Menedżeryzm finansowy opanował nowoczesne technologicznie przedsiębiorstwa. Stają się one maszynkami do zarabiania, ale zanika w nich duch schumpeterowskiej przedsiębiorczości.

prof. Jerzy  Hausner

prof. Jerzy Hausner

źródło: Materiały Prasowe

Stało się tak w konsekwencji takich zmian regulacyjnych dokonanych w okresie neoliberalnej rewolucji, które ukształtowały „shareholder value” model firmy. W takim modelu rynek kapitałowy jest podstawowym punktem odniesienia spółek, a jej management jest wynagradzany przede wszystkim udziałami. W rezultacie wynagrodzenie prezesów niebotycznie wzrosło, często powyżej stukrotności przeciętnego wynagrodzenia pracowników ich spółek. Rozpowszechnienie się tego modelu i jego rynkowa dominacja stworzyły ekonomiczne podglebie dla wybuchu globalnego kryzysu finansowego.

Ekonomiczna racjonalność tego modelu firmy jest osadzona na trzech fundamentalnych założeniach: 1/ istnieje konkurencyjny rynek kapitałowy, 2/ interes menedżerów jest skojarzony z interesem akcjonariuszy oraz 3/ układ instytucji skutecznie chroni przez nadużyciami. Globalny kryzys finansowy dobitnie wykazał, że te założenia są jedynie pobożnym życzeniem i rzeczywistość się z nimi dramatycznie rozmija. Między innymi dlatego, że ceny akcji są słabo powiązane z rezultatami działalności spółek, szczególnie w przypadku tych największych. Większość instytucjonalnych akcjonariuszy jest krótkowzroczna i pasywna. A także powszechne są nadużycia po stronie menedżerów związane z wysokością ich wynagrodzeń, którym instytucje regulacyjne i ewaluacyjne nie zapobiegają skutecznie.

Klient jest po to, aby go oskubać. Kto tego nie robi, przegrywa i wypada z gry

Najistotniejsze jest jednak to, że wbrew orędownikom tego modelu nie prowadzi on do orientacji firm na długookresowe wytwarzanie wartości, lecz przeciwnie – wzmacnia ich krótkookresowy oportunizm i finansowo-transakcyjną orientację. Po stronie instytucji finansowych spotkało się to z ofertą coraz bardziej złożonych produktów finansowych, uruchamiających niezwykle silne dźwignie wynoszące w górę wartość aktywów finansowych. Wprowadzenie tych produktów upłynnia rynki finansowe, ale wprowadza też dodatkowo źródło wahania wartości aktywów. W przypadku niektórych tych produktów, np. ETN-ów, zdarza się, że ich jednodniowy spadek wartości wynosi nawet 95 proc. W ten sposób pojawiają na kapitałowych rynkach takie wielkie segmenty, w których wahania są tak duże, że nie można ich równoważyć i zabezpieczyć się. To stało się poważnym czynnikiem nierównowagi, która może być coraz częściej i szybciej generowana. Taki obieg gospodarczy nie może służyć podnoszeniu potencjału i rozwojowi. Jest po prostu przejawem gospodarki rabunkowej. I jej skala niestety ciągle rośnie.

Analiza danych giełdowych w Niemczech wykazuje, iż w przypadku największych spółek średni okres posiadania przez nie danych akcji jest krótszy niż rok. A wiele z tych spółek wymienia swój portfel aktywów parokrotnie w jednym roku. Jest oczywiste, że ich gospodarcza perspektywa jest krótkookresowa i oportunistyczna. Takie nastawienie wzmaga udział w dużych spółkach inwestorów krótkoterminowych, szczególnie funduszy hedgingowych. Potrafią one wywierać skuteczną presję na zarządy spółek, aby jeszcze mocniej angażowały się w grę na aktywach. W rezultacie firmy upodobniły się do produktu i stały się towarem.

Koncepcja „wartości dla akcjonariuszy” prowadzi do uznania, iż podstawowym zadaniem i celem zarządzających korporacją jest wzrost ceny akcji spółki, i to w możliwie krótkim okresie. A to musi prowadzić do naruszania interesów innych interesariuszy.

To determinuje także postawę menedżerów. Ich orientacja także staje się krótko- i wąskowzroczna. Zachowują się oportunistycznie, kosztem myślenia o inwestowaniu i podejmowania długofalowych proinnowacyjnych przedsięwzięć. Koncentrują się na bieżącej zyskowności, lekceważą produktywność.

Ci, którzy uważają, że wymienione przeze mnie przypadki to tylko afery, odprysk powodowany przez złych ludzi i słabość kontroli, problemu zasadniczo nie widzą. Afery były, są i będą, bo być muszą. Taka jest natura ludzka, tak działa rynek. Możemy afery zwalczać, ale im zapobiec nie.

Dla mnie jednak problem jest, i to poważny. Finanse w wyniku strukturalnych, technologicznych, regulacyjnych i kulturowych zmian zdominowało podejście transakcyjne, rugując podejście relacyjne. Klient jest po to, aby go oskubać. Kto tego nie robi, ten przegrywa z konkurentami i wypada z gry. Przychody i zyski rosną. Stały się niebotyczne. Ale jednocześnie rośnie coraz bardziej ryzyko systemowe. To podglebie, z którego wyrasta pokusa zarobienia jeszcze szybciej i więcej. I jeśli tego się nie powstrzyma, to globalny kryzys finansowy będziemy wspominać jako całkiem znośny. ©℗

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

W filmie „Władca wszechświata” Marca Baudera główny bohater, bankier opowiadający o kulisach działaniach banków inwestycyjnych, stwierdził, że dawniej instytucje finansowe realizowały potrzeby realnego świata – cele świata i finansów były spójne. W pewnym momencie te dwa światy zaczęły się oddalać od siebie i banki żyją już same dla siebie. Tworzą biznes, który przestaje służyć społeczeństwu.

