Pojawiły się spekulacje co do możliwych zmian w zarządzie PKN Orlen. Czy ma pan sygnały od rady nadzorczej lub akcjonariuszy spółki, świadczące o jakichś zastrzeżeniach czy utracie zaufania?

- Zostałem wybrany na trzyletnią kadencję, którą zakończy w 2010 roku walne zgromadzenie podsumowujące moją pracę. Oczywiście akcjonariusze mają prawo do zmiany któregokolwiek z członków zarządu w każdej chwili. Ja z mojej strony staram się jak najlepiej wypełniać moje zadania w ramach kontraktu. Rada nadzorcza zbiera się 19 września, jak dotąd nie miałem żadnych takich sygnałów.

Dotąd Orlen deklarował, że nie chce inwestować w Iraku. Czy po ostatniej wizycie przedstawicieli władz tego kraju w Polsce to się zmieniło?

- Jesteśmy zainteresowani dywersyfikacją dostaw ropy naftowej. Bez względu na to, czy kierunkiem jej pozyskiwania będzie Irak czy inne kraje. Z przedstawicielami Iraku prowadzone były rozmowy na temat ewentualnej współpracy, jednak nie ma konkretów. Konieczne jest najpierw zakończenie konfliktu politycznego w Iraku, aby taka nieduża firma jak PKN Orlen mogła ponieść ryzyko inwestowania w tym kraju. Możliwości przedstawiane przez stronę iracką są duże. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że nasz potencjał jako inwestora w wydobycie jest stosunkowo nieduży w porównaniu z tymi, którzy mają naprawdę duże pieniądze i kompetencje. Musielibyśmy stanowić część konsorcjum, które mogłoby się zajmować naprawdę dużymi projektami wydobywczymi.

Czy macie jakieś konkretne ustalenia i projekty?

- Wizyta irackiej delegacji zakończyła się niedawno, teraz mamy czas na zastanowienie się i analizy.

Ostatnio Lotos i PGNiG deklarują chęć współpracy w zakresie wydobycia np. na szelfie norweskim...

- Będziemy pracować nad tym, aby nasze porozumienie z PGNiG było realizowane. Chcemy zacieśniać współpracę.

Jakie będą główne założenia przygotowywanej właśnie strategii PKN Orlen?

- Myślę, że nie będzie rewelacji. Pracujemy raczej nad pewną rewitalizacją istniejących planów. Będą gotowe na przełomie października i listopada.

Z końcem 2009 roku kończy się Orlenowi duży kontrakt na dostawy ropy rurociągiem Przyjaźń. Kiedy podpiszecie zastępujący go kontrakt?

- To kolejne z podstawowych zadań dla nowego zarządu. Wszystko jest objęte tajemnicą, ale mogę powiedzieć, że pracujemy nad tym, aby renegocjować istniejące umowy albo zawrzeć nowe. Warto pamiętać, że ropę do Płocka możemy dostarczać dwiema drogami.

Ale czy import ropy drogą morską nie jest droższy niż rurociągiem. Czy nie stracicie części marży lądowej?

- Orlen jest największym importerem ropy w regionie, kupujemy prawie 30 mln ton tego surowca. Ekonomika skali pozwoli nam w sposób należyty zabezpieczyć dostawy. Nie sądzę, żeby klienci na stacjach odczuli w cenie paliwa taką zmianę.

Przygotowujecie się na możliwość wstrzymania dostaw Przyjaźnią?

- Powtarzam, że z tą ilością kupowanej ropy jesteśmy atrakcyjnym partnerem dla dostawców. Tak będziemy kierowali negocjacjami, by mieć zapewnioną dywersyfikację zarówno gatunków, jak i kierunków dostaw.

Czy można zatem powiedzieć, że import ropy poprzez Naftoport, a nie Przyjaźń nie wpłynie istotnie na wyniki spółki?

- W istotny sposób nie wpłynie.

Czy pana zdaniem projekt rurociągu Odessa-Brody-Gdańsk jest jeszcze realny?

- To jest jedna z alternatywnych dróg przesyłu ropy, pozostająca cały czas w kwestii rozmów. Konflikt w Gruzji sprawił, że jeszcze trudniej będzie go zrealizować. Orlen ze swojej strony nie widzi możliwości inwestowania w ten projekt, choć jest zainteresowany nim jako źródłem surowca.

Czy Anwil będzie wprowadzony na giełdę?

- Nie ma w tej chwili konieczności wprowadzania tej spółki na giełdę. Musimy najpierw znać strategię rządu wobec chemii, aby dopasować nasze plany.

Skarb Państwa będzie chciał na pewno pozbyć się resztówki akcji w Anwilu. Czy możecie ją kupić?

- Nie ma problemu w tej kwestii.

Jaką rolę będzie pełnił Anwil w grupie?

- To zależy. Można mówić o dwóch biegunach - albo Anwil będzie konsolidatorem przemysłu chemicznego, albo jego część w ogóle nie będzie należała do Grupy Orlen.

Przewidujecie zatem scenariusz, w którym przynajmniej część Anwilu będzie przejęta przez inny podmiot?

- Tak, jest możliwość, że część tej spółki będzie konsolidowana przez inny podmiot.

Z jakimi spółkami sektora chemicznego Anwil wykazywałby największe efekty synergii?

- Z Zakładami Azotowymi w Tarnowie. W mniejszym stopniu z Kędzierzynem.

Czy zdecydujecie się na przejęcie któregoś z tych zakładów?

- Na razie za wcześnie, aby o tym mówić. Ale musimy zdecydować, co jest dla Orlenu najważniejsze. Nie możemy zajmować się wszystkim, priorytety to bycie spółką giełdową, płacenie dywidendy, dywersyfikacja dostaw ropy, budowa części wydobywczej, być może konsolidacja chemii, na pewno detal. Trzeba też pamiętać, że w przyszłości może się pojawić konieczność odkupienia od litewskiego rządu mniejszościowego pakietu Możejek, bo ma na to opcje.

Czy jest coś, co na pewno pozostanie na liście planowanych inwestycji?

- Na pewno nie wycofamy się z inwestycji w petrochemię. Zarówno budowa instalacji paraksylenu, jak i kwasu tereftalowego muszą zostać zakończone. To ponad miliard euro. Inne muszą zostać zweryfikowane, tak aby dawały pewność naszym akcjonariuszom, że są najbardziej efektywne. W przypadku Możejek musimy inwestować w logistykę. Chodzi o zakupienie najchętniej kontrolnego pakietu akcji terminala paliwowego w Kłajpedzie od rządu litewskiego.

• WOJCIECH HEYDEL

absolwent Politechniki Śląskiej. W latach 1990-2004 pracował w BP Polska, dochodząc do stanowiska prezesa. W PKN Orlen pracuje od 2004 roku. Funkcję prezesa objął 7 czerwca