Prof. Jan Lubiński: Korelacja między obecnością pierwiastka a ryzykiem raka jest bardzo mocna.
Reklama
Po tekście DGP o rekordowym stężeniu toksycznego arsenu w Głogowie (w badaniach moczu ok. 2 tys. mieszkańców u co piątego wykryto przekroczenie norm pierwiastka) rozpętała się burza. Jak ustalił DGP, sprawą zajmie się na najbliższym posiedzeniu rada nadzorcza KGHM Polska Miedź (do tego koncernu należy Huta Miedzi Głogów, której działalność przyczynia się również do zagrożenia).
– Przygotujemy program edukacyjno-profilaktyczny dla wszystkich bez względu na to, czy się badali, czy nie – zapowiada Marta Dytwińska-Gawrońska, rzeczniczka prezydenta Głogowa.
U mieszkańców Głogowa, gdzie znajduje się huta KGHM, wykryto w organizmach stężenie arsenu przekraczające normy...

Reklama
Nie zaskakuje mnie to, arsen to problem okolic uprzemysłowionych. A kiedy hucznie otwierano nową instalację w KGHM, od razu pomyślałem, że to nowe źródło wysypu arsenu do środowiska. Dlatego mieszkańców z tego regionu należy badać. Sam zaproponowałem miedziowemu koncernowi projekt „odtruwania” organizmów z pierwiastka. Ale sprawa jakoś utknęła.
Dlaczego proponował pan to akurat w KGHM?
Bo wiadomo – co się teraz potwierdza – że mieszkańcy i pracownicy są narażani na wyższe stężenie arsenu, a ten jest bardzo niebezpieczny.
Skąd to wiadomo?
Taka korelacja wyszła z prowadzonych w naszym ośrodku od ponad trzech lat badań, analizujących zależność między obecnością pierwiastka w organizmie a ryzykiem raka. Potwierdziło się, że wpływ arsenu jest bardzo mocny. Szczególnie u kobiet.

Zrobiliśmy dwa duże badania, wykorzystujące różne modele kliniczne. Jedno polegało na dobraniu par: jednej osoby, która ma nowotwór, jednej zdrowej, i porównaniu ich wyników krwi. Pary były dobierane tak, aby obie osoby wykazywały podobne parametry ryzyka raka, tzn. tę samą płeć, wiek, palenie papierosów oraz podobną historię występowania raka w rodzinie. Z badania w tym modelu wynikało bardzo wyraźnie, że stężenie arsenu powyżej 0,6 mikrogramów na litr krwi jest związane z występowaniem raka. Kobiety, które miały niższe stężenie, nie chorowały. Podobną sytuację zaobserwowaliśmy u mężczyzn, ale tylko po 60. roku życia.

Mówił pan o dwóch badaniach.
Tak, potwierdziliśmy nasze wyniki w kolejnym badaniu w grupie 2 tys. kobiet. Pobraliśmy krew pań, które nie miały mutacji genu BRCA1 (odpowiadającej za większość nowotworów piersi – przyp. red), i obserwowaliśmy ich losy. U blisko 100 z nich, pomimo braku zmian genetycznych, pojawił się nowotwór. I u tych kobiet również było zwiększone stężenie arsenu.
Dlaczego zaczął pan badać arsen?
Bo należy do grupy bardzo niebezpiecznych rakotwórczych czynników. W takich krajach jak Tajwan, Bangladesz, gdzie jest duże stężenie arsenu w wodzie pitnej, najpierw obserwowano zmiany skórne, a potem zwiększoną zapadalność na raka. Zaś naukowcy udowodnili w badaniach na zwierzętach, że różne mikroelementy w pożywieniu mają wpływ na pojawienie się choroby. W grupie tych czynników są wymieniane: rtęć, kadm, selen, ale i arsen. Postanowiliśmy więc zbadać, jak to wygląda u ludzi. To chyba pierwsze badanie, które wskazało na tak mocną zależność.
Naukowcy z instytutu w Łodzi, którzy badali obecność arsenu u populacji mieszkańców Głogowa, badali mocz i przekonują, że to jedyna słuszna metoda.
Nie jest to prawda, choć faktycznie mocz jest badany najczęściej. My opracowaliśmy własną metodę wykrywania arsenu we krwi. W naszym biobanku znajduje się krew od blisko 0,5 mln osób i mieliśmy możliwość wykorzystania takiego materiału do pogłębionych badań.
Naukowcy z Łodzi przekonują, że przekroczone wskaźniki jeszcze nic nie znaczą. Trzeba zdiagnozować, czy jest arsen organiczny czy nieorganiczny – bo szkodliwy jest tylko ten drugi.
To, czy jest organiczny czy nieorganiczny, może pomóc w uprecyzyjnieniu korelacji. Ale i tak korelacja między stężeniem arsenu a rakiem jest w naszym badaniu bardzo mocna.
Co moglibyście zrobić w KGHM?
Uznaliśmy, że trzeba znaleźć populację, która ma podwyższony poziom tego pierwiastka, i w tej grupie sprawdzić, czy dzięki zmianom w diecie można obniżyć poziom arsenu, a następnie zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka. Opracowaliśmy projekt, który został zaakceptowany przez komisję bioetyki. A następnie zgłosiliśmy się z nim do kierownictwa KGHM. Ze strony spółki oprócz ogólnie pozytywnego nastawienia nie zostały dotąd podjęte kolejne kroki. Jesteśmy nadal otwarci.