Są też uczciwe serwisy

Wydawcy nie wrzucają wszystkich cytujących gazety serwisów do jednego worka. Michał Prysłopski podkreśla na przykład, że rp.pl jest zadowolona ze współpracy z działającym dłużej w sieci agregatorem - serwisem Wykop.pl.

- Nasze teksty, które serwis cytuje, są odpowiednio podlinkowane do naszych stron, dzięki czemu użytkownik klika i trafia do nas. Jesteśmy zadowoleni z ruchu w naszych serwisach, który dzięki temu powstaje - dodaje Prysłopski.

- Chcemy, aby wydawcy internetowi cytowali nasze materiały i zamieszczali do nich linki, dzięki czemu ruch w naszych serwisach będzie rósł. Ale nie może być tak, że ktoś bez żadnej zgody kopiuje cały tekst albo popełnia plagiat, zmieniając w publikowanych przez nas tekstach kilka słów i podając tekst jako własny. Wtedy nikt już do naszego serwisu nie trafi - tłumaczy Dariusz Piekarski.

- Wydawcy prasy są czołowymi producentami wartościowego kontentu, zatrudniają do tego setki dziennikarzy i redaktorów, co jest bardzo kosztowne. Ten kontent jest przejmowany bezpłatnie i bez żadnych umów przez wydawców stron internetowych. To jest prawdziwy problem rynku - mówi Michał Fijoł, dyrektor biura zarządu Axel Springer Polska.

Google nie jest wrogiem

To specyfika nie tylko polskiego rynku. Najwięksi wydawcy na świecie niejednokrotnie podkreślali, że kopiowanie ich tekstów przez liczne serwisy odbiera użytkowników ich stronom internetowym. Na celowniku wydawców przez długi czas był też sam Google, który za pośrednictwem swojego serwisu news.google.com agreguje treści z prasy.

W obronie interesów wydawców prasy stanęła nawet Unia Europejska, która wsparła finansowo projekt mający w założeniu chronić prawa autorskie. Nazywa się ACAP i pozwala na wpisanie do kodu stron internetowych informacji o prawach, a także daje możliwość blokowania wyświetlania określonych treści przez wyszukiwarki. Problem jednak w tym, że tak naprawdę ACAP wymierzony jest w Google - największą przeglądarkę na świecie - a część wydawców jest przekonana, że nie Google jest dziś ich największym problemem.

- ACAP to standard unijny, w który ja nie wierzę, bo nikt nie jest w stanie narzucić jego przestrzegania. Lepszy efekt przynosi już zwykłe dopisanie pod tekstem informacji o prawach autorskich. Natomiast sposób, w jaki treści agreguje Google, jest, moim zdaniem, dobry dla wydawców. Wyszukiwarka pokazuje bowiem także treści płatne. Wspiera więc ruch, ale i przychody z prenumerat - dodaje Michał Prysłopski.

- ACAP jest rozwiązaniem wymierzonym w wyszukiwarkę Google (ACAP nie był konsultowany z Google), a żaden rozsądny wydawca w Polsce nie będzie walczył z Google - dodaje przedstawiciel jednego z wydawców.