statystyki

Państwa oraz instytucje wchodzą na serio do kryptowalutowej gry

autor: Sebastian Stodolak24.02.2019, 20:00
Po bankach nie można było spodziewać się innego podejścia do prywatnie emitowanych kryptowalut także z innego, bardziej fundamentalnego względu. Obecny system finansowy skonstruowany jest w faworyzujący je sposób – to w ich ręku (i w rękach banków centralnych) de facto spoczywa moc tworzenia nowego pieniądza w gospodarce. Kryptowaluty takie jak bitcoin ten monopol im odbierają – a widzieliście kiedyś monopolistę zadowolonego z pojawienia się konkurencji?

Po bankach nie można było spodziewać się innego podejścia do prywatnie emitowanych kryptowalut także z innego, bardziej fundamentalnego względu. Obecny system finansowy skonstruowany jest w faworyzujący je sposób – to w ich ręku (i w rękach banków centralnych) de facto spoczywa moc tworzenia nowego pieniądza w gospodarce. Kryptowaluty takie jak bitcoin ten monopol im odbierają – a widzieliście kiedyś monopolistę zadowolonego z pojawienia się konkurencji?źródło: ShutterStock

Polityka wkroczyła w końcu do świata kryptowalut, zarezerwowanego dotąd dla spekulantów i informatyków. A może to krypto waluty wkroczyły do polityki?

N ouriel Roubini, ekonomista z Uniwersytetu Nowojorskiego, posiada to, czego nie mają inni specjaliści od gospodarki. Po pierwsze, atencję kobiet. – Jestem brzydki, ale uwielbiają mój umysł – powiedział w wywiadzie ilustrowanym zdjęciem, na którym otaczają go cztery piękności. Po drugie, życie towarzyskie. Organizuje przyjęcia w swoim luksusowym apartamencie na szczycie jednego z nowojorskich wieżowców („Staram się zachować proporcje – jeden mężczyzna na 10 kobiet”). I po trzecie – wiarygodność. Zyskał ją, będąc jednym z niewielu, którzy przewidzieli finansowe tąpnięcie 2008 r. Kobiety i barwny styl życia zapewniają Roubiniemu uwagę mediów. Wiarygodność daje mu posłuch.

Dzisiaj Dr Zagłada, jak często się go nazywa, przestrzega przed kryptowalutami: „Są bezwartościowe, to ściema”, „Cały ten blockchain nie jest wart więcej niż zwykły arkusz kalkulacyjny”, „To bańka spekulacyjna” i „matka wszystkich baniek” – przekonuje co rusz w wywiadach i wykładach. Tym razem jednak się myli. I to bardzo.

Nie w tym, że kryptowaluty to kraina spekulacji. Tu akurat ma rację. Wystarczy spojrzeć choćby na wykres cen bitcoina. W styczniu 2017 r. kosztował 900 dol., w grudniu 19 tys. dol., a dzisiaj – 3,5 tys. dol. Nietrudno domyślić się, że ryzykanci, którzy kupowali w dołku, a sprzedali na górce, to dziś milionerzy, a ci, którzy kupili na górce, to... Ale skupianie się na wykresach cenowych bitcoina czy którejkolwiek z pozostałych 2067 kryptowalut (stan na 18 lutego 2019 r.) to zły trop, jeśli chcemy ocenić ich prawdziwą wartość i znaczenie. A jaki jest trop właściwy? Ten wiodący do Wenezueli.


Pozostało jeszcze 89% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane