• W 2011 roku strumień ropy płynącej rurociągiem Przyjaźń może zostać zredukowany. Rosjanie coraz częściej wspominają o konieczności remontu jednej z nitek ropociągu. Może się okazać, że kurek zostanie nawet całkowicie zakręcony. Czy jeden z fundamentów bezpieczeństwa energetycznego Polski - rurociąg Odessa-Brody-Płock-Gdańsk - będzie gotowy na czas?

- Chcemy, aby w 2011 roku do Polski, za pośrednictwem ropociągu Odessa-Brody-Płock-Gdańsk, dotarła pierwsza partia ropy naftowej. To realna data. Sama budowa polskiego odcinka rurociągu Odessa-Brody będzie trwać od 12 do 18 miesięcy. Proces inwestycyjny jest jednak dłuższy i zależeć będzie od tempa pozyskiwania pozwoleń na budowę, które musimy uzyskać w każdej gminie, przez której teren przebiegać będzie rura. To proces skomplikowany i długotrwały. Wszystko zależy zatem od zmian legislacyjnych w tym zakresie. Są one niezbędne i oczekujemy ich nie tylko my, ale również wszyscy ci, którzy przygotowują inwestycje w związku z Euro 2012. Na razie jednak nie prowadzimy żadnych prac związanych z pozyskiwaniem pozwoleń pod budowę ropociągu.

• Dlaczego projekt przez tyle lat nie posuwa się naprzód?

- Przez pierwsze lata był to projekt łączący ukraiński system rurociągów z polskim. Strona ukraińska wybudowała rurociąg i przez wiele lat miała i nadal ma kłopoty z jego zapełnieniem ropą naftową. Inwestycja ta w ich wypadku była nieopłacalna. Nie chcemy dopuścić do takiej samej sytuacji po stronie polskiej. Stąd też przemodelowanie całego projektu. Od dwóch lat jest to projekt od wydobycia ropy w rejonie Morza Kaspijskiego do sprzedaży rafineriom i przetworzenia w Europie. Stąd wszelkie analizy, biznesplan trzeba było wykonać od nowa.

• Na przygotowanie studium wykonalności projektu firma Grenherne ma czas do końca listopada tego roku.

- Mamy pewne opóźnienie. Ponieważ nie czekamy biernie na wynik prac, a staramy się wspólnie osiągnąć najlepszy rezultat poprzez zbliżenie stanowisk PERN-u, UkrTransNafty, GOGC, SOCAR, Klaipedos Nafta i Grenherne. Będziemy gotowi na szczyt energetyczny w Baku z najważniejszymi wnioskami, choć później będziemy dopracowywali kwestie techniczne.

• Jest wielce prawdopodobne, że kaspijska ropa będzie pożądana przez europejskie rafinerie. Czy jednak ropociąg Odessa-Brody-Płock-Gdańsk będzie interesujący dla Kazachstanu i Azerbejdżanu?

- Jeżeli patrzymy na rejon Morza Kaspijskiego, na plany wydobycia i istniejące drogi transportu, to widać wyraźnie, że kraje z tego regionu potrzebują nowych szlaków transportowych. Pytanie tylko, czy Kazachstan i Azerbejdżan wybiorą ten szlak i ropa dopłynie do Morza Czarnego, czy może do tureckiego Ceyhan. A czy gdy już będzie na Morzu Czarnym, to czy dotrze do Odessy, czy może przez Bosfor na Morze Śródziemne? Dlatego tak ważne jest, by tworzyć ten projekt razem z producentami ropy.

• Wielu ekspertów podkreśla, że dostawy z Azerbejdżanu nie zapewnią wystarczającej ilości surowca dla ropociągu.

- Wedle naszych obliczeń same polskie rafinerie mogą kupić do 8 mln ton ropy azerskiej. W tej chwili Azerbejdżan nie ma takich ilości, ale po roku 2011-2012 będzie to możliwe. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest tak, iż my z dnia na dzień zakontraktujemy takie ilości. Projekt do pełnego oczekiwanego wolumenu transportu ropy będzie dochodził przez jakiś czas. Według prognoz wydobywczych Azerbejdżan jest w stanie w pełni zapewnić dostawy na nasze potrzeby.

• Czy są jeszcze szanse na kazaską ropę dla rozbudowywanego rurociągu?

- Kazaska ropa już dziś jest w Azerbejdżanie, Gruzji, więc pozyskanie jej dla projektu jest możliwe. Jeżeli będzie wola koncernów, by tę ropę kupić, to z dużą dozą pewności mogę powiedzieć, że my ją ropociągiem dostarczymy.

• Pojawiają się opinie, że dla opłacalności rurociągu płynąć nim powinno 25-40 mln ton.

- Według nas te wielkości powinny być na poziomie 9-11 mln ton. Jednak nie wykluczamy, że transport surowca będzie większy. Proszę zauważyć, że oprócz rafinerii w Płocku i Gdańsku zaopatrywać możemy przecież Możejki, a także niemieckie zakłady Schwedt i Leuna. Ponadto dostawy mogłyby trafiać na rynek skandynawski oraz do Wielkiej Brytanii. W Europie Północnej prognozowany jest wzrost konsumpcji ropy naftowej, przy jednoczesnym spadku produkcji rodzimej, czyli wydobycia z Morza Północnego.

• Ropa kaspijska, która ma płynąć do Polski, będzie z pewnością droższa niż surowiec z Rosji. Dlaczego jej zakup miałby być opłacalny dla rafinerii?

- Trudno porównywać oba gatunki ropy. Ropa lekka jest oczywiście droższa, ale daje lepsze produkty. Uzyskać można z niej więcej tzw. produktów czystych, czyli diesla, czy paliwa lotniczego, a mniej ciężkich frakcji. A właśnie oleju napędowego brakuje na rynku i z pewnością popyt na to paliwo w przyszłości będzie rósł. Poza tym ropa kaspijska byłaby alternatywą dla ropy rosyjskiej. Trzeba spojrzeć w ten sposób - jeżeli mamy dyktat dostawcy, to negocjacje z nim są znacznie trudniejsze niż wtedy, kiedy mamy alternatywę. To zwiększa bezpieczeństwo rafinerii, zwłaszcza w obliczu niepewnych dostaw z Rosji.

• Odessa-Brody-Płock-Gdańsk to filar polskiej polityki bezpieczeństwa energetycznego. Jednak czy nie jest on kruchy w obliczu braku stabilizacji w regionie Morza Kaspijskiego?

- Konflikt w Gruzji nie wpłynął na dłuższe zatrzymanie rurociągu BTC, czy Baku-Supsa. Poza tym wszelkie tego typu projekty są projektami niebezpiecznymi. Wszędzie, gdzie są węglowodory, mamy konflikty regionalne. Wymienić wystarczy Nigerię, Irak. Dużo bardziej obawiałbym się inwestycji w krajach, które mogą zmienić podejście do inwestorów. Przykładem może być Rosja, gdzie dzisiaj wiele koncernów międzynarodowych z ogromną siłą przebicia jest w sposób administracyjny rugowanych z rynku.

• MARCIN JASTRZĘBSKI

prezes Sarmatii, spółki powołanej w celu przedłużenia ropociągu Odessa-Brody do Polski, były wiceprezes Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągów Naftowych