• Dla większości konsumentów Hitachi kojarzy się z telewizorami, a wasz główny biznes to dziś energia atomowa, IT, maszyny i elektronarzędzia. Jakie znaczenie na mapie waszych inwestycji ma Polska?

- Cały czas analizujemy sytuację. Obroty Hitachi w Polsce dynamicznie rosną, ale trzeba pamiętać, że zaczynaliśmy od stosunkowo niskiego pułapu. Weszliśmy tu ponad 10 lat temu, otwierając z czasem kolejne spółki i blisko współpracując z lokalnymi dystrybutorami, działając w różnych branżach - oprócz elektroniki użytkowej, zajmując się sprzedażą maszyn budowlanych, elektronarzędzi, sprzętu medycznego, dysków twardych, aparatury badawczej, urządzeń klimatyzacyjnych czy podzespołów elektronicznych.

• Jaki macie udział w polskim rynku?

- Niestety, nie mogę ujawnić takich danych. W niektórych segmentach jesteśmy w czołówce, w innych dopiero budujemy swoją pozycję. Generalnie, udział Polski w przychodach Hitachi w Europie, które wynoszą około 7,5 bln euro, jest jeszcze jednocyfrowy, ale nasze przychody rosną tu w znaczącym tempie i widzimy w Polsce potencjał do szybkiego wzrostu w przyszłości. Mogę powiedzieć, że Polska jest dla nas jednym z najważniejszych krajów regionu.

• Polska stoi przed decyzją o budowie elektrowni atomowej. Traktujecie to jako potencjalne źródło przychodów?

- Hitachi buduje elektrociepłownie, komponenty do turbin wiatrowych, a także wspólnie z partnerem - General Electric, elektrownie atomowe. Liczymy, że Polska też zdecyduje się na dywersyfikację swoich źródeł energii. To będzie dla nas dobra wiadomość, bo będziemy chcieli zostać beneficjentem potencjalnych kontraktów. Dużo zależy w tym przypadku od świadomości społecznej. Podobny problem był w Wielkiej Brytanii, ale zniknął, gdy w społeczeństwie wzrosła świadomość tego, że energia atomowa to z jednej strony bezpieczeństwo energetyczne, a z drugiej ochrona środowiska. Myślę, że w Polsce z czasem będzie podobnie.

• Na jakie segmenty rynku liczycie najbardziej?

- Jednym z najbardziej istotnych segmentów rynku jest transport. Polska stoi przed ogromnym wyzwaniem modernizacji kolei, a także budowy dróg i autostrad, a czas was goni z powodu Euro 2012. Sygnały, które płyną z polskiego biznesu, są z kolei bardzo optymistyczne, mimo kryzysu finansowego. Po części dlatego, że transport to dziedzina, w której finansowanie w dużej mierze pochodzi z budżetów państw i UE, co oznacza, że planowane na bazie tych pieniędzy inwestycje nie są poważnie zagrożone kryzysem. Tu widzimy potencjalne źródło dużych przychodów dla naszych spółek zajmujących się m.in. maszynami budowlanymi. Kolejnym segmentem, któremu kryzys finansowy nie powinien zagrozić, jest branża IT. Jest wiele nowych inwestycji w tym zakresie ze strony banków czy też administracji, którym zależy na zwiększeniu bezpieczeństwa, a także obniżenia kosztów związanych z gromadzeniem i zarządzaniem danymi.

• Wasz model opiera się na kontraktach z firmami, które mogą zacząć mocno oszczędzać z powodu kryzysu finansowego. Jak mocno Hitachi ucierpi z tego powodu?

- Uważam, że skutki kryzysu dotkną nas w niewielkim stopniu. Oczywiście, większość największych spółek musi się liczyć z negatywnymi skutkami kryzysu finansowego. Szczególnie martwić mogą się tym firmy, które działają na rynku konsumenckim, tak naprawdę już doświadczające słabszej koniunktury na niektórych rynkach. Hitachi jest znacznie mniej narażone na skutki kryzysu, ponieważ nasz biznes jest mocno zdywersyfikowany. Elektronika użytkowa zajmuje około 10 proc. w strukturze naszych przychodów, natomiast największy udział mają takie segmenty rynku, jak transport, energia atomowa, maszyny budowlane oraz IT dla firm. Ponadto działamy globalnie - na jednych rynkach mamy bardzo silną pozycję, na innych, które są rynkami dopiero rozwijającymi się, dynamicznie zwiększamy przychody.

• STEPHEN GOMERSALL

dyrektor Hitachi w Europie od 2004 r. Większość zawodowego życia spędził w dyplomacji, był m.in. ambasadorem Wielkiej Brytanii w Japonii, za zasługi uhonorowany brytyjskim tytułem szlacheckim