Mam nadzieję, że taka sytuacja nie będzie miała miejsca w naszym przypadku. Tym bardziej że PZU ma ciągle ogromny potencjał, choć prawdą jest, że potrzebuje też głębokiej restrukturyzacji. Liczymy również na przełom w biznesie korporacyjnych ubezpieczeń komunikacyjnych.

W tej dziedzinie PZU był do niedawna monopolistą, a teraz traci udziały.

Mnie nie interesują udziały, tylko zarabianie pieniędzy i wzrost wartości firmy. Dziś mamy ponad 50 proc. rynku ubezpieczeń komunikacyjnych dla klientów korporacyjnych pod względem składki przypisanej brutto, na którym w zeszłym roku straciliśmy 400 mln zł. Wolę już nie mieć żadnych udziałów i nie tracić takich pieniędzy.

Jak to możliwe, że doszło do takich strat?

Kiedy kilka lat temu rozpoczęto ten biznes, nikt w firmie nie miał pojęcia, ile on może generować kosztów. Dopiero dwa lata temu zaczęła się dogłębna analiza i jak otrzymałem jej wyniki, to długo przecierałem oczy ze zdumienia.

To na czym chce pan zarabiać?

Wartościowym biznesem są ubezpieczenia komunikacyjne dla klientów indywidualnych, ubezpieczenia majątkowe, grupowe oraz na życie.

Minister skarbu Aleksander Grad liczy jednak, że po wejściu na giełdę PZU nie będzie już tracił udziału w rynku i stanie się lepiej zarządzaną spółką.

Myślę, że PZU już jest dobrze zarządzany, o czym świadczą coraz lepsze wyniki finansowe. Podczas spotkań przed debiutem przedstawiciele inwestorów instytucjonalnych podkreślali jakość i kompetencje władz spółki. Powiem nieco arogancko – PZU ma dziś jeden z najlepszych zespołów zarządzających wśród firm ubezpieczeniowych w Polsce i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Poza tym nie warto demonizować udziałów w rynku. Zamiast liczyć wielkość przypisu składki, lepiej spojrzeć na zyski. W 2009 wynik techniczny z działalności bezpośredniej PZU w segmencie ubezpieczeń majątkowych i osobowych był dodatni, podczas gdy według danych KNF rynek zanotował stratę techniczną.