– Wielu Amerykanów niepokoi się, że zapotrzebowanie na energię ze strony centrów danych AI może w niesprawiedliwy sposób wywindować ich rachunki za prąd. Dziś mogę z przyjemnością ogłosić, że wynegocjowałem nową deklarację o ochronie odbiorców. Wiecie, co to oznacza? Mówimy dużym koncernom technologicznym, że mają obowiązek zaspokajać swoje potrzeby energetyczne samodzielnie. Mogą budować elektrownie jako część swoich zakładów i w ten sposób nikogo nie dotkną podwyżki cen, a w wielu przypadkach ceny prądu spadną, i to bardzo znacząco – powiedział w zeszłotygodniowym orędziu o stanie kraju Donald Trump.

Podkreślił, że proponowana przez administrację strategia jest „unikalna” i nie była wcześniej stosowana w żadnym kraju. – Mamy starą sieć. Ona nigdy nie byłaby w stanie udźwignąć takich wolumenów, takiej ilości energii elektrycznej, jaka jest potrzebna. Dlatego wyjaśniam im (firmom technologicznym – red.), że mogą budować własne elektrownie i wytwarzać energię na swoje potrzeby – dodał Trump. Podpisanie deklaracji ma nastąpić w najbliższą środę. Wśród spodziewanych sygnatariuszy dokumentu są potentaci sektora. Wielu z nich (np. Microsoft czy OpenAI) składało już podobne deklaracje na własną rękę.

Widmo deficytu mocy i podwyższonych rachunków krąży nad USA

Prezydent USA po raz kolejny w ostatnich tygodniach odniósł się do kwestii, która generuje rosnące napięcia w amerykańskim społeczeństwie, w niektórych przypadkach – tak jak w „ulubionym” do niedawna przez koncerny technologiczne hubie w Wirginii (już dziś centra danych odpowiadają tam za 25 proc. zapotrzebowania na energię elektryczną), gdzie obietnica uregulowania sektora przyczyniła się do zwycięstwa demokratki Abigail Spanberger w wyborach na gubernatora stanu. Sprzeciw wobec centrów danych bierze też na sztandary część polityków republikańskich, m.in. gubernator Florydy Ron De Santis. W dziewięciu stanach przedmiotem prac legislacyjnych są projekty moratoriów na budowę nowych obiektów tego typu.

Już w styczniu Trump zapowiedział, że zabezpieczy ze strony wiodących koncernów technologicznych zobowiązania, że rachunki Amerykanów nie wzrosną. Ogłoszono także, że największy operator sieci energetycznych w kraju, spółka PJM, zorganizuje specjalną aukcję mocową, poprzez którą właściciele nowo budowanych instalacji energochłonnych nieposiadający własnych źródeł wytwórczych dołożą się do kosztów budowy nowych mocy – w zamian za długoterminowe kontrakty na dostawy prądu. Oczekuje się, że przychody z planowanej na wrzesień aukcji sięgną 15 mld dol., co miało pozwolić zabezpieczyć brakujące zdolności wytwórcze w obejmującej 13 stanów strefie zarządzanej przez PJM.

Są jednak wątpliwości co do tego, czy zmobilizowane w ten sposób środki wystarczą do zasypania luki mocowej. Według think tanku Aurora Energy Research 15 mld dol. wystarczy do sfinansowania 6-10 GW nowych mocy, przy deficycie szacowanym na 24 GW w roku 2030 i 55 GW w 2035. Problematyczna będzie też sytuacja istniejących zasobów energetycznych, którym w przyszłości trudno będzie konkurować z subsydiowanymi w ten sposób nowymi mocami. W zamian ośrodek sugeruje wykorzystanie taryf do obciążenia wyższymi opłatami najbardziej energochłonnych odbiorców.

Polityczna cena za rozwój AI. Kto ją zapłaci?

Opór społeczny to jedna z przyczyn sygnalizowanych z różnych stron inwestycyjnych perturbacji. Według Sightline Climate z co najmniej 16 GW obserwowanych przez ten ośrodek dużych centrów danych, które miały zostać ukończone w tym roku, jedynie 5 GW osiągnęło etap budowy (przy typowym czasie jej trwania szacowanym na 12-18 miesięcy). „Coraz trudniej ufać deklarowanym harmonogramom” – konstatują analitycy. Inny ośrodek, MacroEdge Research, podaje, że tylko w styczniu 2026 r. ogłoszono anulowanie lub odroczenie 25 projektów. Dla porównania, w całym poprzednim półroczu grupa zidentyfikowała 30 takich przypadków.

