Pięcioprocentowe uszczuplenie dopłat bezpośrednich dla rolników po 2020 r. to propozycja wyjściowa Komisji Europejskiej. Oszczędności mogą być większe, ale my być może ich unikniemy.
Wspólna Polityka Rolna (WPR), w ramach której dotowane jest europejskie rolnictwo, to największa pozycja wydatków w unijnym budżecie. W obecnej perspektywie do 2020 r. przeznaczono na nią łącznie 408 mld euro, co stanowi prawie 40 proc. wspólnotowej kasy. Szukając oszczędności na kolejną siedmiolatkę, Komisja Europejska chce ograniczyć wydatki na WPR o 5 proc. Oznaczałoby to obniżenie kwoty do 364 mld euro. A i to nie jest pewne.
– To jest wyjściowa propozycja Komisji Europejskiej. Jestem przekonana, że w czasie negocjacji możemy spodziewać się zmian idących w kierunku większych cięć – mówi DGP prof. Renata Grochowska z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. I zwraca uwagę, że udział WPR w unijnym budżecie od lat maleje: obecnie jest on o 17 proc. mniejszy w stosunku do poprzedniej perspektywy budżetowej. Natomiast w latach 70. poprzedniego wieku wydatki na Wspólną Politykę Rolną stanowiły niemal 70 proc. europejskiego budżetu.
Reklama
Trzeba pamiętać, że przewidziane przez KE cięcia na poziomie 5 proc. są podane w ujęciu nominalnym, czyli w odniesieniu do cen z 2018 r. Według wyliczeń brukselskiego think tanku Bruegel w ujęciu realnym – z uwzględnieniem inflacji – redukcja może wynieść od 11 do nawet 15 proc.
Takich cięć nie chce zaakceptować największy w Unii beneficjent Wspólnej Polityki Rolnej – Francja. Jej minister rolnictwa Stéphane Travert oświadczył, że tak „drastyczny” spadek wydatków jest „wprost nie do pomyślenia”. Zapowiedział budowanie koalicji państw, które w czasie negocjacji budżetowych sprzeciwią się cięciom w WPR. Według brukselskiego portalu Euractiv.com do sojuszu z Francją miałyby wejść Irlandia, Portugalia i Hiszpania. Jako możliwych koalicjantów portal wskazuje też inne kraje z silnym rolnictwem, jak Włochy, Polska, Rumunia czy Bułgaria.

Reklama
Europa Środkowa ma też własne interesy. Od rozszerzenia Unii Europejskiej w 2004 r. (gdy wstąpiliśmy do Wspólnoty wraz z ośmioma innymi państwami) rolnicy z nowych krajów, w tym polscy, otrzymują dopłaty niższe niż ich koledzy z państw zachodnich. Celem państw naszego regionu jest więc wyrównanie poziomu dopłat.
Unijny komisarz do spraw rolnictwa Phil Hogan zapowiedział, że całkowita redukcja wydatków na WPR wynosić będzie 5 proc., ale Litwa, Łotwa i Estonia dostaną – pomimo planowanych cięć – większe niż do tej pory dopłaty bezpośrednie, a cięcia dla polskich i bułgarskich rolników nie przekroczą 1 proc.
Polski resort rolnictwa nie chciał wczoraj zabierać stanowiska w tej sprawie, ponieważ – jak podkreśliło biuro prasowe – ministerstwo czeka na szczegółowe wyliczenia, które mają zostać opublikowane przez KE na przełomie maja i czerwca. W resorcie mówi się jednak nieoficjalnie o tym, że postulowane przez Polskę zrównanie wysokości dopłat dla rolników z krajów zachodnich i wschodnich pozostaje priorytetem w negocjacjach budżetowych.
Profesor Grochowska przypomina, że wyrównywanie płatności między państwami członkowskimi zostało uzgodnione jeszcze w 2013 r., gdy ustalono zasady reformy WPR. Kraje zachodnie długo przeciwko temu protestowały, ale w końcu doszło do porozumienia, w ramach którego państwa bałtyckie mają z każdą nową unijną perspektywą finansową uzyskiwać wzrost płatności. Badaczka zwróciła jednak uwagę, że nawet jeśli teraz dotacje dla rolników litewskich, łotewskich i estońskich zwiększą się o zapowiedziane przez Hogana 12–13 proc., to nadal będzie im daleko do unijnej średniej, do której Polska powoli się zbliża.
Kraje członkowskie najprawdopodobniej będą mogły pokryć cięcia w dotacjach dla rolników, przesuwając środki z innych programów. Dopłaty bezpośrednie to jeden z dwóch filarów Wspólnej Polityki Rolnej. Drugi to rozwój obszarów wiejskich. Profesor Grochowska zauważyła, że w obecnej perspektywie Polska przesunęła 25 proc. środków z drugiego do pierwszego filaru, by pokryć ubytki w dotacjach. Komisja podtrzymała możliwość takich przesunięć w kolejnej perspektywie.
Innym proponowanym przez KE ograniczeniem dotyczącym rolników jest wprowadzenie górnej granicy środków, jakie będą mogły być rocznie przeznaczone na jedno gospodarstwo. Bruksela proponuje, by było to 60 tys. euro. To duża zmiana, ponieważ w obecnej perspektywie finansowej obowiązuje pułap 150 tys. euro, z którego wiele krajów jest zwolnionych.
Przyjęcie budżetu wymaga jednomyślnej zgody wszystkich krajów i akceptacji Parlamentu Europejskiego. Komisja chciałaby przyjąć budżet przed przyszłorocznymi wyborami europejskimi (odbędą się w maju). To ambitny plan, biorąc pod uwagę to, jak wiele sprzecznych interesów jest do pogodzenia.