Oceniając unikalny rozmiar tych inwestycji, nie zastanawiajmy się tylko nad tym, kto je zrealizuje, lecz spójrzmy na to z szerszej perspektywy: kto skumuluje marżę, zbuduje aktywa i zwiększy zdolność gospodarczą Polski na kolejne 20–30 lat. Mamy okazję na zbudowanie polskich National Champions, którzy nie będą już tylko podwykonawcami firm zagranicznych na największych kontraktach, ale będą mieli własne doświadczenie i referencje z megaprojektów.
Duże referencje rodzą się na dużych kontraktach. Jeśli polscy przedsiębiorcy nie mają do nich dostępu, jeśli warunki udziału w największych zamówieniach publicznych nie uwzględniają możliwości polskich wykonawców i realiów rynku właściwego, to nie są w stanie rozwinąć swoich możliwości i zbudować sobie portfolio dającego możliwość ubiegania się o największe inwestycje, w tym poza granicami kraju.
Stawką nie jest tylko doświadczenie, które umożliwi wzrost polskich przedsiębiorców. To też okazja, aby trwała wartość wynikająca z realizowanych kontraktów pozostała w Polsce. Istotne jest, czy m.in. aktywa, know-how, zyski do reinwestycji zostaną u nas i będą wykorzystywane do wzmocnienia polskiej gospodarki, czy odpłyną do zagranicznych central z dywidendą i opłatami grupowymi. Ważne jest, kto będzie kumulować efekt ekonomiczny w długim okresie. Jeśli zysk znika poza granicą, Polska traci impuls rozwojowy, który sama sfinansowała. Krajowi czempioni odwracają wektor rozwojowy: większa część marży może wrócić do polskiego parku maszynowego, centrów projektowych, laboratoriów i ludzi.
Nie chodzi tutaj o niedozwolone preferencje krajowe, a o stworzenie sytuacji, w której państwo w sposób odpowiedzialny powróci na gospodarczą scenę i da realne szanse polskim przedsiębiorstwom na rozwój i uczciwe konkurowanie z firmami zagranicznymi. Prawo UE i praktyka Komisji Europejskiej, a także orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE wyraźnie dopuszczają strategiczne podejście do zakupów publicznych i stosowanie kryteriów innych niż najniższa cena.
Nawiązywanie do zamówień publicznych nie jest w tym miejscu przypadkowe, skoro skala nadchodzących zamówień na polskim rynku zamówień publicznych jest ogromna. Dla przykładu rządowy program CPK zakłada łączne wydatki rzędu 131,7 mld zł do 2032 r. Nowy Krajowy Program Kolejowy to 170 mld zł (w tym środki z KPO) do 2030 r. z perspektywą do 2032 r. Rządowy Program Budowy Dróg Krajowych do 2030 r. (z perspektywą do 2033 r.) operuje limitem ok. 294,4 mld zł.
Zbudowanie polskich czempionów będzie możliwe tylko wtedy, gdy największe zamówienia będą projektowane w taki sposób, który faktycznie nie będzie zamykał dostępności dla polskich przedsiębiorców, a którzy mają zasoby do prowadzenia inwestycji w skali europejskiej. Każdy 1 mld zł marży pozostawionej w kraju może stać się fabryką prefabrykacji, centrum inżynierskim i łańcuchem MŚP na dekadę. Każda złotówka marży wytransferowana za granicę jest złotówką, która nie zbuduje w Polsce kompetencji ani miejsc pracy. Jeśli Polska chce rosnąć, potrzebuje kilku silnych lokalnych graczy, którzy reinwestują w Polsce, a nie w centrali w innym kraju.
Kluczem jest podejście do zamówień publicznych oraz procedur zakupowych, które czasami wychodzą poza ramy prawa zamówień publicznych, mimo że dotyczą zakupów strategicznych. Najważniejsza jest proporcjonalność warunków – taka, która uwzględnia możliwości polskich przedsiębiorców i daje rękojmię należytej realizacji zamówienia. Niestety, jest to zasada, o której zapomina nawet Krajowa Izba Odwoławcza – jeśli kara w wysokości 15 tys. zł eliminuje polskiego wykonawcę z przetargu o wartości 5 mld zł, a zamawiający musi wydać na kolejną ofertę ponad 400 mln zł więcej, z czym mamy do czynienia w przetargu na modernizację linii kolejowej Rail Baltica, to podatnicy powinni zapytać: co tu się dzieje?
Ponadto zamawiający powinni dbać o cash flow wykonawców. Nie chodzi o to, aby wykonawca kredytował duże inwestycje, lecz mógł razem z nimi się rozwijać. Dotyczy to też odpowiedniej kalibracji wymogów płynności i gwarancji do skali rynku, aby nie eliminować wykonawców zdolnych operacyjnie, ale słabszych kapitałowo od międzynarodowych konglomeratów. Wreszcie powinniśmy uwzględniać to, w jaki sposób dany wykonawca zostawia trwały ślad w Polsce i przyczynia się do rozwoju polskiej gospodarki: czy następuje transfer know-how, czy bierze realny udział w krajowym łańcuchu dostaw, czy reinwestuje marżę w Polsce.
Polska nie musi kupować przewagi za granicą, ponieważ już ją posiada. Potrzebujemy strategicznego podejścia do polityki zakupowej państwa: takiego, które nie faworyzuje kapitału zagranicznego przez przygotowanie zamówień publicznych w taki sposób, że żaden polski przedsiębiorca nie jest w stanie wziąć udziału w postępowaniu. Należy otworzyć drogę do realnej konkurencji polskich czempionów o największe inwestycje.