Od ponad dwóch miesięcy funkcjonuje w Polsce e-myto. Dlaczego nie wszystko poszło zgodnie z planem?

Plan był bardzo napięty. Od podpisania kontraktu do uruchomienia systemu minęło tylko osiem miesięcy. Przykłady z innych krajów pokazują, że trwa to często dwukrotnie dłużej. Nam udało się zmieścić w tak krótkim czasie.

Bramki z czytnikami radiowymi, boksy dla kierowców, oznakowania dróg, opóźnienia – takie słowa padały przy omawianiu problemów przy wdrożeniu e-myta. Czy udało się je zażegnać?

Nie ma już żadnych problemów z funkcjonalnością, system niemal w 100 proc. pobiera opłaty. Korzysta z niego już ponad pół miliona pojazdów. Kłopoty przy starcie wynikały m.in. z tego, że użytkownicy pojazdów późno zgłaszali się po urządzenia pokładowe. Największym wyzwaniem była infrastruktura. Musieliśmy ją zbudować na prawie 1600 km dróg. Postawiliśmy ponad 420 bramownic, co wynika z gęstej sieci skrzyżowań na drogach płatnych. Często od jednej do drugiej jest mniej niż kilkaset metrów. Takie zagęszczenie wpływa minimalnie na skuteczność poboru, ale spełnia wymagania prawne.

Wielu użytkowników skarży się na podwójny pobór opłat. Kto zawinił?

Problem pojawił się na skutek zerwania transmisji danych między dwiema bazami. Niektóre transakcje przez to zostały policzone kilkukrotnie. My sami sprawdzamy w bazach takie przypadki i od razu zwracamy środki. Zapewniam, że żaden użytkownik nie będzie poszkodowany.

Czy zwrócicie do Skarbu Państwa pieniądze za opóźniony start systemu?

Zapłaciliśmy 2 mln zł kary za dwa dni opóźnienia – odbyło się to zgodnie z podpisanym kontraktem. Oprócz tego możemy dopłacić odszkodowanie za okresowe, nie w pełni funkcjonalne działanie systemu. Jego wysokość zostanie wyliczona na podstawie porównania okresu, w którym weźmiemy pod uwagę pełne i niepełne działanie systemu. Jeśli wystąpi różnica, dopłacimy, tak aby Skarb Państwa nie był z tego tytułu poszkodowany.

Na początku funkcjonowania systemu wielu kierowców wybierało drogi bezpłatne. Jak jest teraz?

Po wprowadzeniu opłat ruch zmniejszył się nawet o połowę, ale teraz możemy mówić o powrocie na drogi płatne. To naturalne zjawisko, które ma zawsze miejsce zaraz po wprowadzeniu opłat.

Jak zamierzają państwo rozbudowywać system?

Kontrakt mamy podpisany na osiem lat. Będzie rozszerzany o nowo wybudowane trasy. Oceniamy, że pod koniec obowiązywania tego kontraktu będzie to ok. 7,5 tys. km dróg, czyli prawie pięciokrotnie więcej niż obecnie.

Czy system da się oszukać?

Przede wszystkim to się nie opłaca. Kara za brak urządzenia pokładowego wynosi 3 tys. zł. Inspekcja Transportu Drogowego jest w stanie kontrolować pojazdy będące w ruchu. Oprócz tego istnieje sieć bramownic kontrolnych, które pozwalają sprawdzić, czy wniesiona została odpowiednia opłata dla odpowiedniego typu pojazdu i kategorii emisji spalin.