statystyki

Czasy czarnych łabędzi: Coraz częściej dzieją się rzeczy, których nie da się przewidzieć

autor: Marek Chądzyński, Bartek Godusławski13.01.2018, 20:00
Ekonomia, gospodarka, biznes

Specjaliści od coachingu lubią powtarzać dykteryjkę, że około połowa firm z listy pięciuset największych przedsiębiorstw w 2000 r. opublikowanej przez magazyn „Fortune” już nie istnieje.źródło: ShutterStock

To jest tekst dla tych, którzy z uwagą wczytują się w długoterminowe prognozy makroekonomiczne. Którzy wierzą w to, co przeczytają w tabelach z szacunkami kursu walutowego za 12 miesięcy. Którzy snują plany inwestycyjne na podstawie przewidywań giełdowych analityków. I którzy prowadzą firmy w oparciu o wieloletnie plany.

To jest tekst po to, by przypomnieć im, że świat przestał być uporządkowany, a od słowa „strategia” coraz ważniejsze staje się „elastyczność”.

Czarny czy szary

Najpierw szybkie przypomnienie, czym jest czarny łabędź. Ten termin znamy od 2007 r., kiedy Nassim Nicholas Taleb wydał książkę „Czarny łabędź. O skutkach nieprzewidywalnych zdarzeń”. Amerykański ekonomista nazwał czarnym łabędziem zdarzenie, co do którego nie było nawet cienia przypuszczeń, że nastąpi – a jednak się zdarzyło, co miało kolosalne skutki dla otoczenia. Najlepszy przykład to atak terrorystyczny na wieże WTC w 2001 r.

Dzięki Talebowi co roku mamy teraz zabawę w typowanie czarnych łabędzi. Trochę to wypacza sens tego terminu: jeśli ktoś dopuszcza ziszczenie się nawet najbardziej nieprawdopodobnego scenariusza, to nie jest już on taki zaskakujący – a więc łabędź nabiera odcienia szarości. Co bardziej zapobiegliwi mogą się więc przygotować na jego lądowanie. Na przykład globalny kryzys finansowy z 2008 r. – czy był to czarny łabędź, czy szary? Przecież Nouriel Roubini przewidział załamanie na amerykańskim rynku nieruchomości i skutki pęknięcia owej bańki. Ale tego, że zbankrutuje bank Lehman Brothers, jeden ze „zbyt wielkich, by upaść”, nikt nie przepowiedział. A to był bezpośredni impuls do rozlania się krachu na cały świat.

Podobnie z innymi wydarzeniami, które były mało prawdopodobne, a jednak się wydarzyły. Szczególnie rok 2016 obfitował w takie właśnie historie o globalnym znaczeniu. Najpierw wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej (brexit, który wedle większości sondaży miał się nie wydarzyć), potem tryumf Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich (które zgodnie z większością analiz powinien z kretesem przegrać). Jednak w obu przypadkach nie można było takich scenariuszy wykluczyć do końca – i od biedy jakoś się do nich przygotować. Podobnie jak dziś nie da się wykluczyć wybuchu konfliktu między Koreą Północną a USA. Tylko czy da się przygotować do wybuchu takiej wojny? Jaką strategię należało wybrać w maju 2016 r. na wypadek brexitu? Czy i jak dopasować swój model biznesowy we wrześniu 2016 r. pod amerykański protekcjonizm, który miałby dopiero nastąpić? Najkrótsza odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi: można ograniczać straty. A kluczem do sukcesu jest zrozumienie czasów, w jakich przyszło nam funkcjonować. Żyjemy w epoce VUCA – okresie, w którym niczego nie da się przewidzieć, a nabyte doświadczenie nie przygotowuje do tego, co ma nastąpić.

Żyjemy w naturalnym środowisku czarnego łabędzia.


Pozostało jeszcze 82% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane