki zakłada, że impuls, jaki mają dać pomysły wyborcze, wróci do kasy państwa w postaci wyższych wpływów z podatków. Szczególnie że obietnice mają wyraźnie prokonsumpcyjny charakter, a to dla budżetu dobra wiadomość. Ekonomiści mBanku szacują, że koszt netto obietnic PiS w 2020 r. to 36,4 mld zł, i zwracają uwagę, że o ile wydatki wydają się pewne, o tyle dochody już mniej. Ich zdaniem jednak wpływ na wzrost gospodarczy będzie pozytywny i istotny.

Wczoraj rząd pokazał harmonogram wdrażania wyborczych obietnic. Jak powiedział premier, ”piątki nazywanej piątką Jarosława Kaczyńskiego„. Na pierwszy ogień mają iść obietnice socjalne.

Emerytura plus do maja. Ustawa, która ma bezwzględny priorytet, dotyczy dodatku dla emerytów i rencistów w wysokości minimalnej emerytury, czyli 1100 zł. Ponieważ ma on zostać wypłacony w maju, na prace legislacyjne nie zostało dużo czasu. Projekt ma być ogłoszony w ciągu najbliższych dni i trafić do konsultacji. Jeszcze w marcu ma być przyjęty przez rząd i, jak lakonicznie zapisano w mapie drogowej, deadline na prace parlamentarne upływa na początku kwietnia, a do końca miesiąca prezydent ma czas na podpisanie ustawy. Pośpiech jest konieczny, bo ZUS musi jak najszybciej wiedzieć, na czym stoi, by przygotować się do wypłat.

500 plus na pierwsze dziecko do lipca. Rząd będzie się spieszył także z ustawą przewidującą świadczenie wychowawcze na pierwsze dziecko. Projekt ma być ogłoszony w połowie marca, potem szybkie konsultacje, tak by w połowie kwietnia był przyjęty przez rząd. Do końca kwietnia mają być zakończone prace w Sejmie i do połowy maja prezydent ma ją podpisać. Sama ustawa powinna wejść w życie w lipcu. 

Połączenia lokalne do końca maja. Praktycznie gotowy jest już projekt ustawy o dofinansowaniu lokalnych połączeń autobusowych. Ustawa została wpisana do wykazu prac rządu, wkrótce ma pójść do konsultacji i zostać przyjęta przez rząd na początku kwietnia. Na połowę kwietnia zaplanowano zakończenie prac w parlamencie. Najpóźniej w połowie maja mijałby termin podpisania ustawy przez prezydenta. – Jestem przekonany, że samorządy odpowiedzą na naszą propozycję. Kierujemy ją zwłaszcza do małych gmin i powiatów, w których notujemy wykluczenie komunikacyjne – mówił minister infrastruktury Andrzej Adamczyk. Ustawa zakłada dopłaty w pierwszej kolejności do nowych połączeń, w drugiej – do istniejących. Dopłaty miałyby kosztować budżet do 800 mln zł rocznie.

W drugiej kolejności będą realizowane ustawy podatkowe. Projekty poznamy do końca marca, w kwietniu mają być konsultowane, a w maju, czyli jeszcze przed wyborami europejskimi, przyjęte przez rząd. W życie obie ustawy mają wejść od 1 października, czyli na ostatniej prostej przed wyborami do Sejmu i Senatu.

Premier podtrzymał zapowiedzi z konwencji PiS dotyczące zmian podatkowych. Od października ma obowiązywać nowa, zerowa stawka PIT dla osób do 26. roku życia. Ze słów szefa rządu wynika, że zerowy podatek dotyczyłby umów o pracę i umów zlecenia, co oznaczałoby, że rząd zdecydował się na szerszy i bardziej kosztowny wariant. Nieco też ryzykowny, bo przyznanie preferencji podatkowej również zatrudnionym na umowach cywilnoprawnych w zasadzie konserwuje stan obecny, w którym młodzi często pracują w tej właśnie formule. Może zachęcać do optymalizacji, bo np. umowy zlecenia są ozusowane tylko do poziomu płacy minimalnej. Jednak z drugiej strony ograniczenie się tylko do umów o pracę wykluczyłoby z grona beneficjentów np. studentów, którzy pracują dorywczo.

Zerowy PIT dla młodych w zestawieniu zmian w podatkach ma być najmniej kosztowny. Według wyliczeń ekonomistów mBanku w przyszłym roku – czyli wtedy, gdy nowe rozwiązanie będzie obowiązywało pełne 12 miesięcy – koszt to ubytek dochodów rzędu 2,5 mld zł.

Nie jest do końca jasne, jak bardzo wzrosną koszty uzyskania przychodów. Prezentujący zmiany w podatkach wiceminister finansów Leszek Skiba nie sprecyzował, jak daleko resort zdecydował się pójść w swoich propozycjach. Z konwencji PiS wiadomo, że koszt uzyskania przychodów miał się podwoić. W tym scenariuszu, jak wylicza mBank, do budżetu w 2020 r. wpłynie o ok. 3,5 mld zł mniej z PIT.

Najbardziej kosztowne rozwiązanie to obniżka stawki PIT z 18 do 17 proc. Już w tym roku będzie to kosztowało państwową kasę ok. 2 mld zł, w przyszłym nawet 8 mld zł.

Jak to będzie wyglądało w praktyce, dowiemy się dopiero z projektu zmiany ustawy o PIT, który MF chce przedstawić jeszcze w marcu. W kwietniu ma być on konsultowany, w maju ma go przyjąć rząd, a parlament niewiele później, także w maju, tak by do połowy czerwca mógł go podpisać prezydent. W takim scenariuszu wejście w życie podatkowych zapowiedzi przewidziano na 1 października.

Na pierwszy ogień mają iść obietnice socjalne