Wśród kluczowych barier dla polskich firm w zamówieniach publicznych wymienia się m.in. nadmierne wymagania referencyjne, wysokie zabezpieczenia (ubezpieczenia, ratingi), niekorzystne warunki płatności oraz przerzucanie nieadekwatnych ryzyk na wykonawców. Przykładem jest przetarg na tunel i dworzec kolejowy CPK, gdzie zastosowano zaporowe kryteria finansowe i techniczne, wymagając m.in. realizacji projektów za minimum 500 mln zł oraz 2 mld zł rocznych przychodów. Wysokie bariery wejścia przekładają się na odpływ zleceń do firm z kapitałem zagranicznym. A to ogranicza konkurencyjność nie tylko naszego biznesu, ale także polskiej gospodarki.
Marginalizacja polskich spółek w największych zamówieniach oznacza długofalowe straty dla gospodarki. Już dziś duża część wpływów z kontraktów trafia do obcych central – w kraju zostają jedynie VAT i PIT, natomiast zysk netto i dywidendy odpływają za granicę. Skutkiem jest mniejsza akumulacja polskiego kapitału i ograniczona zdolność do reinwestowania w nowe aktywa. Grant Thornton oszacował, że w 2020 r. zagraniczne firmy budowlane reinwestowały w Polsce zaledwie 10 proc. wypracowanego zysku (ok. 293 mln zł), resztę transferując za granicę. Gdy zaś zyski odpływają, Polska traci impuls rozwojowy, który sama sfinansowała – mniejsza jest baza zatrudnienia wysoko wykwalifikowanych pracowników, produkcji i eksportu, co przekłada się na lokalne łańcuchy dostaw. Ponadto taki stan rzeczy prowadzi do efektu domina: brak referencji z polskich megainwestycji oznacza ograniczoną wiarygodność finansową i mniejsze szanse na wejście na rynki ościenne (np. Ukrainy). Z raportu „Firmy budowlane w Polsce 2026–2031” firmy Spectis wynika, że tylko co ósma firma budowlana generuje znaczne przychody eksportowe, a udział eksportu budownictwa w obrotach 300 największych wykonawców wyniósł w 2024 r. zaledwie 8,8 proc.
Tymczasem obecność polskich czempionów budownictwa w kluczowych inwestycjach przynosi realne efekty: w kraju rosną kompetencje i zasoby, a firmy z rodzimym rodowodem, które już dzisiaj mają nowoczesne zaplecze – od parków maszynowych po laboratoria i centra B+R, dalej się rozwijają. Działa też efekt mnożnikowy: polski biznes napędza MŚP, generuje korzyści finansowe dla regionów, a budowane aktywa zwiększają wiarygodność i ułatwiają ekspansję. Innymi słowy, gromadzi się nasz polski kapitał na przyszłość.
Budowa wiarygodności eksportowej zaczyna się od dużych kontraktów krajowych, które dostarczają referencji wymaganych w przetargach międzynarodowych. Realizacja kluczowych projektów infrastrukturalnych (kolej, drogi, energetyka itd.) w roli lidera potwierdza zdolność zarządzania ryzykiem i złożonym łańcuchem dostaw, stając się paszportem do ekspansji. Równocześnie firmy muszą wzmacniać bankowość – finansowanie, gwarancje eksportowe, certyfikacje BIM/ISO i standardy ESG. Eksportowy dorobek to efekt stopniowej akumulacji kompetencji i doświadczeń. A także konsekwencja roli państwa w promocję kapitału polskiego poza Polską.
Hasło „Made by Poland in Poland” coraz częściej pojawia się w debacie o zamówieniach publicznych jako propozycja pragmatycznej polityki gospodarczej. Nie chodzi o wykluczanie zagranicznych firm, lecz o ustanowienie przejrzystych reguł przetargowych, tak aby ich długofalowy i maksymalnie duży efekt ekonomiczny zostawał w kraju. Jeśli marża z megaprojektów sfinansuje rozwój polskich firm, jako Polacy zyskamy nie tylko infrastrukturę, lecz także dobrobyt i zdolność do konkurowania na rynkach regionalnych. Prawie 40 lat po transformacji ustrojowej w Polsce stać nas na to, żeby międzynarodowe rynki były naturalnym środowiskiem dla prawdziwie polskich czempionów. Przykład naszych sąsiadów Estończyków, którzy wydali na świat tak rozpoznawalne w swoich kategoriach marki jak Bolt, Skype czy Wise, pokazuje, że jest to możliwe.