● Z informacji Urzędu Regulacji Energetyki (URE) wynika, że do końca maja 321 odbiorców przemysłowych i 1008 indywidualnych skorzystało z prawa wyboru sprzedawcy energii. W pana ocenie to dużo czy mało?

– Ocena tego, czy to dużo czy mało zależy od punktu odniesienia. Jeżeli porównamy rynek polski z rynkiem brytyjskim, gdzie w roku 2008 odnotowano 5 mln zmian sprzedawcy – to pewnie mało. Jeżeli jednak przyjrzymy się dynamice procesu w Polsce, to wzrost jest istotny. Formułując ocenę skali zjawiska, nie można zapomnieć o tym, że w Wielkiej Brytanii sprzedawcy energii prowadzili bardzo aktywną akwizycję nowych klientów, a sami odbiorcy zostali dobrze przygotowani do aktywnej roli na rynku. W Polsce natomiast sprzedawcy nie wykazali, i nadal nie wykazują, prawie żadnej aktywności w pozyskiwaniu odbiorców z gospodarstw domowych, czego źródłem jest m.in. niska płynność obrotu hurtowego, duży stopień koncentracji wytwórców.

● Przedstawiciele spółek obrotu energią przekonują, że gdy prezes URE zatwierdza taryfy na sprzedaż energii odbiorcom indywidualnym, to nie ma możliwości stworzenia dla tej grupy atrakcyjnych ofert sprzedażowych. Zgadza się pan z tą opinią?

– Choć znaczenie taryfikacji może odgrywać tu określoną rolę, to są jednak przecież także inne aspekty handlowej jakości obsługi, które mogą być przedmiotem walki o klienta, jak choćby gwarancja ceny w danym okresie, zwiększony udział energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych czy też udogodnienia w regulowaniu należności za energię. Można sobie wyobrazić strategię firmy energetycznej skierowaną na pozyskiwanie właśnie klientów w gospodarstwach domowych.

● Dlaczego wciąż niewielkie jest zainteresowanie odbiorców przemysłowych skorzystaniem z wolnego rynku energii?

– Zarówno w przypadku gospodarstw domowych, jak i w przypadku przedsiębiorców nie widać jakiejś szczególnej aktywności w zakresie akwizycji. Firmy energetyczne nie biją się o klienta w części rynku objętej taryfikacją, ale również w części uwolnionej. Jeżeli ktoś kupi tańszą energię, to jest to raczej przejaw jego własnej aktywności i przedsiębiorczości. Cały czas brak jest wiedzy o tym, że można zmienić sprzedawcę. I to zarówno wśród gospodarstw domowych, jak i wśród przedsiębiorców i instytucji publicznych.

Moim zdaniem nie należy przeceniać wagi obawy przed ryzykiem cenowym u polskich przedsiębiorców – po pierwsze – dlatego, że pod względem skłonności do ryzyka nie pozostają oni w tyle za swoimi zagranicznymi kolegami, a po drugie – dostępne są na rynku oferty z gwarancją ceny dla tych, którzy wolą mieć komfort całkowitej przewidywalności kosztów zaopatrzenia w energię.

Jeżeli chodzi o koszty, to są konkretne przykłady podmiotów, które zainwestowały w układy pomiarowe, zewidencjonowały zużycie i zmieniły sprzedawców, uzyskując wymierne korzyści finansowe. Dobry przykład daje Urząd Miasta Częstochowy, który świadomie realizuje politykę zrównoważonego rozwoju gospodarki energetycznej. Koszty zakupu energii spadły o 10 proc. już w pierwszym przetargu na zakup energii przeprowadzonym przez ten Urząd dla kilku budynków komunalnych. Korzystając z doświadczeń Częstochowy, sprzedawcę zmieniła również jedna z mniejszych okolicznych gmin. Nie był to duży odbiorca, lecz mała gmina. Co ciekawe, po pierwszych przegranych przetargach uaktywnił się tam dotychczasowy sprzedawca, który zauważył, że traci rynek i złożył konkurencyjne oferty w kolejnych. Zmiana sprzedawcy jest możliwa i może się opłacać.