Jak wyjaśniła rzeczniczka ministerstwa Magdalena Kobos, działania kontrolne rozpoczęto we wszystkich sklepach stacjonarnych działających pod szyldem dopalacze.com. "Kontrolę koordynują urzędy kontroli skarbowej w całym kraju" - dodała.

Kobos zaznaczyła, iż w ramach prowadzonych działań kontrolerzy skarbowi wspólnie z celnikami sprawdzą legalność pochodzenia sprzedawanych towarów, prawidłowość wypełniania zobowiązań podatkowych w zakresie podatku dochodowego i VAT, a także zgodność postępowania z ustawą o cenach.

"To pierwszy etap działań; w dalszej kolejności kontrola skarbowa będzie zajmować się sprzedażą prowadzoną przez internet" - powiedziała i zaznaczyła, że według planów, kontrole mają potrwać do końca stycznia.

W środę "Gazeta Wyborcza" na swoich stronach internetowych poinformowała, że kontrolerzy wkroczyli do około 40 sklepów z "dopalaczami" w całym kraju.

Pod koniec sierpnia otwarto w Łodzi pierwszy sklep z "dopalaczami". Wcześniej te same substancje od dwóch lat były oferowane za pośrednictwem internetu. Przedstawiciele importera używek przekonywali, że "dopalacze" są "legalną alternatywną dla niebezpiecznych substancji narkotycznych". Sprawę bada prokuratura, zawiadomiona przez prezydenta Łodzi o możliwości popełnienia przestępstwa.

Obecnie trwają prace nad projektem zmiany ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zakładającym rozszerzenie listy substancji psychotropowych. Trafić ma na nią benzylopiperazyna, której działanie przypomina działanie amfetaminy i jej pochodnych. Swoje projekty w tej sprawie zapowiedziały także kluby PiS i Lewicy.

Substancja, której dotyczy projekt, to jeden ze składników tzw. dopalaczy, powodujących poprawę nastroju i poczucie większej wydolności fizycznej i psychicznej. Obecnie można nią legalnie handlować.

Zdaniem specjalistów z Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii, "dopalacze" mają właściwości psychoaktywne. Jednak ich sprzedaż może być ścigana tylko wtedy, gdy znajdzie się na liście substancji zakazanych w Polsce. (PAP)

mja/ bno/ jra/