Paweł Olechnowicz, prezes zarządu Grupy Lotos

Paliwo w Polsce wciąż drożeje. Za średnią pensję obywatel naszego kraju może zatankować prawie 600 litrów, kilkakrotnie mniej niż w krajach zachodnich. Współczuje pan kierowcom?

Tak, sam jestem kierowcą. Jako prezes odpowiadać mogę jednak jedynie za to, na co mam wpływ, a podstawą cen paliw jest cena ropy naftowej i kurs dolara amerykańskiego. Na pocieszenie powiem, że według mnie czeka nas stabilizacja. Ropa nie powinna kosztować więcej niż 120 dol., a kurs dolara będzie niższy niż 3,20 zł. Cena paliwa nie przekroczy 6 zł za litr.

Przecież im droższe paliwo, tym dla Lotosu i innych firm lepiej.

Jest inaczej. Nie jesteśmy firmą, która z powodu wzrostu cen paliw ma niesamowite zyski. Nasze racjonalne dochody przeznaczamy na spłatę wcześniej zaciągniętych kredytów, rozwój i ekspansję.

W pierwszym kwartale tego roku Lotos zarobił na czysto 597 mln zł.

Przychody ze sprzedaży mogły być większe. Można powiedzieć, że na kierowcach Lotos nie zarabia. Choć w pierwszym kwartale na sprzedaży detalicznej nie zarobiliśmy, to liczę, że wynik będzie pozytywny w ujęciu całorocznym. Ważne jest, że nasz udział w rynku sprzedaży detalicznej rośnie i wynosi obecnie 8,2 proc.

Lotos ma koncesję na wydobycie gazu ze złóż konwencjonalnych i łupkowych na Morzu Bałtyckim, do tego rozpoczynacie odwierty poszukiwawcze na Litwie. Czy będziecie mieli koncesję na wydobycie gazu na polskim lądzie?

Nie mamy koncesji na lądzie, ale możliwe, że to się zmieni. Na razie nie ma atrakcyjnych koncesji, które moglibyśmy pozyskać. Natomiast próba pozyskania koncesji od kogoś, kto już ją ma, w związku z bardzo wysokimi oczekiwaniami cenowymi nie znajduje ekonomicznego uzasadnienia. Na razie nie mamy więc takich planów. Lotos przez ostatnią dekadę przeszedł ogromną metamorfozę rozwojową. Niedawno pojawił się interesujący temat biznesowej działalności, jakim jest gaz łupkowy.

W Europie klimat nie sprzyja łupkom.

To nie ma wpływu na naszą działalność, ale myślę, że może wpłynąć na inny poziom zainteresowania inwestorów zagranicznych. Są to głównie doświadczone firmy amerykańskie. Z oceną niesprzyjającego klimatu zaczekajmy do czasu komercyjnego wydobycia tego gazu w naszym kraju. Czyli jeszcze kilka lat.

Co z prywatyzacją Lotosu?

Lotos jest bardzo ważny z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju i pod tym względem powinniśmy dobrze analizować tę kwestię. Racjonalne jest twierdzenie, że Lotos potrzebuje partnera strategicznego, który wzmocniłby naszą grupę kapitałową i wspomógł nasz rozwój w zakresie poszukiwań i wydobycia ropy naftowej i gazu. Kluczowe jest jednak zabezpieczenie interesu państwa. Musimy być pewni, że w innym niż dotychczas układzie właścicielskim do budżetu państwa będzie wpływało więcej środków.

Czy są potencjalni partnerzy?

Zwrócę uwagę, że na liście firm do prywatyzacji w najbliższych dwóch latach właściciel nie ujął Grupy Lotos. Prywatyzacja tak poważnej firmy nie może polegać na gorączkowym poszukiwaniu partnerów. Jest procesem długotrwałym, którego ewentualna realizacja powinna przynieść korzyści dwu stronom.

Trwa konkurs na szefa Lotosu. Będzie pan kandydował?

Zarząd i ja mamy perspektywę dalszego interesującego rozwoju, który przyniesie wiele dla polskiej gospodarki. W ciągu ostatnich 10 lat Lotos stał się drugą największą firmą w polskiej gospodarce. Moja kadencja kończy się w czerwcu. Mamy strategię dalszego dynamicznego rozwoju firmy na wiele lat. Aby ją realizować, nie można się wycofać. Oczywiście będę kandydował.