W ubiegłym tygodniu sektor bankowy zaapelował o zniesienie podatku Belki od lokat długoterminowych. Ruch co do kierunku właściwy, często praktykowany w krajach UE. Jednak argumentacja bankowców towarzysząca tej propozycji zdradza, że pomysł ten nie ma nic wspólnego z promowaniem długoterminowego oszczędzania. Obecnie największą bolączką banków jest brak płynności. Pożyczając pieniądze na długo, należy mieć odpowiednią wartość lokat, i to najlepiej długoterminowych. W mojej ocenie banki chcą wykorzystać atmosferę kryzysu, żeby zapewnić sobie korzystne rozwiązania na długie lata, gdy sytuacja na rynkach finansowych się unormuje. Propozycję można odbierać również jako swoisty warunek dla rządu i gospodarki - będziemy pożyczać, ale teraz nie mamy na to pieniędzy. Presja na rząd ze strony przedsiębiorców, coraz bardziej odczuwających brak dostępu do kapitału, jest coraz większa, więc sugestia banków zapewne nie pojawiła się przypadkowo.

Jeśli mielibyśmy postępować racjonalnie, co oznacza w tym przypadku długoterminowo, rozważając efekty, jakie mogłoby przynieść wybiórcze zniesienie podatku Belki, to propozycja ta nie powinna być rozważana. Potrzeba chwili nie może wprowadzać nierównowagi na rynku finansowym, z konsekwencjami na wiele lat. Unijne regulacje zresztą na taką dysproporcję nie zezwalają.

Podchodząc tak krótkowzrocznie, jak to robią banki, należałoby znieść opodatkowanie od zysków ze sprzedaży papierów wartościowych. Przecież to też byłoby dobrym impulsem dla rynku giełdowego. Wzrosłyby wyceny giełdowych firm. Mając na uwadze, że polski rynek finansowy jest zdominowany przez sektor bankowy, dawanie dodatkowego handicapu bankom wydaje się niestosowne. Podatkowe uprzywilejowanie inwestycji giełdowych w stosunku do lokat bankowych da impuls wzrostowy, bo w 100 proc. trafi do naszych przedsiębiorstw. W przypadku banków nie jest to takie pewne.

Mógłbym mnożyć argumenty za uprzywilejowaniem rynku akcji, jednak nie uważam, że wprowadzanie regulacji, które kreowałyby nierównowagę na rynku, jest dobre. Szkoda, że banki nie chcą patrzeć na problem systemowo, tylko forsują rozwiązania korzystne dla siebie.