"Pod koniec XX w. ekonomiści zauważyli, że jednym z najważniejszych – jeśli nie najważniejszym – czynnikiem kształtującym inflację są tzw. oczekiwania inflacyjne. Intuicyjny przykład: jeśli spodziewamy się, że ceny niebawem wzrosną, to postąpimy racjonalnie, jeśli przestaniemy odwlekać większe wydatki na przyszłość (żeby zdążyć przed drożyzną) albo bardziej asertywnie postaramy się o podwyżkę w pracy, generując tym samym presję (popytową i płacową) na wzrost cen już dziś" – podaje Bank Pekao.
Nie boimy się inflacji
Stabilne i niskie oczekiwania inflacyjne sprzyjają odbudowie realnej wartości oszczędności, a konsumpcja rozkłada się w czasie bardziej równomiernie, nie generując nierównowagi w gospodarce. W ogólnym obrazie oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych nastąpiło przejście od dwucyfrowych obaw o „znaczny wzrost cen” na początku 2025 r. do poziomu ok. 5,8 proc. w lutym 2026 r. Według GUS odsetek osób spodziewających się „znacznego wzrostu cen” spadł z 10,29 proc. w marcu ub.r. do 5,79 proc. w lutym br. Skrajnie pesymistyczne nastroje zostały niemal o połowę zredukowane. Największa grupa (ok. 49 proc.) uważa, że ceny będą rosły w „podobnym tempie”. Styczniowa inflacja wyniosła 2,2 proc. w ujęciu rocznym – połowa społeczeństwa akceptuje i spodziewa się stabilizacji w okolicach celu inflacyjnego NBP. Prawie 20 proc. respondentów według GUS uważa, że ceny pozostaną na tym samym poziomie – wynik sugeruje, że część społeczeństwa przestaje postrzegać inflację jako realne zagrożenie dla swojego budżetu domowego.
W Polsce na tle regionu Europy Środkowej i Wschodniej nastąpiła normalizacja nastrojów inflacyjnych. Polskie gospodarstwa domowe są obecnie bardziej optymistyczne niż w Rumunii czy na Słowacji. Natomiast oczekiwania w Polsce są nieco podwyższone względem Republiki Czeskiej, która najszybciej w regionie sprowadziła inflację do bardzo niskich poziomów.
Jak wskazują ekonomiści Banku Pekao, powołując się na badania Pawła Galińskiego, ekonomisty związanego z NBP i SGH, "oczekiwania inflacyjne gospodarstw domowych w Polsce są bardziej zmienne niż firm; ponadto są w mniejszym stopniu oparte o dostępne dane makroekonomiczne, ergo bardziej podatne na behawioralne „szoki oczekiwań”."
Niższa presja na wzrost cen
Przedsiębiorstwa w IV kwartale 2025 r. stały się nieco bardziej czujne. Jak wynika z raportu NBP "Szybki Monitoring" z sektora przedsiębiorstw, realna inflacja CPI, na której firmy opierają swoje decyzje, spadła z 3,1 proc. do 2,8 proc. w IV kw. Ponadto statystyka bilansowa (29,3 pkt) jest niższa od średniej historycznej.
Według NBP prawie co trzecia firma uważa, że inflacja będzie dalej hamować (32,8 proc.); co czwarta firma boi się wzrostu inflacji (25,3 proc.). Presja na wzrost cen jest niższa niż zazwyczaj w polskiej gospodarce i mimo lekkiego pogorszenia nastrojów względem III kw., nadal jest to wynik niższy od wieloletniej średniej (32,4 pkt), jeśli chodzi o oczekiwania inflacyjne firm.
Powołując się na badanie Galińskiego, ekonomiści Banku Pekao wskazują, że wzrost oczekiwań inflacyjnych gospodarstw domowych ma w swej naturze charakter ekspansywny, zaś w przypadku oczekiwań firm – stagflacyjny: "jeśli firmy obawiają się, że jutro będzie wyższa inflacja, to w gospodarce również dochodzi do wzrostu cen już dziś, ale aktywność gospodarcza jest niższa (firmy podnoszą ceny, antycypując przyszły impuls inflacyjny, a to ogranicza konsumpcję – bo zależność między popytem a ceną jest przecież ujemna) i spadają płace realne (wobec niedostatków popytu firmy tną koszty pracy, a dodatkowo niższy popyt na pracę oznacza słabszą presję płacową)".