Jak wynika z ankiety NBP wśród największych banków komercyjnych, aż 75 proc. z nich przewiduje w tym roku dalsze silne zaostrzenie polityki kredytowej i niewielki spadek popytu na kredyty konsumpcyjne. Jednak bankowców ostrzegają, że wkrótce kredyty konsumpcyjne mogą stać się po prostu niedostępne.

- Na rynku wciąż nie ma taniego finansowania, rośnie też ryzyko związane z udzielaniem nowych pożyczek. Tymczasem ogranicza nas tzw. ustawa antylichwiarska, która ogranicza cenę kredytu. Jeżeli stopy NBP nadal będą spadały, to udzielanie pożyczek gotówkowych czy kredytów ratalnych przestanie być opłacalne. Rynek wyschnie, tak jak w przypadku kredytów hipotecznych - zauważa Mateusz Morawiecki, prezes Banku Zachodniego WBK.

Zgodnie z tzw. ustawą antylichwiarską maksymalne oprocentowanie kredytów nie może przekraczać czterokrotności lombardowej stopy procentowej NBP. Oznacza to, że po ubiegłotygodniowej obniżce stóp maksymalne oprocentowanie kredytów nie może być wyższe niż 22 proc.

- Z powodu ostatniej obniżki, gdy limit oprocentowania zszedł do 22 proc., dziesięć banków musiało obniżyć oprocentowanie kart kredytowych, a kilka maksymalne stawki dla kredytów gotówkowych - mówi Mateusz Ostrowski, analityk firmy Open Finance.

Jego zdaniem problem będzie się nasilał, bo w tym roku limit może zejść do 18 proc. A to będzie oznaczało, że niemal wszystkie banki będą musiały ciąć oprocentowanie kart i kredytów gotówkowych. Przy takim poziomie oprocentowania banki mogą mocno przykręcić kurek z pożyczkami i kredytami na zakup sprzętu RTV czy AGD. Kredyty konsumenckie ze względu na wysoką marżę są dla banków na jednym z najbardziej dochodowych produktów. Wiąże się to z wysokim ryzykiem: banki często nie wymagały zabezpieczeń, a kredyty nawet na 10 tys. zł mogły otrzymać osoby o stosunkowo niskich dochodach. Tak było przynajmniej do drastycznego zaostrzenia polityki kredytowej w ostatnim kwartale 2008 r.

- Wyrabiamy się, ale jeśli stopa lombardowa spadnie jeszcze o 1 pkt proc., to przy drogim finansowaniu i rosnącym koszcie ryzyka trudno będzie się zmieścić z marżami - przyznaje przedstawiciel banku.

Zdaniem Mateusza Ostrowskiego banki demonizują spadek stóp procentowych NBP.

- Pamiętajmy, że nie oznacza to od razu znaczącej obniżki marży. Spada przecież również cena pieniądza, bo w dół idą rynkowe stopy procentowe, a banki coraz mniej płacą za depozyty. Ponadto mają w zanadrzu sporo sposobów zrekompensowania sobie niższego oprocentowania. W górę mogą iść przecież pozostałe koszty pożyczek: prowizje czy ubezpieczenia - dodaje Ostrowski.

Choć bankowcy narzekają, nie wierzą w rychłe uchylenie lub zmianę ustawy antylichwiarskiej.

- Na pewno nie będziemy wnosić o zmiany w prawie, by nie być posądzanym, że interweniujemy we własnym interesie. Podjęcie takiej inicjatywy należy tutaj do regulatora, czyli głównie Ministerstwa Sprawiedliwości (zapisy o maksymalnym oprocentowaniu pożyczek umiejscowione są w kodeksie cywilnym - przyp. red.) i przede wszystkim resortu finansów, który monitoruje rynek - mówi Jerzy Bańka, radca prawny Związku Banków Polskich.