WYWIAD. Chińskie spółki są wciąż drogie. W krótkiej perspektywie inwestujący na tym rynku akcji muszą liczyć się z ryzykiem gwałtownych spadków i wahań indeksów.
• Gospodarka Chin w ogromnym stopniu oparta jest na eksporcie do krajów rozwiniętych. Jak głęboki wpływ na jej stan będzie miało spowolnienie w USA i Europie?
- Z pewnością w pewnym stopniu odbije się ono również na gospodarce Chin, ale będą je równoważyć zmiany zachodzące w modelu gospodarczym, m.in. wzrost popytu wewnętrznego. Poza fortunami zbudowanymi na boomie gospodarczym w Chinach rodzi się klasa średnia i fundamentalnie nie widać długofalowych zagrożeń. To ciągle chłonny rynek, a w perspektywie długoterminowej najważniejsze będzie rozbudzanie i wzrost popytu wewnętrznego. W tej sytuacji sektorami, które wyglądają szczególnie atrakcyjnie, są wszelkiego rodzaju usługi.
Po ostatnich spadkach indeksy w wielu regionach świata w skali roku notowane są z ujemnymi stopami zwrotu, a indeksy chińskie jeszcze nawet na 20 proc. plusach. Czy mają szanse na utrzymanie na tych poziomach?
- Z perspektywy 12 miesięcy wyniki indeksów na tamtejszych rynkach akcji są niezłe, ale z perspektywy trzech ostatnich miesięcy już dużo gorsze. Po ogromnych wzrostach indeksy w Szanghaju spadły w I kwartale o około 20-30 proc. Korekta w I kwartale doprowadziła ceny do nieco atrakcyjniejszych poziomów, choć chińskie spółki są wciąż stosunkowo drogie. Jestem przekonany o dobrych perspektywach tej gospodarki, ale kolejne tąpnięcie indeksów w krótszej perspektywie jest możliwe, a ryzyko bardzo dużej zmienności notowań wysokie. Koniunktura na giełdzie nie zawsze pozostaje w bezpośrednim związku z sytuacją gospodarczą, składa się na nią bardzo dużo emocji, szczególnie w dobie rosnących zależności między rynkami na świecie. Do tego dochodzi też charakter Chińczyków, którzy lubią hazard i część z nich zapewne tak traktuje inwestycje giełdowe.
Czy w tej sytuacji warto teraz angażować się w fundusz inwestujący na rozwijających się rynkach azjatyckich?
- Miałbym pewne opory z powodu wycen spółek w Chinach. Choć w I kwartale ceny w regionie spadły średnio o 14-15 proc., aktualnie nastroje wobec tego rynku, po ostrej przecenie i wcześniejszych gwałtownych wzrostach, są raczej negatywne. Przy dłuższym horyzoncie rozważyłbym taką inwestycję, ale być może warto w pewien sposób uśrednić ceny nabycia jednostek kupując je na przykład w kilkumiesięcznych odstępach.
Z jakimi stopami zwrotu należy w takim razie liczyć się inwestując w akcje na tych rynkach w perspektywie kilku lat?
- Nie sądzę, aby ten rynek dawał stopy zwrotu zdecydowanie lepsze niż inne ryzykowne inwestycje. Przy kupnie akcji na rynkach takich młodych gospodarek średnia stopa zwrotu w kilkuletniej perspektywie może wynieść przeciętnie kilkanaście procent w skali roku. Szansa, że zyski rzędu kilkudziesięciu procent będą powtarzalne, jest niewielka.
Który rynek wśród krajów rozwijających się Azji, poza Chinami, ma obecnie największy potencjał rozwoju?
- Bardzo modny jest Wietnam. Jedna z jego przewag to tania siła robocza, tańsza niż w Chinach. Sporo lokalnych, azjatyckich firm przenosi tam produkcję. Wietnam jest też zapatrzony w Chiny i ścieżkę rozwoju gospodarczego tego kraju. Między innymi na bazie tej fascynacji prowadzona jest prywatyzacja i ściągani inwestorzy zagraniczni, co znajduje odbicie we wzroście PKB.
• RAFAŁ LIS
prezes i współwłaściciel Caspian Capital TFI. Wcześniej zarządzał aktywami na rynkach azjatyckich w Citigroup i Legg Mason, zajmował też stanowisko prezesa TFI Banku Handlowego