Inwestycje mieszkaniowe realizowane na uproszczonych zasadach muszą być zgodne ze studium zagospodarowania przestrzennego dla danego obszaru – to jedna z najważniejszych zmian, które znajdą się w finalnej wersji projektu specustawy skracającej ścieżkę do budowy osiedli.
Reklama



Wprowadzenie takiego wymogu to ustępstwo wobec proponowanego pierwotnie wyłączenia stosowania ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym do inwestycji inicjowanych na podstawie nowych, mniej rygorystycznych przepisów. Środowiska urbanistyczne i aktywiści miejscy przekonywali, że całkowite pominięcie procesu planistycznego doprowadzi do pogłębienia chaosu budowlanego i dalszego obniżania standardów estetycznych.
Istota kluczowego rozwiązania zaproponowanego przez resort rozwoju (możliwość wznoszenia osiedli na terenach, gdzie obowiązujący plan miejscowy nie przewiduje zabudowy mieszkaniowej) pozostaje bez zmian. Zgodnie z projektem zgodę na taką inwestycję będzie musiała wyrazić rada gminy. Przy podejmowaniu decyzji samorząd będzie musiał wziąć pod uwagę nie tylko stan zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych w okolicy, lecz także strategię rozwoju gminy.
Pod wpływem uwag zgłoszonych przez stronę społeczną resort przyznał, że kryterium deficytu lokalowego nie jest wystarczające. – Każdy samorząd będzie mógł sam ocenić, czy planowana inwestycja nie jest zbyt daleko np. od infrastruktury drogowej – podkreślił na konferencji podsumowującej konsultacje publiczne wiceminister rozwoju Artur Soboń. Ponadto wniosek dewelopera o wyrażenie zgody na inwestycję będzie musiał być skonsultowany z zainteresowanymi mieszkańcami, niezależnie od tego, czy planowane bloki mają stanąć na terenie objętym planem miejscowym, czy wzniesione na podstawie decyzji o warunkach zabudowy.
Specustawa ma skrócić drogę do budowy lokali na terenach PKP, Poczty Polskiej, wojska czy działkach rolnych. Dziś przekształcenie tych nieruchomości pod inwestycje mieszkaniowe trwa nawet kilka lat.
Nowa wersja projektu doprecyzowuje regulacje dotyczące obowiązku przeprowadzenia przez inwestora konkursu na koncepcję urbanistyczno-architektoniczną. – Aby nie był on fikcją, pomysł jest taki, by w komisji konkursowej brali udział obligatoryjnie przedstawiciel władzy wykonawczej, czyli wójta, burmistrza lub prezydenta oraz rady gminy – tłumaczył wiceminister. Koncepcja wyłoniona w konkursie stanie się następnie podstawą wydania uchwały lokalizacyjnej przez radę gminy (będzie musiała być dołączona do wniosku). Samorząd będzie mieć na to 45 dni. W przeciwieństwie do pierwotnych propozycji, wojewoda będzie całkowicie wyłączony z tego procesu.
Aby uzyskać decyzję lokalizacyjną, deweloper będzie musiał przedstawić w swoim wniosku nie tylko opinie właściwych organów, lecz także – w przypadkach, gdy jest to wymagane na podstawie odrębnych przepisów – zgody (np. konserwatora zabytków). Ponadto standardy dostępu do infrastruktury zostaną zróżnicowane w zależności od wielkości miejscowości. Co więcej, rada gminy będzie mogła podyktować deweloperom bardziej rygorystyczne wymagania niż ustawowe minimum. Jeśli standardy nie zostaną spełnione, zgoda na użytkowanie budynków nie zostanie wydana. Docelowo specprzepisy mają obowiązywać przez 10 lat.
Przedstawiciele środowisk urbanistycznych przyznają, że zmiany wprowadzone w pierwotnej wersji projektu są znaczące, bo ścieżka przyspieszonej budowy mieszkań nabrała dzięki nim walorów planistycznych. Bardziej sceptyczni pozostają członkowie ruchów miejskich, zdaniem których poprawki nie niwelują zagrożeń. – Projekt dalej pozwala na ignorowanie planów miejscowych. Jednocześnie nie likwiduje patologii budowania na WZ-kach. Nadal będzie to preferowana ścieżka przez deweloperów – twierdzi Jan Mencwel, szef stowarzyszenia Miasto Jest Nasze.
Etap legislacyjny
Projekt po konsultacjach społecznych