Często skarżymy się do Urzędu Ochrony Danych Osobowych, ale chętnie podajemy swoje dane, gdy w zamian dostaniemy lepszą ofertę finansową.
Wprowadzenie pod koniec maja przepisów RODO – rozporządzenia o ochronie danych osobowych – i towarzyszący temu medialny rozgłos uczuliły Polaków na tę kwestię. Dość powiedzieć, że w ciągu niewiele ponad trzech miesięcy, od 25 maja do końca sierpnia, do Urzędu Ochrony Danych Osobowych złożono prawie 2,4 tys. skarg. Dla porównania w całym 2017 r. do dawnego GIODO wpłynęło ich ponad 2,9 tys.
Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
Jednocześnie Polacy są gotowi przekazać komplet własnych danych osobowych, by uzyskać korzystniejszą ofertę. Blue Media, pośrednik w płatnościach internetowych, przeprowadził badanie dotyczące zaufania do instytucji finansowych oraz skłonności klientów do dzielenia się danymi. Co trzeci ankietowany mężczyzna przyznaje, że podzieliłby się z pośrednikami finansowymi informacjami na temat swojego wynagrodzenia. W przypadku kobiet odsetek ten spada do 12 proc. Autorzy badania twierdzą, że różnice wynikają z większej niechęci kobiet do rozmawiania o finansach. Skłonność do podawania swoich danych w przypadku mężczyzn spada, gdy pojawia się pytanie o miejsce zamieszkania – jedynie co piąty gotowy jest podać adres. W przypadku kobiet odsetek jest podobny.

Reklama
Z jednej strony świadomość dotycząca zagrożeń związanych z naruszeniem prywatności wzrasta. Według IAB jedynie 4 proc. ankietowanych nie stosuje żadnych zabezpieczeń prywatności. Prawie co drugi internauta uważniej regularnie usuwa bądź blokuje ciasteczka. – Z danych Eurostatu wynika, że Polacy deklarują większe zaniepokojenie kwestią ochrony prywatności w internecie niż statystyczny mieszkaniec UE, ale nie podejmują podstawowych kroków, by zadbać o zachowanie prywatności – twierdzi Michał Paliński z ośrodka badawczego DELab przy Uniwersytecie Warszawskim. Naukowcy ukuli na takie postępowanie termin „paradoks prywatności”, który według nich dotyczy wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej.
Ekonomiści, opisując problem tego rodzaju wyborów, także w przypadku tak niemierzalnych zjawisk jak prawo do prywatności, używają określenia „trade-off”, które w wolnym tłumaczeniu oznacza kompromis. Konsumenci muszą więc zdecydować, czy wolą więcej płacić za usługi w imię większej ochrony prywatności, czy przekazać swoje dane i otrzymać tańszą ofertę. I tu zaczyna się problem: zdecydowana większość klientów nie wie, ile są warte ich dane. Chociaż, jak twierdzą eksperci z ośrodka badawczego DELab, naszej prywatności przypisujemy relatywnie wysoką cenę. Młodzi Polacy za ochronę swoich danych osobowych są w stanie miesięcznie zapłacić średnio ok. 6,5 euro. Michał Paliński uważa, że na tle innych państw jest to bardzo dobry rezultat. Dla porównania, Amerykanie twierdzą, że gotowi byliby przeznaczyć co najwyżej 6 dol. (ponad 5 euro) miesięcznie w zamian za ochronę danych osobowych oraz danych dotyczących korzystania z produktów. Jednak wyników uzyskanych w badaniu nie można przenieść na całą populację. Respondentami byli studenci, z których część nadal pozostawała na utrzymaniu rodziców. Według autorów badania DELab generacja digital natives, osób urodzonych po 1985 r., w porównaniu do osób starszych mniej ceni swoje dane osobowe. Bardziej za to chce kontrolować to, jakie treści dotyczące ich samych są udostępniane w internecie.
Ale badania i deklaracje sobie, a coś innego wynika z praktyki – kiedy przeciętnemu Kowalskiemu pomacha się przed nosem jakimś gadżetem albo pokaże inną korzyść, zapomina o RODO.
Firmy są tego świadome. UPC – dostawca usług internetowych i nc+, proponuje swoim klientom, aby ci wyrazili zgodę na dalsze przetwarzanie danych, inaczej zapłacą więcej za usługę. Nie ujawniają jednak informacji dotyczących tego, jaki odsetek klientów zdecydował się podzielić swoimi danymi. Pewne przedsiębiorstwo z branży FMCG za podanie danych osobowych na swoim portalu oferowało otwieracz do butelek z logo firmy. Koszt wyprodukowania tego gadżetu nie przekraczał 50 gr, a zainteresowanie przekroczyło oczekiwania organizatorów.