Przedstawiciel prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenki ds. bezpieczeństwa energetycznego Bohdan Sokołowski oświadczył, że Kijów zgodzi się na tranzyt rosyjskiego gazu, jeśli Gazprom podpisze kontrakt techniczny na jego przesyłanie, wskazujący, przez które stacje przesyłowe gaz popłynie, ile go będzie i jakiej jakości.

Sokołowski przypomniał, że Gazprom po raz trzeci w tym tygodniu zlecił ukraińskiej spółce Naftohaz tranzyt gazu do odbiorców europejskich, ale chce przesyłać go trasą, którą sam wskazał. Naftohaz tłumaczy, że nie może zrealizować zlecenia, gdyż wybrany przez Rosjan korytarz transportowy służy obecnie dostawom gazu, pobieranego ze zbiorników podziemnych na zachodniej Ukrainie w celu zaspokojenia potrzeb zakładów metalurgicznych i chemicznych we wschodniej części kraju.

W najbliższą sobotę ma się odbyć w Moskwie szczyt z udziałem Rosji, państw-odbiorców rosyjskiego gazu i państw tranzytowych. Celem spotkania - jak wyjaśnił rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew - byłoby zakończenie obecnego konfliktu i zastanowienie się, jak zapobiec takim kryzysom w przyszłości.

Rzeczniczka Miedwiediewa Natalia Timakowa oświadczyła, że Rosja zaprosi na spotkanie zarówno ukraińskiego prezydenta Wiktora Juszczenkę, jak i premier Julię Tymoszenko. Juszczenko jeszcze w środę odrzucił koncepcję szczytu w Moskwie, podkreślając, że spotkanie takie powinno się odbyć w kraju, który nie jest stroną obecnego sporu gazowego. Premier Rosji Władimir Putin i Tymoszenko umówili się jednak podczas rozmowy telefonicznej w nocy ze środy na czwartek na negocjacje gazowe właśnie w Moskwie.

Rzecznik Komisji Europejskiej Johannes Laitenberger powiedział, że w szczycie są gotowi uczestniczyć unijny komisarz ds. energii Andris Piebalgs i minister przemysłu i handlu przewodniczących UE Czech Martin Rziman. Zastrzegł jednak, że żadne spotkanie nie powinno być wymówką, by odkładać wznowienie dostaw gazu do UE, wstrzymanych 7 stycznia.

UE na początku konfliktu wyrażała opinię, że jest to "bilateralny spór handlowy", odmawiając wskazania winnego. Zmuszona coraz bardziej dotkliwymi konsekwencjami braku gazu w niektórych krajach, coraz bardziej angażuje się jednak w mediację i rozstrzygnięcie sporu.

Nie wszystkie kraje UE zgadzają się na takie postępowanie. Francuskie MSZ ogłosiło w czwartek, że UE nie powinna zgadzać się na udział w szczycie energetycznym, dopóki gaz nie popłynie.

Kanclerz Niemiec Angela Merkel ostrzegła, że poprzez spór gazowy z Ukrainą Rosja naraża na szwank swą reputację w Europie jako wiarygodny dostawca surowców. Merkel oraz przebywający w Berlinie brytyjski premier Gordon Brown zaapelowali o szybkie podjęcie negocjacji w celu rozwiązania sporu ukraińsko-rosyjskiego oraz wznowienie przesyłu gazu. Oboje ocenili przy tym, że obecne problemy z dostawami surowca z Rosji do Europy są argumentem na rzecz większej dywersyfikacji oraz wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

Również w czwartek premier Putin wyraził nadzieję, że przyszli odbiorcy rosyjskiego gazu ziemnego z magistrali Nord Stream (Gazociąg Północny) wywrą presję na kraje, które nie zgadzają się na ułożenie tej rury. W wywiadzie dla niemieckiej telewizji ARD oznajmił, iż budowa Gazociągu Północnego sprawi, że gaz stanie się łatwiej dostępny dla państw Europy. Zastrzegł również, iż jeśli projekt nie zostanie zrealizowany, w Europie będzie mniej gazu, a także będzie on droższy, przede wszystkim ze względu na problemy związane z krajami tranzytowymi.

W Wilnie podano, że prezydenci Polski i Ukrainy Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko zwrócili się do prezydenta Litwy Valdasa Adamkusa z prośbą o aktywne wsparcie Kijowa w konflikcie gazowym z Moskwą oraz w rozmowach z liderami unijnymi.

Juszczenko po raz kolejny zaapelował w czwartek do Medwiediewa o wznowienie dostaw rosyjskiego gazu dla odbiorców w innych państwach europejskim.

Jak poinformowano w Kijowie, ukraiński prezydent powiedział Medwiediewowi przez telefon, że odbiorcy rosyjskiego gazu w krajach położonych na zachód i południe od Ukrainy mogą otrzymać zamówione wcześniej paliwo, jeśli rosyjski monopolista Gazprom wtłoczy do ukraińskiej sieci przesyłowej 330 mln metrów sześciennych gazu.

Władze w Kijowie twierdzą, że ilości gazu, które rosyjski Gazprom od trzech dni usiłuje przesłać swym odbiorcom w UE, nie wystarczą nawet na zmianę kierunku transportowania paliwa. Zgodnie z czwartkowym zleceniem rosyjskiego koncernu, ukraiński Naftohaz miałby przyjąć od niego niecałe 100 mln metrów sześciennych gazu.

Polski operator gazociągów przesyłowych Gaz-System nie wprowadził ograniczeń w poborze gazu przez odbiorców przemysłowych. Centralne Laboratorium Pomiarowo-Badawcze (CLPB) PGNiG SA zapewniło zaś, że kryzys nie wpłynął na jakość gazu używanego w Polsce i polskie zapasy gazu wystarczą na kilka tygodni.

W Sofii podano tymczasem, że gazowe rezerwy Bułgarii skończą się na początku przyszłego tygodnia i przemysł praktycznie wtedy stanie. Bułgaria otrzymywała od Rosji około 92 proc. gazu niezbędnego dla funkcjonowania gospodarki.

Analitycy banku Morgan Stanley oceniają, że krótkofalowe implikacje sporu Gazpromu z Naftohazem są negatywne dla Rosji i odbiorców rosyjskiego gazu w południowo-wschodniej Europie, ale w dłuższej perspektywie bardziej ucierpi Ukraina, ponieważ straci kontrolę nad tranzytem rosyjskiego gazu.

Według dziennika "Wriemia Nowostiej" Rosja, proponując szczyt państw-odbiorców rosyjskiego gazu i państw tranzytowych w Moskwie, próbuje mobilizować Europę przeciw Ukrainie. "Kommiersant" pisze natomiast, że "Kijów znalazł pierwszego oficjalnego sojusznika w wojnie gazowej; Polska oświadczyła, że Ukraina nie ponosi winy za zaistniałą sytuację".