Według grupy CBRE w budowie na koniec 2025 r. były w USA centra danych o łącznej mocy niespełna 6 GW – nieco mniej niż o tej samej porze rok wcześniej, a w Wirginii mocy w budowie było niemal o 30 proc. mniej niż rok temu. Gigantyczny wzrost zaliczyły z kolei budowy centrów danych w Chicago, w stanie Illinois. Pojawiają się tam jednak pierwsze ruchy w kierunku ograniczenia tempa rozwoju sektora. Gubernator stanu J.B. Pritzker (należący do Partii Demokratycznej) zapowiedział w tym miesiącu zawieszenie na dwa lata zachęt podatkowych dla inwestycji w centra danych.

Z niedawnego sondażu Public First dla Politico wynika, że napięcia wokół centrów danych mogą mieć istotny wpływ na decyzje wyborcze Amerykanów. 20 proc. ankietowanych identyfikujących się jako demokraci i 10 proc. republikanów stwierdziło, że poparcie ich kandydata dla centrów danych mogłoby ich zniechęcić do oddania na niego głosu. Przekonanie o tym, że kwestia ta wpłynie na wynik wyborów, wyraziło 30 proc. badanych mieszkających w promieniu mili od centrum danych.

Tymczasem z nowo opublikowanego raportu kalifornijskiego Instytutu Badań nad Energią Elektryczną (EPRI) wynika, że rozbudowa amerykańskiej infrastruktury IT postępuje w szybkim tempie. W ciągu trzech lat od 2021 r. moc nominalna krajowych centrów danych powiększyła się niemal czterokrotnie – z 10,5 do 39,8 gigawatów. Obecnie w budowie są obiekty o mocy kilkunastu GW, a na etapie zaawansowanych przygotowań – kolejnych ok. 37 GW. EPRI prognozuje w związku z tym w swoim „środkowym” scenariuszu, że do końca dekady sektor powiększy się jeszcze dwukrotnie, a jego udział w zużyciu w skali całego kraju wzrośnie z dzisiejszych 4,5 proc. nawet do kilkunastu proc.

Elektrownie off-grid wchodzą do mainstreamu. Emisje rosną. A ceny energii?

Trump stara się pogodzić ze sobą dalszy dynamiczny rozwój centrów danych – kluczowych, jak podkreśla, dla zapewnienia dominacji technologicznej USA w dziedzinie sztucznej inteligencji – i kontrolę nad towarzyszącymi mu kosztami dla gospodarstw domowych. Czy ten cel pozwoli mu osiągnąć rozwój energetyki przemysłowej realizowany siłami koncernów Big Tech? Tu zdania są podzielone. Zdaniem Jigara Shaha, który kierował biurem programów pożyczkowych Departamentu Energii w administracji Joego Bidena, wielka rozbudowa energetyki „off-grid” – niepołączonej z siecią i służącej tylko inwestującym w nią odbiorcom – pośrednio również obciąży innych odbiorców. Popyt wygenerowany przez cyfrowych gigantów podbije bowiem ceny i ograniczy dostępność kluczowych urządzeń dla energetyki systemowej, skazując przegrywających w licytacji z koncernami technologicznymi odbiorców na utrzymywanie starzejącej się, coraz bardziej zawodnej infrastruktury.

Spekuluje się jednak, że jednym z elementów dealu pomiędzy administracją a technologicznymi gigantami będą zobowiązania do sfinansowania niezbędnych inwestycji sieciowych. Swój wkład w rozbudowę krajowego systemu energetycznego wnosi także rząd federalny. W ostatnich dniach Departament Energii udzielił najwyższej w historii pożyczki (26,5 mld dol.), dzięki której druga co do wielkości spółka energetyczna kraju, Southern Company, ma wybudować lub wyremontować łącznie 16,7 GW mocy.

Trend określany jako „przynieś własne zasilanie” (z ang. bring your own power) jest jednak coraz wyraźniej widoczny. Według Cleanviewok. 30 proc. planowanych obecnie w USA centrów danych ma być wyposażone we własne źródła wytwórcze. Jak podkreśla ten ośrodek, w ciągu ostatniego roku tendencja ta przeszła „z niszy do mainstreamu”. Miażdżąca większość tej nowo powstającej energetyki przemysłowej, bo niemal 75 proc. ze znanych inwestycji tego typu, to źródła zasilane gazem ziemnym.

Rewolucja AI napędza renesans gazu w energetyce

Jak podaje Global Energy Monitor, w styczniu bieżącego roku w USA aktywnych było ponad 500 projektów nowych bloków gazowych o łącznej mocy ponad 250 GW, z czego ponad 1/3 stanowiły jednostki budowane na wyłączny użytek centrów danych, a „wiele innych“, budowanych w ramach systemu energetycznego, zaplanowano w związku ze wzrostem zapotrzebowania na energię elektryczną prognozowanym w związku z rozwojem sztucznej inteligencji. Gdyby wszystkie te inwestycje zostały doprowadzone do finału, oznaczałoby to powiększenie mocy gazowych USA o niemal połowę.