W latach 2008 i 2009, dla wielu z nas niespodziewanie, światowe instytucje finansowe pokazały, że to zapomnienie, czym jest służba, może wywrócić nasz porządek do góry nogami. Do lutego 2009 r. państwa z grupy G8 uruchomiły pakiety ratunkowe w wysokości 3 bln dol. dla systemu, którego bankructwo zapoczątkował upadek Lehman Brothers. Wydawało się, że kryzys wynikający z oszalałej emisji produktów sekurytyzacyjnych i strukturyzowanych będzie dla nas wszystkich źródłem dotkliwej, niezapominalnej lekcji odpowiedzialności. Mieliśmy nadzieję, że samoregulacje branży finansowej i działalność nadzorców zabezpieczą nas przed tym, by nieodpowiedzialna sprzedaż pozostała w krainie cienia.

Jesienią 2016 r. Wells Fargo, bank stawiany za wzór dobrego zarządzania, dostaje 185 mln dol. kary za założenie 2 mln lewych kont i kart kredytowych. Zwolniono 5300 pracowników zamieszanych w proceder, a ich szefowa odchodzi bogatsza o 96 mln dol. premii w akcjach za… realizację planów sprzedażowych. Bank stał się światową gwiazdą… missellingu.

W latach 2009–2012 Amber Gold, nasza rodzima piramida finansowa, zbiera żniwo 850 mln zł zdefraudowanych od klientów. Wydawało się, że „przepracowana” przez wszystkich afera nauczy wszystkich, by nie dać się zwieść iluzji szybkiego bogactwa. Do czasu.

Maj 2018 r., jedna z największych firm windykacyjnych w Polsce, GetBack, składa wniosek do sądu o postępowanie restrukturyzacyjne w związku z brakiem możliwości terminowej obsługi zadłużenia z tytułu wyemitowanych obligacji wartych prawie 3 mld zł, zakupionych przez 10 tys. klientów. Los firmy i jej wierzycieli waży się w tej chwili.

Wszystkie te wydarzenia mają wiele wspólnego. Po pierwsze, za każdym razem tracą na tym najsłabsi. Tracą ci, którzy bazując na skrzętnie budowanym przez nas zaufaniu, powierzają nam swoje oszczędności. Za każdym razem ponosimy wysokie koszty społeczne związane z nadszarpnięciem tego zaufania, które odbija się również w innych aspektach naszego życia. Za każdym razem ponosimy koszty jako konsumenci w obciążeniach fiskalnych systemu, zwiększonych kosztach obsługi instytucji finansowych. Prawie za każdym razem ci z nas, którzy mogliby temu zapobiec, się spóźniają.

Co się dzieje z nami, że tak często zapominamy o tym, że jako branża finansowa jesteśmy na służbie? Powinniśmy strzec naszych klientów jak żołnierze strzegący swoich rodaków, jak lekarze, strażacy, adwokaci. Nie możemy dopuszczać do sytuacji, że jako firmy branży finansowej stajemy się częścią archipelagu zła. W przypadku GetBacku bardzo wielu z nas stanęło nie po tej stronie, co trzeba. Czasem z premedytacją, czasem przez nieuwagę. Klient w naszym świecie jest bezradny. Powinno być zupełnie odwrotnie. Profesor Hausner w projekcie Firma-Idea mówi o potrzebie szukania sensu w tym, co robimy jako przedsiębiorcy. Odczytuję to, że takim sensem jest służba, o której chcemy mówić w branży finansowej.

Większość firm na rynku pokazuje, że to jest możliwe. Wiele organizacji, ich liderzy, pracownicy pokazują, że można też tworzyć archipelag dobra, działać z sensem. Pokazują, że działania poszczególnych wysp, o których mówi prof. Hausner, mogą być zmianą, którą pragniemy ujrzeć. Pokazują, że można budować efektywny ekonomicznie biznes i służyć ludziom. Nie radzimy sobie tylko z tymi, którzy nie stoją po słonecznej stronie ulicy, którzy powodują, że o zaufanie ludzi musimy walczyć.

Antoine de Saint-Exupéry w „Ziemi, planecie ludzi” pisał, że „(…) być człowiekiem to właśnie być odpowiedzialnym. To znać uczucie wstydu w obliczu nędzy, nawet tej nędzy, której nie jesteśmy winni. To odczuwać dumę ze zwycięstwa odniesionego przez kolegów. To czuć, kładąc swoją cegłę, że się bierze udział w budowaniu świata”.

Tego oczekuję od mojej branży. ©℗

W ramach Open Eyes Economy Summit (Dziennik Gazeta Prawna jest patronem medialnym kongresu, który odbędzie się 20–21 listopada 2018 r. w Krakowie) odbędzie się okrągły stół poświęcony tematowi: „Nieodpowiedzialna sprzedaż. Jak przywrócić zaufanie do sektora finansowego?”, m.in. z udziałem prof. Jerzego Hausnera oraz innych przedstawicieli nauki i instytucji finansowych