Mogłoby się wydawać, że na łamach gazet poruszone zostały wszystkie możliwe aspekty zawieranych przez spółki umów zabezpieczających przepływy walutowe czy też, ujmując rzecz bardziej kolokwialnie, toksycznych opcji. Odnoszę jednak wrażenie, że w natłoku wszystkich informacji płynących z rynku, komentarzy analityków i planowanych postępowań sądowych, powoli zaczyna zanikać problem sytuacji akcjonariuszy mniejszościowych.

Ujemna wycena otwartych pozycji na instrumentach pochodnych niekoniecznie musi oznaczać, że spółka znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Większość podmiotów poradzi sobie ze skutkami nierozsądnych decyzji zarządzających. Inne przetrwają długotrwałe postępowanie upadłościowe bez zawieszenia działalności operacyjnej, a w ramach zawartego układu zaspokojeni zostaną wierzyciele. W obu przypadkach akcjonariusze poniosą konsekwencje finansowe. Wytrwali, czy też odważni, będą być może kiedyś z nawiązką wynagrodzeni. Pozostaje jednak niemała grupa akcjonariuszy, których spółka zostanie zlikwidowana, a jej akcje nie tylko nie będą przedstawiały żadnej wartości, akcji po prostu nie będzie.

Gdy akcje zostaną wykluczone z obrotu giełdowego, wciąż będą zapisane na rachunkach inwestycyjnych. Najczęściej trzeba się będzie uzbroić w cierpliwość, żeby sprawdzić, czy pozostał jakikolwiek majątek do podziału. Praktyka pokazuje, że mogą być problemy z pozyskaniem aktualnych informacji na temat sytuacji prawnej spółki. I tutaj pojawia się problem, bowiem zakończenie likwidacji wcale nie musi oznaczać natychmiastowego wyrejestrowania papierów z rachunków w domach maklerskich. Jakkolwiek by nie został przeprowadzony proces likwidacji, akcjonariusz stanie przed dylematem: czekać na podział majątku czy skorzystać z możliwości sprzedaży akcji w celu zaksięgowania straty i skorzystania z odpisu podatkowego. Akcje można zawsze sprzedać za symboliczny grosz, przy czym należy pamiętać o przeniesieniu prawa własności na rachunek inwestycyjny nabywcy ze spisaniem umowy cywilnoprawnej i odprowadzeniem podatku.

Sprawa z punktu widzenie statystycznego inwestora może wydawać się abstrakcyjna, jednak historia upadłych spółek publicznych pokazuje, że strata zainwestowanej kwoty to niejedyny problem, jaki dotknie akcjonariusza. Dlatego w przypadku zagrożenia upadłością spółki giełdowej, której akcje posiadamy, warto podjąć stosunkowo wcześnie decyzję, jak taką inwestycję zakończyć.