To problematyczne ze względu na emisyjność tego typu jednostek – tym bardziej, że presja czasu oraz skali nowych potrzeb energetycznych sprawia, że często sięga się po mało efektywne i bardziej emisyjne urządzenia o niewielkiej mocy – oraz fakt, że koncerny cyfrowe, które decydują o ich budowie, jeszcze do niedawna pozycjonowały się w roli klimatycznych liderów. Np. Google, Meta i Microsoft zobowiązały się do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2030 r. (ten ostatni koncern deklarował wręcz w tej perspektywie pójście o krok dalej, czyli ujemne emisje netto), a Amazon do roku 2040.

Część inwestorów zapowiada budowę źródeł bezemisyjnych – przede wszystkim odnawialnych i jądrowych – ale, jak ocenia Cleanview, pierwsze z nich wchodzić będą do użytku nie wcześniej niż pod koniec bieżącej dekady, a atom – w latach 30. Biorąc pod uwagę profil centrów danych, które wymagają zasilania na stabilnym poziomie, można przypuszczać, że raz wprowadzone do użytku instalacje na błękitne paliwo jeszcze wiele lat odgrywać będą tu znaczącą rolę.

Nie na europejskim podwórku? Ceny energii i niechęć do Big Tech mogą stworzyć falę sprzeciwu

Wydarzenia w USA mogą zwiastować podobne problemy w Unii Europejskiej, która – rozpatrywana jako całość – jest już dziś drugim co do wielkości rynkiem centrów danych na świecie. W samej Polsce, według prognozy z opublikowanego na początku lutego projektu Planu Rozwoju Sieci Przesyłowej PSE, w ciągu najbliższych 10 lat moc centrów danych może przekroczyć 3 GW, a zapotrzebowanie na energię elektryczną ze strony centrów danych może sięgnąć ok. 17 terawatogodzin (ponad 7 proc. całego spodziewanego zużycia), a w roku 2040 – ok. 29 TWh (prawie 11 proc. zużycia).

W Wielkiej Brytanii, gdzie wybudowano do tej pory najwięcej centrów danych w Europie, tamtejszy regulator Ofgem ogłosił ostatnio, że otrzymał wnioski przyłączeniowe w sprawie kolejnych 140 obiektów o łącznym zapotrzebowaniu szczytowym 50 GW – wyższym niż wyniosło w tym kraju maksymalne zapotrzebowanie w mijającym okresie zimowym (ok. 45 GW). W dniach 27-28 lutego akcje protestacyjne przeciw niekontrolowanemu rozwojowi tego rodzaju wielkoskalowej infrastruktury cyfrowej przeprowadziła koalicja brytyjskich aktywistów ekologicznych. Ich kulminacją był sobotni „marsz przeciwko maszynom“ startujący spod londyńskiej siedziby OpenAI. Głównym postulatem protestujących było zwiększenie demokratycznej kontroli nad technologiami sztucznej inteligencji.

Co zapowiedział Donald Trump w „deklaracji o ochronie odbiorców” dotyczącej zasilania centrów danych AI?

Trump ogłosił, że duże koncerny technologicznym mają obowiązek zaspokajać swoje potrzeby energetyczne samodzielnie tak, by nie dochodziło do podwyżek cen prądu. Strategię określił jako „unikalną”.

Jak ma działać specjalna aukcja mocowa PJM dla nowych energochłonnych instalacji bez własnych źródeł?

Właściciele nowych energochłonnych instalacji bez własnych źródeł dołożą się do kosztów budowy nowych mocy w zamian za długoterminowe kontrakty na dostawy prądu. Oczekiwane przychody we wrześniu: 15 mld dol., w strefie 13 stanów zarządzanej przez PJM.

Jakie tempo wzrostu mocy centrów danych w USA podaje EPRI i jaki może być udział w zużyciu energii?

W 3 lata od 2021 r. moc nominalna centrów danych wzrosła z 10,5 do 39,8 GW. W budowie są centra danych o mocy kilkunastu GW, a w zaawansowanych przygotowaniach ok. 37 GW. EPRI prognozuje podwojenie sektora do końca dekady i wzrost udziału z 4,5 proc. do kilkunastu proc.

Jak wygląda trend „bring your own power” w centrach danych w USA i jakie źródła dominują?

Według Cleanview ok. 30 proc. planowanych w USA centrów danych ma mieć własne źródła wytwórcze. Niemal 75 proc. tych własnych źródeł to instalacje zasilane gazem ziemnym.

Jakie są prognozy PSE dla mocy i zużycia energii przez centra danych w Polsce?

PSE prognozuje, że w ciągu 10 lat moc centrów danych w Polsce może przekroczyć 3 GW. Zapotrzebowanie na energię może sięgnąć ok. 17 TWh (ponad 7 proc.), a w 2040 r. ok. 29 TWh (prawie 11 proc.).