Tylko godziny zostały do podpisania umowy na budowę odcinka autostrady A1 z centrum kraju na Śląsk. Ostatnie dni to nerwowa korespondencja pomiędzy resortem infrastruktury a ministerstwem finansów. Do parafowania umowy na 180-km odcinek autostrady A1 z Łodzi na Śląsk potrzebna jest opinia resortu finansów, który zatwierdza inżynierię finansową dla całego przedsięwzięcia. To zabieg niezbędny do wystawienia gwarancji rządowych dla koncesjonariusza. Finansowanie spoczywa bowiem na konsorcjum Autostrada Południe, na które składają się firmy: Budimex, Cintra Concessiones i Ferrovial Agroman. Wybór zwycięzcy nie jest niespodzianką - od kilku miesięcy rząd negocjował umowę już tylko z Hiszpanami.

Z naszych informacji wynika, że konsorcjum dostało sześć miesięcy na zapewnienie środków potrzebnych do budowy. To dużo i mało. Tyle samo wynegocjowały wcześniej dwie firmy: Autostrada Wielkopolska, która zbuduje ostatni odcinek A2 do granicy niemieckiej oraz rządowa spółka celowa GTC układająca północny fragment A1 z Nowych Marz do Torunia. GTC już dostała kredyt na ten projekt, AW jeszcze nie - ma czas tylko do końca marca.

Ostatnie rozmowy urzędników z członkami konsorcjum dotyczyły szczegółów związanych m.in. z kosztami budowy 1 km drogi, gwarancji bankowych, opłat za przejazdy i okresu, w którym dochody z autostrady będą trafiały tylko do kieszeni koncesjonariusza. Na razie nikt nie chce zdradzać szczegółów.

- Proszę czekać na komunikat - ucina Mikołaj Karpiński z Ministerstwa Infrastruktury.

Milczy też Budimex. Wiadomo natomiast, że do Euro 2012 powstanie jedynie odcinek do Częstochowy. Koszt budowy całego odcinka do Pyrzowic ma nie przekroczyć 9 mld zł.

Niewykluczone, że w najbliższych dniach rząd podpisze umowę także na 92-km odcinek drogi z podłódzkiego Strykowa do podwarszawskiej Konotopy. O kontrakt starają się Autostrada Południe (AP) i Autostrada Mazowsze (AM), którą tworzy m.in. Stalexport (eksploatujący autostradę z Krakowa do Katowic). Ta spółka jest pod kontrolą włoskiego koncernu Autostrade, który sam też wchodzi w skład startującego w przetargu konsorcjum.

Mimo pogłosek, że bliżej kontraktu jest AP, nadal oba konsorcja mają szansę na koncesję. AM kończy właśnie negocjacje z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad i czekać będzie już tylko na opinię Ministerstwa Finansów w sprawie gwarancji kredytowych.

Nawet gdy rząd wybierze firmy i przyzna im koncesje, to zanim ruszy budowa, musi powstać projekt budowlany, co według ekspertów może potrwać nawet kilkanaście miesięcy.

- Przy sprzyjających warunkach duży i sprawny zespół projektowy powinien sobie poradzić z zaprojektowaniem jednego odcinka w mniej niż dwa lata. To oznacza, że pierwsze prace budowlane mogłyby się rozpocząć na przełomie 2010/2011 - ocenia Jerzy Jakiel ze stowarzyszenia SISKOM popierającego budowę autostrad i obwodnic.

Przyznaje, że presja na firmy, by zdążyć przed mistrzostwami Euro 2012, będzie ogromna.

- Oby na przeszkodzie w realizacji inwestycji nie stanęły kłopoty z finansowaniem budowy. Sytuacja gospodarcza wcale się nie polepsza. Niektórzy twierdzą nawet, że banki będą jeszcze bardziej ostrożniejsze w udzielaniu miliardowych kredytów nawet gwarantowanych przez rząd - przypomina Jerzy Jakiel.

Jego zdaniem sama budowa nie jest już tak wielkim wyzwaniem. Ułożenie 100-km odcinka A2 z Konina do Strykowa trwało 17 miesięcy.

Rząd dysponuje już niemal 100 proc. działek potrzebnych do budowy A1 na Śląsk.

- Zostały jedna lub dwie ostatnie działki - mówi Artur Mrugasiewicz z GDDKiA.

Gorzej jest w przypadku A2 do Warszawy, gdzie drogowcy nie wykupili jeszcze kilkunastu procent działek. Budowę trasy blokuje m.in. rodzina biskupa praskiego Henryka Hosera.