Stopy ustalane przez RPP to pomysł wiceministra finansów Piotra Nowaka, który odpowiada m.in. za regulacje związane z rynkami finansowymi. Jego propozycja to odpowiedź na problemy z opracowaniem nowego wskaźnika służącego do ustalania oprocentowania kredytów, takiego, który spełniałby wymogi Unii Europejskiej. Po 1 stycznia 2020 r. polskie banki nie będą mogły stosować obecnie używanego WIBOR-u.

– Już dwa lata temu zgłosiłem pomysł, by w kredytach hipotecznych – a może i we wszystkich – WIBOR zastąpić stopą referencyjną NBP. Gdy go przedstawiałem, nie słyszałem – poza nielicznymi wyjątkami – ostrych głosów sprzeciwu. Myślę, że można do niego wrócić. Mówimy o zamianie WIBOR-u na stopę referencyjną tylko w kredytach. Dla profesjonalnego rynku instrumentów pochodnych można byłoby stworzyć osobny benchmark rynkowy – mówi Piotr Nowak w rozmowie z DGP.

Według wiceministra i tak dziś stawki rynkowe podążają za stopami NBP, więc w czasie stabilnej koniunktury nie ma to większego znaczenia. Inaczej wygląda to podczas zawirowań na rynku i gdy oprocentowanie jest oparte na wskaźniku z rynku – takim jak WIBOR – to klient bierze na siebie ryzyko zaburzeń płynności sektora bankowego.

Stabilniej, ale...

– Taki przykład można było zaobserwować podczas kryzysu w 2008 r. Banki centralne nie podnosiły swoich stóp, a stawki rynkowe wyraźnie wzrosły, właśnie przez zaburzenia płynności w sektorze. Dlaczego klient banku ma ponosić to ryzyko? – podkreśla Piotr Nowak.

Drugi argument podawany przez wiceministra: bank centralny rzadko zmienia swoje stopy procentowe, ostatni raz zrobił to przed czterema laty. I wiele wskazuje na to, że RPP zachowa status quo być może nawet do końca 2020 r. Wysokość raty byłaby bardziej stabilna niż obecnie. Piotr Nowak zastrzega, że główna stopa procentowa NBP automatycznie byłaby stosowana tylko do nowych umów, a w przypadku starych kredytobiorca miałby wybór: pozostać przy stawce WIBOR lub przekonwertować się na nowe zasady.

To, co dla wiceministra jest zaletą, dla banków komercyjnych – wadą. Według ich przedstawicieli cena kredytu – czyli jego oprocentowanie – musi odzwierciedlać faktyczną cenę pieniądza na rynku i nie można jej administracyjne ustalać.

Tomasz Mironczuk, ekspert Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, zwraca uwagę, że koncepcja „stopa NBP zamiast WIBOR-u” pojawiła się przy okazji dyskusji na temat kredytów o oprocentowaniu stałym.

– Według mnie takie rozwiązanie jest jednak bardzo niestandardowe, niezwykle rzadko się je spotyka na świecie. Pytanie, czy wiceminister konsultował to z NBP, dla którego to może być dość niewygodne, bo generuje ryzyko reputacyjne. W tym sensie, że bank centralny nagle zacząłby odpowiadać wprost za to, ile wynosi wielkość raty kredytowej – mówi Tomasz Mironczuk. I dodaje, że to ryzyko jest powodem, dla którego inne banki centralnego właściwie nie rekomendują podobnych rozwiązań.

– Zresztą, o niestandardowości tego rozwiązania świadczy to, że w Europie wszystkie kraje o rozwiniętych rynkach finansowych nie myślą nawet o podstawieniu stóp banków centralnych, tylko od 2–3 lat pracują nad rynkowymi alternatywami dla wskaźników takich jak EURIBOR lub LIBOR, zgodnymi z rozporządzeniem BMR – ocenia ekspert IBnGR.

EBC dał sygnał

BMR to unijna regulacja określająca, jak powinny wyglądać wskaźniki referencyjne, które są bazą do wyceny innych instrumentów. W polskich warunkach takim wskaźnikiem jest właśnie WIBOR.

– Gdy przed trzema laty rozporządzenie wchodziło w życie, to Europejski Bank Centralny wydał oświadczenie, w którym wskazał, że ustalane przez niego kursy walut na fixingu nie powinny być traktowane jako takie wskaźniki. EBC dał w ten sposób jasny sygnał użytkownikom, że nie chciałby, aby parametry, które on ustala, służyły do bezpośredniej wyceny innych instrumentów – zwraca uwagę Tomasz Mironczuk. Według niego przyjęcie propozycji wiceministra Nowaka właściwie zakończyłoby debatę nad wprowadzeniem na rynek kredytów o stałym oprocentowaniu. Nie byłoby motywacji do szukania tego typu rozwiązań, skoro bazą do oprocentowania miałaby być administracyjnie i odgórnie ustalana stopa referencyjna NBP.

– W takich warunkach rację bytu tracą również instrumenty pochodne stopy procentowej, których obrót po wprowadzeniu podatku bankowego już i tak bardzo się zmniejszył. Rynkowy mechanizm wyznaczania stóp procentowych zostanie znacznie osłabiony – ocenia ekspert.

Grupa wciąż pracuje

Pomysł wiceministra Nowaka nie oznacza końca prac nad „nowym WIBOR-em”, który wypełniałby wymogi unijnego rozporządzenia. W Ministerstwie Finansów powstała specjalna grupa robocza, która będzie działała przy Radzie Rozwoju Rynku Kapitałowego. Jej zadaniem będzie koordynowanie prac nad nowym wskaźnikiem. Wiceminister przy tej okazji wrzuca kamyczek do ogródka uczestników polskiego rynku finansowego: zwraca uwagę, że sektor finansowy z Polski nie lobbował na rzecz korzystnych dla nas rozwiązań, które zostały ujęte w unijnym rozporządzeniu BMR.