W obecnym sezonie to zjawisko, na które składają się m.in. rajd św. Mikołaja, window dressing czy efekt stycznia, zarysowało się wyjątkowo wyraźnie. Końcówka 2008 roku i pierwsze sesje 2009 roku przyniosły na świecie silne zwyżki rynku akcji, świadcząc o wystąpieniu rajdu św. Mikołaja, czyli wzrostu kursów w czasie od świąt Bożego Narodzenia do Nowego Roku.

W przypadku naszego parkietu sytuacja wyglądała nieco inaczej, gdyż końcówka starego roku była jeszcze słaba, ale otwarcie nowego bardzo silne. Możemy mówić o wystąpieniu odwrotnego window dressingu, które normalnie oznacza działania mające na celu poprawę wyników funduszy czy portfeli na koniec roku. Można przypuszczać, że rok 2008 był na tyle zły, żeby nie powiedzieć stracony, dla funduszy inwestycyjnych czy emerytalnych, że poprawa rocznego bilansu o kilka procent w wyniku podciągnięcia notowań podczas ostatnich sesji nie miała większego sensu. Uzasadnione mogło być natomiast działanie przeciwne, zmierzające do obniżenia poziomu zamknięcia roku 2008, stanowiącego bazę porównawczą dla wyników inwestycyjnych w 2009 roku. Ponieważ na rynku dominują oczekiwania na lekko pozytywne zakończenie tego roku na giełdzie, tych dodatkowych kilka procent może mieć znaczenie.

Poprawę nastrojów w okresie świątecznym bardzo dobrze widać przez pryzmat wskaźnika Investors Intelligence, obrazującego relacje między giełdowymi optymistami i pesymistami. Od odczytu sprzed świąt Bożego Narodzenia do pierwszego odczytu z tego roku zanotowaliśmy bardzo silny wzrost liczby byków (zwolenników wzrostu) i wyraźny spadek liczby niedźwiedzi (oczekujących spadku). Obóz pierwszych stał się większy niż drugich, co ostatnio miało miejsce latem 2008 r. Notabene w ostatnich miesiącach nie było to dobrym znakiem dla koniunktury rynkowej. Na wskaźniki nastrojów inwestorów patrzymy kontrariańsko, czyli stosując zasadę, że większość nie ma racji (więcej optymistów to większe ryzyko zakończenia zwyżek).

Kalendarzem można też tłumaczyć optymistyczne reakcje na program wsparcia gospodarki przygotowywany przez prezydenta USA Baracka Obamę, które miały miejsce podczas pierwszych dwóch sesji nowego roku na światowych rynkach. Trudno bowiem traktować ten program jako przełomowy dla rynków, gdyż jego zarysy znaliśmy już wcześniej, więc równie dobrze mógł być powodem do zwyżki kilka tygodni temu. Inwestorzy nie zważają przy tym na to, że przy procesie delewarowania gospodarki (zmniejszania skali kredytowania się przez przedsiębiorstwa i konsumentów) dodatkowe środki pochodzące z obniżek podatków mogą zostać zaoszczędzone, a nie będą prowadzić do wyższych wydatków.

Ujemny bilans nowego roku, - efekt pełnych pięciu spadkowych sesji u nas i czterech za oceanem - stawia pod znakiem zapytania wystąpienie w tym roku efektu stycznia. Sam przełom roku wypadł bardzo pomyślnie i komentowany był powszechnie jako zapowiedź efektu stycznia. Kolejne sesje zostały jednak wyraźnie zdominowane przez niedźwiedzie.