To wystarczy, aby uchronić Europę przed załamaniem pod ciężarem długów?

Nie. Drugim problemem jest załamanie demograficzne. Warto się przyzwyczaić, że w przyszłości przeciętny Europejczyk będzie miał nieco smaglejszą skórę i nieco bardziej skośne oczy. Europa nie ma wyjścia: musi szerzej otworzyć się na emigrację. To rodzi oczywiście napięcia, ale trzeba skorzystać z doświadczeń takich krajów, jak Australia czy Kanada, które jakoś sobie z tym radzą.

Do tej pory rynki nie spekulowały przeciwko Polsce, bo koncentrowały uwagę na krajach o większym zadłużeniu. Ale i nasz deficyt na poziomie 7 proc. PKB jest wysoki i nie maleje. Czy nie ma ryzyka, że inwestorzy zaniepokoją się rosnącym długiem Polski?

Kiedy gospodarka światowa jest wzburzona, lepiej dmuchać na zimne, oprócz paska lepiej nosić także szelki. Na razie nie widzimy żadnych oznak niepokoju, ale licho nie śpi. Wydaje się, że polska gospodarka zaczyna nabierać tempa i już w drugiej połowie tego roku i w kolejnym roku będziemy mieli przyspieszenie. A jak gospodarka przyspiesza, to wtedy należy po stronie budżetowej przykręcać śrubę.

Trzeba więc wtedy ciąć wydatki. Tylko które?

Przede wszystkim należy robić to stopniowo, bez nerwów. Polska nie jest w stanie zapaści ani wyższej konieczności, która nakazywałaby desperackie kroki. Wprowadzenie reguły, że wydatki budżetowe, które nie są sztywne, nie mogą rosnąć o więcej niż jeden procent powyżej inflacji, o czym mówi minister Rostowski, to już krok we właściwym kierunku.

Następnie trzeba sięgnąć po wiele rozwiązań, które były już w planie Hausnera. Jak choćby tak kontrowersyjna politycznie reforma ubezpieczeń rolniczych (KRUS). W rządach, w których byłem, koledzy z PSL też nie byli przeciwni temu, aby urealnić pewne płatności. Przecież nie wszyscy mieszkańcy wsi mają dochody poniżej minimum socjalnego. Szczególnie teraz, kiedy Polska jest objęta dotacjami ze wspólnej polityki rolnej, kiedy znaczące sumy, także z budżetu państwa, są przeznaczone na transfery dla rolników. Zatem kiedy, jak nie teraz, urealnić płatności KRUS? Rolnicy niekoniecznie by na tym stracili. Bo dzisiaj płatności są bardzo niskie, ale świadczenia też są naprawdę symboliczne.

Czy przytłoczona długiem unia walutowa nadal jest dla Polski tak samo atrakcyjna jak przed kryzysem? Czy powinniśmy spieszyć się do euro?

Zawsze byłem zwolennikiem tego, aby Polska należała do strefy euro, i nim pozostaję. Przynależność do unii walutowej jest dla krajów, które mają elastyczną gospodarkę, jak Polska czy Estonia, korzystne. Jednak o pośpiechu nie ma co w tej chwili mówić. Po pierwsze, Polska nie spełnia dziś żadnego z kryteriów z Maastricht. Dostosowanie się do nich zajmie nam kilka lat. Mnożenie kolejnych terminów przystąpienia do unii walutowej nadwyręża autorytet rządu. Po drugie, problem jest też po stronie strefy euro. Wspólna waluta jest pod napięciem. Kraje strefy euro też nie są więc chętne przyjmować do swojego grona nowych członków.

Ma pan jakiś kredyt?

Nie, nie dałem się skusić. Mam tylko jedną kartę kredytową emitowaną przez mojego pracodawcę: MFW. A kredytu nie mam żadnego. I nigdy nie miałem.

Dlaczego?

Bo kredyt ma jedną zasadniczą wadę: trzeba go spłacić. A ja mam awersję do ryzyka.

*Marek Belka jest dyrektorem departamentu europejskiego Międzynarodowego Funduszu Walutowego