Wniosek o odrzucenie poselskiego projektu zgłosiła Lewica. W imieniu klubu Witold Klepacz podkreślał, że zgłoszony przez Prawo i Sprawiedliwość projekt to ten sam dokument, który przyjął poprzedni rząd, ale nie skonsultował go ze środowiskiem. Nie jest też zgodny z polityką obecnego rządu - np. zakłada dłuższy - czteroletni okres przechowywania danych o połączeniach - podkreślał poseł.

Głosowanie nad wnioskiem Lewicy - w piątek.

Rządowy projekt dotyczy tylko części związanej z dostosowaniem prawa do wymogów europejskich. Poselski jest szerszy i dotyczy również rozwiązań poprawiających sytuację konsumentów - przekonywał Jacek Tomczak (PiS), przedstawiając poselski projekt.

W jego ocenie projekt zbiera doświadczenia z czterech lat funkcjonowania prawa telekomunikacyjnego i jest kompletny, choć po rocznym przetrzymaniu "w zamrażarce marszałka Sejmu" wymaga odświeżenia. Apelował o nieodrzucanie go i dalsze prace w komisji.

Do najważniejszych zmian należy umocnienie niezależności szefa Urzędu Komunikacji Elektronicznej i powrót do jego kadencyjności

Wiceminister infrastruktury Andrzej Panasiuk deklarował, że dalsze zmiany w prawie telekomunikacyjnym przeszły już uzgodnienia i w styczniu lub lutym powinny zostać przyjęte przez rząd i przekazane do Sejmu. Podkreślał, że rząd świadomie podzielił zmiany w prawie telekomunikacyjnym na dwie części. Do najważniejszych zmian należy umocnienie niezależności szefa Urzędu Komunikacji Elektronicznej i powrót do jego kadencyjności - podkreślał.

Antoni Mężydło (PO) deklarował, że od tego, kiedy rząd przedstawi drugi projekt zmian, klub uzależnia poparcie dla wniosku Lewicy o odrzucenie poselskiego projektu.

Według Andrzeja Adamczyka (PiS) należy dalej pracować nad oboma projektami, ponieważ rządowy jest jedynie wycinkowy. W jego ocenie skandalem jest przetrzymanie projektu poselskiego przez rok od złożenia go w Sejmie.

Klepacz zaznaczał, że klub Lewicy widzi potrzebę dostosowania i wprowadzenia do polskiego prawa dyrektywy europejskiej dotyczącej prawa telekomunikacyjnego. Przypominał jednak, że rządowy projekt nie obejmuje kilkunastu innych wystąpień Komisji Europejskiej.

Janusz Piechociński (PSL) ubolewał, że większą uwagą cieszą się autostrady, pociągi czy dworce, niż zmiany w telekomunikacji, które poprawią sytuację większej liczby ludzi przez poszerzenie rynku.

W imieniu klubu opowiedział się za przekazaniem obu projektów do komisji infrastruktury, traktując projekt rządowy, jako bazowy. W jego ocenie jeśli tempo prac i porozumienie w komisji pozwoli, będzie można tam uzgodnić większość zmian.

Projekt zakłada też zmiany dotyczące powoływania prezesa UKE

Przygotowany przez rząd projekt nowelizacji ma dostosować przepisy prawa telekomunikacyjnego do przepisów Unii Europejskiej, m.in. wdrożyć dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady UE z marca 2006 roku w sprawie zatrzymywania przetwarzanych danych w związku ze świadczeniem publicznych usług łączności elektronicznej.

Projekt wprowadza m.in. nowe metody rozstrzygania sporów zarówno pomiędzy przedsiębiorcami telekomunikacyjnymi, jak i pomiędzy operatorami telekomunikacyjnymi a konsumentami. Wprowadza też nowe rozwiązania dotyczące regulacji rynku telekomunikacyjnego przez Urząd Komunikacji Elektronicznej, m.in. pozyskiwania informacji do prowadzenia analiz rynku telekomunikacyjnego.

Wśród istotnych zmian znalazła się możliwości wpisu do rejestru działalności telekomunikacyjnej operatorów telekomunikacyjnych z innych krajów UE tak, aby mogli w Polsce prowadzić działalność na takich samych zasadach, jak w swoich krajach.

Projekt zakłada też zmiany dotyczące powoływania prezesa UKE. Obecnie powołuje go premier po konkursie organizowanym przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, a zgodnie z projektem ma to robić Sejm za zgodą Senatu na wniosek premiera.