Prawdopodobnie od kwietnia z dopłatą Skarbu Państwa będzie można kupić tylko nowe mieszkania i mają obowiązywać niższe limity cenowe. Czy w związku z tymi zmianami w programie „Rodzina na swoim” banki będą udzielać mniej kredytów hipotecznych?

Te obostrzenia na pewno zmniejszą dostępność kredytów z dopłatą państwa. Dodam jeszcze, że kredytobiorca będzie musiał mieć mniej niż 35 lat. Najbardziej bolesne będzie jednak obniżenie limitów cenowych. Największe ograniczenie dostępności lokali nastąpi w Lublinie, Katowicach, Szczecinie i Białymstoku. Obecnie prawie wszystkie mieszkania na rynku pierwotnym kwalifikują się do programu, natomiast po zmianie praktycznie nie będzie tam takich lokali. Znaczne ograniczenie pod tym względem nastąpi też we Wrocławiu, Krakowie i Poznaniu.

Jedyna nadzieja w deweloperach, którzy mogą zmienić swoją politykę cenową i dostosować poziomy cen sprzedawanych nieruchomości do wymogów programu. Może to być jednak trudne w miastach, gdzie maksymalna cena po zmianie kryteriów zostanie ustalona na bardzo niskim poziomie. W Lublinie będzie to mniej niż 3,7 tys. zł za metr, a w Szczecinie i Rzeszowie nieco ponad 3,8 tys. zł. Dlatego sądzę, że wartość kredytów hipotecznych udzielanych przez sektor bankowy zmniejszy się o kilka procent. Natomiast ich liczba nie powinna się zmniejszyć. Jeśli ktoś nie kupi mieszkania za kredyt z dopłatą państwa, to pewnie weźmie nieco niższy kredyt i kupi lokal o kilka lub kilkanaście metrów mniejszy, niż planował.

A jak bardzo kredyty z dopłatą ważą w portfelu PKO BP?

W całym naszym portfelu kredytowym to kilka procent, ale w bieżącej sprzedaży ten udział wynosi 20 – 25 proc. W ubiegłym roku udzieliliśmy kredytów hipotecznych na kwotę 12 mld zł, z czego 2,5 mld zł stanowiły kredyty z dopłatą. Ogółem nasz udział w rynku sprzedaży kredytów hipotecznych wynosi ok. 30 proc.

W sytuacji gdy wprowadzone zostaną proponowane zmiany, a później ten program całkowicie zniknie, niektóre instytucje finansowe stracą z pewnością udziały w rynku. Spodziewamy się jednak, że w przypadku PKO Banku Polskiego tak się nie stanie i w tym roku utrzymamy sprzedaż kredytów hipotecznych na dotychczasowym poziomie ok. 12 mld zł.

W styczniu była podwyżka stóp procentowych. Być może teraz nastąpi kolejna, a reakcji banków w postaci podniesienia oprocentowania lokat nie było.

Nie mamy tutaj do czynienia z automatyzmem. Zmiana wysokości stóp procentowych banku centralnego nie przekłada się wprost w krótkim okresie na zmianę oprocentowania depozytów. Kupujemy na rynku pieniądze po takiej cenie, po jakiej ktoś chce nam je sprzedać. Dzisiaj w bankach jest generalnie nadpłynność. Banki nie potrzebują dużo nowej gotówki, same mają jej dużo, więc nie ma co się dziwić, że tych podwyżek nie widać, a jeśli są, to w pojedynczych bankach. Poczekajmy jeszcze.

A jakie będą skutki likwidacji lokat z dzienną kapitalizacją odsetek? PKO BP takich lokat nie przyjmował, ale robił to bank Inteligo, który jest częścią PKO BP. Czy nie obawia się pan, że niektórzy klienci zniechęcą się i wycofają swoje pieniądze z banków?

Jeśli sprawdzą się zapowiedzi i od lipca rzeczywiście lokaty z dzienną kapitalizacją znikną z rynku, to zastanawiam się, co stanie się z depozytami założonymi przed tą datą. Jeśli będzie obowiązywała zasada praw nabytych, może się powtórzyć sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia przed kilku laty, gdy wprowadzano tzw. podatek Belki. Przypomnę, że tuż przed wprowadzeniem nowego podatku klienci masowo zakładali lokaty na długie okresy, by uniknąć podatku. Ta sytuacja może się powtórzyć.

A co zrobi wówczas PKO BP?

Zobaczymy, co się będzie działo tuż przed zamknięciem tej furtki. Niczego nie wykluczam. Dzisiaj nie mamy lokat z dzienną kapitalizacją, bo nie mamy takiej potrzeby i mamy wystarczające zasoby depozytowe. Jeśli jednak sytuacja zmieni się radykalnie i zauważymy, że depozyty odpływają do innych banków, będziemy musieli zareagować. Dzisiaj są to tylko rozważania teoretyczne, ale możemy być wówczas zmuszeni wprowadzić do oferty produkty depozytowe, które pozwolą nam konkurować z innymi bankami.