Na podstawie analizy rynku można prognozować, że w najbliższych latach w Polsce powstanie ok. 2-3 tys. MW mocy gazowych. Co prawda deklaracje sektora elektroenergetycznego są wyższe, ale zdarzają się przypadki, że te same lokalizacje pojawiają się w planach kilku inwestorów, a wiadomo, że w danej lokalizacji powstanie tylko jedna elektrownia.

- Obserwujemy różny poziom zaangażowania tych projektów, niektóre są już na etapie uzgodnienia lokalizacji i negocjacji wykupu gruntu, a inne są na etapie prac koncepcyjnych. W PGNiG chcemy zbudować drugą część biznesową - elektroenergetyczną, dlatego widzimy siebie jako współinwestora w kilku projektach budowy elektrowni i elektrociepłowni gazowych - mówi Radosław Dudziński, wiceprezes zarządu PGNiG.

Import i umowy

Radosław Dudziński wymienia warunki zaspokojenia potrzeb na gaz planowanych elektrowni i elektrociepłowni. Pierwszym z nich jest dostępność paliwa, aby móc realizować takie inwestycje, niezbędne jest podpisanie umów na dostawy gazu.

- Tego rodzaju umowy są także niezbędne dla PGNiG, po to, abyśmy mogli wcześniej zakontraktować potrzebne ilości gazu. Uruchomienie 2-3 tys. MW mocy gazowych oznacza wzrost zużycia gazu w Polsce o ok. 2-3 mld sześc. Przy wielkości rynku ok. 15 mld są to bardzo znaczące ilości. To za dużo, by w przypadku, gdy te inwestycje nie powstaną, móc wycofać się bardzo szybko z kontraktów importowych. Obie strony muszą więc mieć zapewniony komfort pracy długoterminową umową - podkreśla Radosław Dudziński.

W roku 2007 import gazu przez PGNiG był na poziomie 9,3 mld m sześc., co stanowiło 68 proc. zaopatrzenia spółki. Tradycyjnie największym dostawcą gazu do Polski jest Rosja. W roku 2007 z Rosji pochodziło 67 proc. gazu importowanego przez PGNiG, 24,6 proc. importu pochodziło z krajów Azji Środkowej (Turkmenistanu i Uzbekistanu), a 8,4 proc. z Niemiec. Niewielkie ilości gazu sprowadzano z Norwegii, Czech oraz Ukrainy.

Rozbudowa infrastruktury

Kolejny warunek rozwoju energetyki gazowej dotyczy infrastruktury. Firmy sieciowe, w tym PGNiG, narzekają, że w obecnych warunkach bardzo trudno jest realizować inwestycje liniowe, a wiadomo, że system przesyłu gazu wymaga wzmocnienia i rozbudowania. Dlatego, zdaniem Radosława Dudzińskiego, niezbędne są rozwiązania prawne ułatwiające realizację tego rodzaju inwestycji.

Następny warunek wiąże się ze zmianami zasad regulacji w sektorze elektroenergetycznym i gazowym.

- Przy negocjowaniu finansowania dla inwestycji w wysokości kilkuset milionów lub kilku miliardów euro trudno opierać się na tym, że cena gazu będzie taka, jaką zatwierdzi prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE). Z punktu widzenia instytucji finansowych jest to zmienna, której nie sposób wiarygodnie zaprognozować. Dlatego optymalnym rozwiązaniem byłoby przejście na wieloletnie formuły cenowe. Negocjacje w oparciu o formułę cenową będą do przyjęcia dla obu stron, a banki na tej podstawie ocenią, czy projekt jest rentowny i warty zaangażowania - przekonuje Radosław Dudziński.

W jego ocenie, jeśli te wszystkie warunki zostaną spełnione, to znaczna część planowanych inwestycji się zmaterializuje.

Ekologia i koszty

Według profesorów Stanisława Rychlickiego i Jakuba Siemka z wydziału wiertnictwa nafty i gazu Akademii Górniczo-Hutniczej, budowa elektrowni gazowych wymaga mniejszych nakładów inwestycyjnych oraz znacznie krótszego czasu niż przy zastosowaniu innych technologii, jak np. węglowych. Emisje zanieczyszczeń do atmosfery są o wiele niższe niż w energetyce opartej na węglu - 45 proc. mniej CO2, 80 proc. mniej NOx (tlenków azotu), bardzo niewielkie ilości związków siarki oraz cząstek stałych i pyłów. Dużym minusem gazu są natomiast jego ceny, które powiększają koszty operacyjne elektrowni i elektrociepłowni gazowych. Z chwilą wchodzenia w życie kolejnych regulacji unijnych ograniczających emisję szkodliwych substancji przez sektor energetyczny, będzie rosła atrakcyjność gazu w stosunku do węgla.