"Do końca marca br. cena gazu dla Polski została ustalona na 450- 500 USD za 1 tys. m sześc., ale od kwietnia stanieje. Jeśli w międzyczasie ropa znacząco nie zdrożeje, to cena gazu, którą płaci Polska, do końca 2009 r. powinna zmieścić się w przedziale 300-350 USD za 1 tys. m sześc." - sądzi Stern. Rynkowa cena gazu jest pochodną ceny ropy z ostatnich trzech kwartałów.

Według Sterna, "Polska ma to szczęście, że znaczną część gazu importowanego z Rosji otrzymuje rurociągiem z Białorusi", co czyni ją mniej narażoną na skutki obecnego konfliktu rosyjsko- ukraińskiego.

Ekspert nie wyklucza zarazem, że w przyszłości może dojść do podobnego konfliktu rosyjsko-białoruskiego na tle cen gazu, choć uważa go za mniej prawdopodobny. "Dywersyfikacja jest zawsze wskazana" - podkreśla.

Ukraińcy mają sposoby wpływania na dostawy gazu (dla europejskich klientów Gazpromu), ale nie wiadomo, czy z nich skorzystali"

Jonathan Stern nie daje wiary zapewnieniom Ukrainy, iż kraj ten "nie ma fizycznej możliwości odcięcia dostaw gazu otrzymywanego od Rosji dla odbiorców w UE i na Bałkanach", ponieważ - jak wskazuje - stacje sprężania gazu są po stronie ukraińskiej.

Zweryfikowanie tych twierdzeń uważa za najważniejsze zadanie obserwatorów UE.

"Ukraińcy mają sposoby wpływania na dostawy gazu (dla europejskich klientów Gazpromu - PAP), ale nie wiadomo, czy z nich skorzystali. Jedynym sposobem ustalenia, co się stało, jest skierowanie obserwatorów w rejon pogranicza dla sprawdzenia, czy stacje sprężania pracują i czy gaz dociera do granicy rosyjsko- ukraińskiej, czy nie" - zaznacza brytyjski ekspert.

Stern liczy, że następnym krokiem będzie porozumienie się Rosji i Ukrainy ws. wznowienia dostaw dla odbiorców europejskich, co nie wyklucza, że Moskwa i Kijów będą nadal negocjować kwestię dostaw gazu dla Ukrainy, w tym ceny surowca.