Jak brzmi pańska prognoza wzrostu gospodarczego Polski w tym roku i co będzie miało na ten wzrost największy wpływ?

Christian Tegllund Blaabjerg: Polski PKB pójdzie w górę o 3,6 proc., natomiast w strefie euro ten wzrost wyniesie 1,4 proc. Jednak warto dodać, że dla Polski ma możliwość bardziej dynamicznego wzrostu. Kondycja waszej gospodarki będzie zależeć głównie od tego, jak Europa poradzi sobie z narastającym problemem długów publicznych strefy euro oraz w jakim tempie będzie wzrastać gospodarka Niemiec, do której Polska eksportuje 25 proc. swoich towarów i usług. Także inwestycje napędzane nadchodzącymi mistrzostwami Europy w piłce nożnej i finansowane z funduszy publicznych oraz UE będą miały wyraźny udział we wzroście gospodarczym waszego kraju.

Które kraje Europy są najbardziej zagrożone bankructwem?

Strefa euro będzie w 2011 roku jedną wielką krainą nieszczęść. W I kwartale na pewno o pomoc poprosi Portugalia. Hiszpania także dojdzie do tego momentu. W kwietniu, sierpniu i październiku dojdzie do dużych przetargów obligacji hiszpańskich – myślę, że prośba o pomoc wpłynie około sierpniowej aukcji. Problemem Europy wciąż jest Grecja. To, że zrewidowała w górę swój deficyt pokazuje, że nie można o niej zapominać. Wśród innych krajów strefy euro zagrożone są Belgia i Włochy, ale uda im się przetrwać do 2011 roku o własnych siłach.

Sądzi pan, że Polsce uda się opanować deficyt i obniżyć go do planowanych 3 proc. PKB w 2012 roku?

Nie wierzę w to. Polska potrzebuje strukturalnych reform. Bez nich deficyt może spaść do 6 proc., ale nie więcej – podobnie jak w krajach Europy Zachodniej, zbyt dużo pieniędzy z budżetu idzie na transfery socjalne. Bez oszczędności w tej dziedzinie nie da się zdławić deficytu.

Co polski rząd może zrobić w tym roku, aby zabezpieczyć się przed ewentualnym nawrotem kryzysu w Europie?

Niestety, Polska w tym roku będzie postrzegana tylko w powiązaniu z krajami zachodnimi, a w szczególności z Niemcami. Można powiedzieć, że dla rynków finansowych Polska jest cieniem zachodnich sąsiadów. Na szczęście bardzo duży popyt wewnętrzny, odpowiedzialny za 60 proc. PKB, chroni Polskę od całkowitej zależności od największej gospodarki Europy, czyli Niemiec. Dodajmy, że nawet oni są zależni od innych krajów – ich eksport do krajów zagrożonych bankructwem jest bardzo wysoki. Jak powiedziałem, w długiej perspektywie Polska musi przeprowadzić reformy, jednak w tym roku sprawy wewnętrzne kraju nie będą miały znaczenia dla rynków finansowych, podobnie dla polskiej waluty.

Jak bardzo może się osłabić złoty w stosunku do euro, jeśli Hiszpania i Portugalia poproszą o pomoc?

Złoty może się osłabić do 4,10 za euro przy kolejnych problemach strefy euro. Jednak w długiej perspektywie złoty na pewno wzmocni się. W porównaniu do innych walut regionu Polska waluta jest niedowartościowana.