GRZEGORZ OSIECKI:

Od przyszłego roku Estończycy będą w strefie euro. A my nie. Nie powinniśmy się martwić, że inni nas przeganiają?

MIKOŁAJ DOWGIELEWICZ*:

Nie. Trzeba pogratulować Estończykom, że im się udało mimo bardzo trudnych globalnych warunków gospodarczych. Ale to także ważne wydarzenie dla nas. Pokazuje, że strefa euro się nie zamyka i w momencie gdy dany kraj wypełnia kryteria, może do niej wejść.

Ale pojawiły się głosy, że jak Estonia przyjmie europejską walutę, Euroland faktycznie się potem zamknie.

Głosy pojawiają się różne. Jestem teraz w Niemczech, w Akwizgranie. Tu atmosfera jest bardzo ciężka, jeśli chodzi o sytuację gospodarczą. Ale dla nas jest ważne, że Polska budzi szacunek i podziw za wyniki gospodarcze i sposób, w jaki sobie radzi z kryzysem.

A nie mamy powodów do zmartwień? Komisja Europejska wytknęła nam, że nie spełniamy żadnego z kryteriów przyjęcia do strefy euro.

Nie ma co się skupiać na tym, jakie kryteria spełniamy dzisiaj. To, co istotne, to fakt, że Polska jest najszybciej rosnącą gospodarką Unii Europejskiej. Oczywiście, jesteśmy przywiązani do kryteriów z Maastricht wymaganych przy wejściu do euro i nie chcemy ich poluzowania. To warunek wiarygodności i stabilności tej strefy na przyszłość. Polska, dzięki zaangażowaniu w ostatnich dniach w dyskusje o przyszłości wspólnej waluty, w dużej mierze już wykupiła polityczny bilet do strefy euro.

Skoro mamy bilet, to z jaką datą?

Nie skupiamy się na datach. Oczywiście to będzie zależało od rozwoju sytuacji gospodarczej, która jest niestabilna w kraju i na świecie. A także od tego, na ile szybko będziemy w stanie te kryteria spełnić. Dyskusję o dacie można sensownie toczyć, wiedząc, kiedy je spełnimy i jak wyjaśni się sytuacja ekonomiczna w Europie.

Komisja Europejska zaproponowała reguły, które w dużo większym stopniu pozwalają prześwietlać finanse państw członkowskich. Zgadzamy się z nimi?

Tak. Polska uważa, że potrzebna jest lepsza koordynacja gospodarcza, po to by uniknąć takich przypadków jak kryzys grecki. Zwracam uwagę, że kilka tygodni temu mówiło się, że trzeba krajom, które nie spełniają kryteriów europejskich, odbierać fundusze spójności. To była zła propozycja dla Polski, bo to byłoby wskazywanie palcem, że tylko te najbiedniejsze kraje poza strefą euro mogą być karane. Dziś ta reguła dotyczy wszystkich funduszy. To jest efekt naszego lobbingu w ostatnich tygodniach.

A nie grozi nam odebranie funduszy?

Absolutnie. To tylko sposób, by unikać ekstremalnych sytuacji w przyszłości.

Komisja chce też prześwietlać projekty budżetów państw członkowskich. Tyle że chce to robić wiosną, a u nas projekt gotowy jest we wrześniu.

Ta kwestia wymaga jeszcze dyskusji. Zależy, jakiego typu parametry byłyby badane. Jak rozumiem, tu bardziej chodzi o zapewnienie większej przejrzystości w planowaniu budżetowym, a nie układanie priorytetów budżetowych przez Brukselę.

Te decyzje oznaczają, że Unia zmierza ku większej integracji fiskalnej?

Na to wygląda. Unia, tak jak bywało w przeszłości, w momencie kryzysu potrafi się zjednoczyć i przejdzie przez ten kryzys wzmocniona.

*Mikołaj Dowgielewicz, wiceminister spraw zagranicznych, szef UKIE