Przełom roku to zwyczajowy czas podsumowań minionych 12 miesięcy. Zapewne ten rok był szczególny nie tylko dla samych inwestorów czy instytucji finansowych, ale również dla osób, które do tej pory z dystansem obserwowały funkcjonowanie finansowej machiny. Bez wątpienia dla zdecydowanej większości uczestników rynku był to rok trudny, w którym bardzo często najważniejszym wyzwaniem było przetrwać. Nawet dla inwestorów z konserwatywnym podejściem do inwestycji i z dużą awersją do ryzyka dynamika i skala spadków na światowych giełdach była bardzo dużym zaskoczeniem. Bessa 2008 roku miała oblicze, jakiego nie pamiętają najbardziej doświadczeni inwestorzy, którzy byli świadkami znaczących załamań giełdowej koniunktury na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Fakt, że pod koniec 2008 roku na światowej mapie globalnych instytucji finansowych nie znajdziemy już kilku firm o niepodważalnej do tej pory pozycji i często ponadstuletniej historii, stanowi najbardziej wymowny komentarz.

Wszyscy odczuliśmy, co naprawdę oznacza słowo rynek globalny. Już kilka lat wstecz ten argument był często używany do opisywania rzeczywistości i perspektyw dla warszawskiego parkietu. Jednak dopiero panująca bessa uzmysłowiła nam, w jak bardzo globalnym świecie przyszło nam żyć. Brak zaufania, jaki pojawił się w konsekwencji spektakularnych bankructw uznanych firm oraz obawy przed efektem domina, w jednej chwili sparaliżował międzybankowy krwiobieg. Mimo że Polska szczęśliwie znalazła się na peryferiach tych zjawisk, to również nasze banki, będące bardzo często częścią większych grup kapitałowych, przykręciły kurek ze strumieniem pieniądza, który przez ostanie lata bardzo chętnie pożyczały firmom i obywatelom.

Wydarzenia minionego roku będą zapewne przyczynkiem do wielu zmian, jakich już doświadczamy w dotychczasowych standardach i regułach obowiązujących na rynkach finansowych. Rola i znaczenie agencji ratingowych, rad nadzorczych, kreowania w niekontrolowany sposób coraz bardziej złożonych instrumentów pochodnych, bankowość inwestycyjna i wiele innych obszarów funkcjonujących do tej pory w utarty sposób uległy znacznemu zdewaluowaniu, a nawet straciły rację bytu.

Wśród wielu pytań, jakie zadaje sobie inwestor, jest również to, w jakim miejscu kryzysu obecnie jesteśmy i czy rynki finansowe zdyskontowały już większość zdarzeń, również tych przyszłych, które czekają pogrążone w recesji światowej gospodarki? Niełatwo jest również podejmować nowe decyzje inwestycyjne. Jednym z powodów mogą być uszczuplone środki finansowe, ale również zwykły ludzki strach związany z podejmowaniem decyzji w tak zmiennym otoczeniu.

Jest jednak duże prawdopodobieństwo, że rok 2009 będzie czasem zdecydowanie lepszym do inwestowania w wybrane spółki. Z jednej strony, firmy te w czasie kryzysu mogą okazać się o wiele sprawniejsze od dotychczasowej konkurencji, przez co zyskają. Z drugiej, wiele z dzisiejszych wycen wydaje się bardzo atrakcyjnych w perspektywie długoterminowej. Właśnie w długim horyzoncie czasowym powinniśmy rozpatrywać nasze przyszłe inwestycje, mając na uwadze, że w czasie bessy nawet bardzo dobre fundamentalnie spółki są notowane często poniżej swojej godziwej wartości.