Jakby był to taniec postu z karnawałem, zwolennicy i przeciwnicy rządu przerzucają się danymi o wpływie programu „Rodzina 500 plus” na rynek pracy, ubóstwo, a nawet liczbę urodzeń.
Tymczasem nie ma możliwości ocenienia skutków tego programu. By mówić o wpływie i skutkach, potrzebowalibyśmy wiedzieć, co stałoby się w gospodarce Polski bez tego programu. Problem w tym, że sama konstrukcja programu uniemożliwia jego ocenę. Gdy chcemy wiedzieć, czy i jak działa jakiś lek, robimy dwie rzeczy: po pierwsze, podajemy go tylko części pacjentów, z pozostałych tworząc grupę kontrolną, po drugie, ściśle monitorujemy stan obu grup pacjentów.
Tymczasem świadczenie z programu 500+ otrzymują praktycznie wszyscy, od tego samego dnia, w takiej samej wysokości. Jedyna grupa potencjalnie wykluczona z jego otrzymywania – gospodarstwa z jednym dzieckiem, przekraczające dość restrykcyjny próg dochodowy – nie stanowi dobrej grupy kontrolnej, bo ludzie mają jedno dziecko zamiast dwóch z bardzo wielu różnych powodów, niekoniecznie związanych z programem 500+. Jednocześnie nie zbieramy żadnych danych na temat „pacjentów”. Brak grupy kontrolnej i brak monitoringu czyni wszystkie oceny spekulacją. Czy zatem niczego nie wiemy?