Rynek obligacji będzie stopniowo zamierał. Taki może być skutek wprowadzonych i procedowanych zmian w prawie – wieszczą eksperci. A rządzący mówią wprost, że najważniejszy jest nieprofesjonalny inwestor. A że ucierpią na tym drobni emitenci? Coś za coś.
Eksperci twierdzą, że 2019 r. będzie najgorszy dla rynku obligacji od co najmniej dekady. Tymczasem jeszcze do niedawna – nawet na przełomie lat 2017 i 2018 – obligacje korporacyjne wśród wielu wciąż uchodziły za instrument wręcz idealny. Z jednej strony dla emitentów było to finansowanie droższe niż w banku, ale prostsze w pozyskaniu i z ograniczoną liczbą formalności. Z drugiej strony inwestorzy w zamian za – jak się wydawało – niewiele większe ryzyko otrzymywali znacznie wyższą stopę zwrotu z inwestycji niż przy lokowaniu środków np. na lokacie. Z kolei przedstawiciele ministerstw i posłowie przekonywali, że państwo musi ułatwiać emisję i pozyskiwanie środków przez młode polskie firmy.
– Trzeba uczciwie powiedzieć: to był błąd. Jako klasa polityczna ulegaliśmy przez wiele ostatnich lat fenomenowi obligacji. Tymczasem nie są one wcale cudownym instrumentem – przyznaje Janusz Szewczak (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej komisji finansów publicznych. – Sprawa GetBacku, która wybuchła w kwietniu 2018 r., otworzyła nam wszystkim oczy. Dostrzegliśmy też, że nieprawidłowości na mniejszą skalę były już wcześniej. Dlatego nie powinna dziwić zmiana kursu w regulacjach prawnych. Zawsze dla polityków najważniejsza powinna być bowiem ochrona najsłabszych. A tymi są nieprofesjonalni inwestorzy – dodaje poseł Szewczak.