– Prawie 36 proc. przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych w najbliższym czasie planuje złożyć (…) wniosek o skrócenie okresu obowiązywania dotychczasowej taryfy, wraz z wnioskiem o zatwierdzenie nowej, znacznie wyższej – czytamy w liście Izby Gospodarczej „Wodociągi Polskie” (IGWP), do którego dotarł DGP.

Powód? Podwyżka cen prądu. – Biorąc pod uwagę, że w 2017 r. średni udział kosztów energii elektrycznej w kosztach ogółem wynosił ok. 7 proc., należy przypuszczać, że po wzroście cen w przyszłym roku ich udział może wzrosnąć aż do 10–11 proc. To będzie musiało mieć swoje odzwierciedlenie w cenach wody i ścieków – przekonują autorzy pisma.

Wczoraj wysłano je do Mateusza Morawieckiego. Jak ustaliliśmy, trafi też na biurko Anny Moskwy, wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, oraz Przemysława Dacy, prezesa Państwowego Przedsiębiorstwa Wodnego Wody Polskie.

Tonące budżety

To krzyk rozpaczy branży, która na skutek wzrostu cen prądu może stracić najbardziej ze wszystkich spółek samorządowych. W większości miast to właśnie przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne potrzebują najwięcej energii do prowadzenia swojej działalności. Jednocześnie rządzący nawet nie wspominają o jakichkolwiek rekompensatach, które mogłyby pozwolić im przejść przez nadchodzący kryzys energetyczny suchą stopą, czyli bez zahamowania inwestycji i nieuniknionych podwyżek cen usług dla mieszkańców.

Szala goryczy zaczęła przelewać się wraz z kolejnymi wyliczeniami spółek, które niedawno zakończyły proces taryfowy i muszą teraz planować budżety na przyszły rok. – Skala podwyżek jest niepodobna do żadnego okresu w ostatnim dwudziestoleciu i naszym zdaniem jest całkowicie nieuzasadniona. Przecież cena energii na giełdzie wzrosła o 20–30 zł – zwraca uwagę Dorota Jakuta, prezes IGWP.

Wyjaśnia, że dla wielu przedsiębiorstw ceny prądu w przyszłym roku wzrosną średnio o 40 proc., a są i przypadki podwyżek na poziomie 60–70 proc. Przekładając procenty na liczby: ceny energii na 2019 r. dla większości przedsiębiorstw oscylują w zakresie 320–350 zł za 1 MWh, w zależności od wolumenu dostaw, przy cenach 210–240 zł za MWh w roku bieżącym.

Dwie drogi

Spółki stoją obecnie na rozdrożu. Mogą albo zahamować inwestycje, przyciąć koszty i zrezygnować z modernizacji sieci kanalizacyjnej i wodociągowej, albo podnieść koszty dostarczania wody i odprowadzania ścieków. Oba wyjścia są niekorzystne.

Tą pierwszą drogą zamierza pójść spółka z Nowego Sącza. – Pierwszy przetarg na energię na 2019 r. unieważniliśmy. Cena, jaką będziemy płacić, jest wynikiem drugiego postępowania. I tak, mimo posiadania kogeneracji, koszt wzrasta w naszym przypadku z 1,7 mln zł do 2,5 mln zł rocznie, czyli o 47 proc. – wylicza Janusz Adamek, prezes zarządu spółki Sądeckie Wodociągi. Dodaje, że kwoty te mogą przełożyć się na wzrost łącznej taryfy za wodę i ścieki o prawie 2 proc.

Zaznacza przy tym, że spółka nie zamierza podnosić taryfy. – Najprawdopodobniej ograniczymy remonty bieżące i inwestycje w nowe sieci. Chyba że dojdą wzrosty innych kosztów, to trzeba będzie rozważyć wniosek o skrócenie terminu obowiązywania dopiero co ustanowionej taryfy – mówi Adamek.

Wiele spółek obawia się jednak, że bez ponownej ingerencji we wnioski taryfowe się nie obędzie. Warto przy tym przypomnieć, że proces ustalania taryf w praktyce dopiero co się zakończył. Okazał się też dużo bardziej czasochłonny, niż przewidywali to rządzący – trwał prawie pół roku dłużej, niż planowano.

Kolejna fala za rok

Sytuacja przedsiębiorstw wodociągowo-kanalizacyjnych jest przy tym o tyle skomplikowana, o ile od 2018 r. wysokość taryf za wodę i ścieki jest zatwierdzana przez regulatora PGW Wody Polskie na okres trzech lat z góry. Przepisy pozwalają jednak spółkom renegocjować stawki. Taką możliwość przewiduje art. 24j ustawy z 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (Dz.U. z 2018 r. poz. 1152 ze zm.), który uzależnia możliwość zmiany taryfy od „udokumentowanych zmian warunków ekonomicznych”. Zdaniem ekspertów nagła podwyżka cen prądu spełnia tę przesłankę.

– Szkopuł w tym, że tak wysokich wzrostów cen nikt nie przewidywał w momencie składania wniosków taryfowych. Prezentując wyliczenia dla regulatora i planując koszty działalności, mieliśmy obowiązek odwoływać się do danych z budżetu państwa, w którym prezentowane zmiany cen energii były umiarkowane – mówi Dorota Jakuta.

Dodaje też, że część przedsiębiorstw (wg ankiety IGWP – aż 39 proc.) ma zawarte umowy na dostarczanie energii elektrycznej z terminem obowiązywania na 2019 r., więc ciężar podwyżek dotknie je dopiero w 2020 r.

– Jednak należy szacować, że w 2020 r. kolejna pula przedsiębiorstw będzie wnioskowała o skrócenie obowiązujących taryf i zatwierdzenie nowych, z wyższą ceną usług – przekonuje.

Innymi słowy, obecne 36 proc. spółek, które deklarują chęć zmiany taryfy, może się okazać w najbliższych latach jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Za rok dołączą do nich bowiem kolejne.

Przerabianie wniosków taryfowych oznaczać będzie powrót do punktu wyjścia. A to problem nie tylko dla spółek komunalnych i obsługiwanych przez nie mieszkańców. Przedłużający się proces weryfikacji wniosków jest też nie po myśli rządzących. Kierowany przez ministra Marka Gróbarczyka resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej stawia sobie za cel zatamowanie podwyżek cen wody i utrzymanie ich na dotychczasowym bądź niższym poziomie. To z kolei, w obliczu obecnej rynkowej koniunktury, może się okazać niemożliwe.