Najbliższe miesiące przyniosą pewnie bankructwa jeszcze wielu innych giełdowych firm.
Na koniec pierwszego roku istnienia giełdy warszawskiej notowanych było dziewięć spółek - Exbud, Krosno, Kable, Próchnik, Tonsil, Wólczanka, Wedel, Swarzędz i Żywiec. Relatywnie niedawno z parkietu jako pokonany zszedł Tonsil. Właśnie mają szansę dołączyć do niego Swarzędz i Krosno. Tak kończy się część historii naszego młodego rynku kapitałowego.
Młodszym czytelnikom warto przypomnieć, że część z tych pionierów wprowadzana była na rynek w celu restrukturyzacji. Prywatyzacja miała być szansą dla nich, by stać się rentownymi i sprawnie działającymi organizmami. Dla Swarzędza i Tonsilu - bez wątpienia rozpoznawalnych marek w Polsce - niemal cała historia notowań na GPW to nieustające restrukturyzacje, układy z wierzycielami, emisje ratunkowe i równanie w dół, jeśli chodzi o produkty i innowacyjność. Być może w umysłach przeciętnego Polaka nazwa Swarzędz czy Tonsil jakoś istniała, jednak coraz mniej ludzi miało głośniki firmy z Wrześni czy swarzędzkie meble. To wystarczało, by wyniki obu firm były systematycznie złe. Do obu firm ma szansę dołączyć Krosno - ofiara nieudolnego i nieprofesjonalnego zabezpieczania się instrumentami pochodnymi. Paradoksalnie w momencie tak ogromnego umocnienia złotego, że firma, mając markę rozpoznawalną nie tylko w Polsce, nie ma już szansy skorzystać z drożejącej waluty.
Kryzysy na rynkach mają to do siebie, że oczyszczają je z najsłabszych organizmów. Jak mawiał nagminnie przywoływany podczas ostatniej hossy Warren Buffett, gdy kryzys się kończy, można zobaczyć, kto naprawdę pływał nago.
Najbliższe miesiące to pewnie bankructwa jeszcze wielu innych firm, nie z tak imponującą historią. Firm młodych, które pojawiły się na rynku, oferując wyłącznie nadzieję - nieistniejące sportowe samochody, studia animacji klasy Pixara, roponośne złoża na Kaukazie, mitologiczne postaci, które miały zamieniać wszystko w złoto, i wiele, wiele innych. Ci inwestorzy, którzy przetrwają, będą mieli nadzieję przy kolejnej hossie podejść z dystansem do nowych euforii. Ale przyjdą inni, którzy powielą te same błędy. I tak bez końca.