• Podoba się panu ustawa medialna zmieniona przez rząd Donalda Tuska?

- Trudno odnosić się do tej ustawy, bo tak naprawdę wprowadza ona poprawki, ale nie rozwiązuje najważniejszych problemów polskiego rynku medialnego. Wciąż brakuje całościowej koncepcji rozwoju rynku, bez której trudno planować nowe kierunki rozwoju i inwestycje.

• Dlaczego nadawcy prywatni nie protestowali, gdy pierwotnie w nowej ustawie wybierany przez premiera prezes UKE miał decydować o koncesjach?

- To nie był dobry pomysł i na szczęście nie zyskał akceptacji, bo teraz prezesa UKE wybierać będzie Sejm. Choć z drugiej strony trzeba zapytać, czy przyjęte zapisy tak naprawdę zmieniają cokolwiek w kwestii wpływu polityków na kształt rynku medialnego? Tak naprawdę, to rozwiązanie w zasadzie niewiele różni się od poprzedniego, gdzie władze Krajowej Rady też wybierali politycy. Problem wciąż leży gdzie indziej i wciąż nie został rozwiązany. Ta ustawa to tak naprawdę kosmetyka, która niewiele zmienia, jeśli chodzi o rynek. My, czyli nadawcy, potrzebujemy konkretnej koncepcji rozwoju polskiego rynku medialnego na lata, która określi też rolę Telewizji Publicznej i nadawców prywatnych.

• Jednak ta ustawa nie odpowiada na wasze postulaty, ale ogranicza się do szybkich zmian w mediach publicznych. Gdy robił to rząd PiS, głos sprzeciwu nadawców prywatnych było słychać wyraźniej niż dziś.

- Liczą się intencje. Rozumiem, że rząd przyjął strategię wprowadzania zmian małymi krokami. Wolałbym, żeby kompleksowo stało się to od razu, ale być może inny sposób będzie bardziej skuteczny. Teraz, jako nadawcy prywatni, a myślę, że mogę wypowiedzieć się nie tylko w swoim imieniu, czekamy na dalsze kroki - szeroką dyskusję na temat ładu medialnego i projekty dalszych zmian.

• Wierzy pan, że one się pojawią? Dalsze zmiany w ustawie medialnej to kolejne awantury, których ta koalicja może nie chcieć wywoływać. I zostanie tak, jak jest dziś. Nie martwi to pana?

- Oczywiście, że mnie to martwi. Gdyby skończyło się na tym, co przyjęto dziś, będę mógł powiedzieć, że kolejny rząd nic dla uporządkowania i rozwoju polskiego rynku medialnego nie zrobił. Liczę jednak, że nie będę musiał.

• Z kancelarii premiera wychodzą pomysły na prywatyzację części programów TVP. Jest pan za?

- Z tego, co wiem, ten pomysł został zdementowany. Uważam, że prywatne firmy lepiej sobie radzą na rynku niż publiczne. Oczywiście, w przypadku mediów publicznych jest to o wiele bardziej skomplikowane. Ocenianie pomysłu prywatyzacji jednego czy dwóch kanałów TVP nie ma dziś sensu, bo nie wiemy, jaka jest koncepcja mediów publicznych. Dlatego takie stawianie sprawy, że najpierw coś prywatyzujemy, a potem będziemy się zastanawiać, co dalej, jest niepoważne. Sensowność takiego pomysłu rozważać można dopiero po określeniu, jaką rolę powinien odgrywać każdy z kanałów publicznych. Na razie mamy za to do czynienia z marnotrawieniem publicznych pieniędzy. Weźmy choćby TVP Info, którego koncepcja programu zmieniała się diametralnie co najmniej kilka razy. To czysta niegospodarność. Nie wiadomo też, jak rozliczane są pieniądze z abonamentu przez TVP, choć powinno to być jasne. Dlatego m.in. TVN wystąpił w tej sprawie do Komisji Europejskiej.

• Przyśpieszenie prywatyzacji, likwidacja podatku Belki, obniżenie podatków dla firm. Takie są plany rządu, jest pan zadowolony z ich realizacji?

- Uczciwie trzeba przyznać, że nie do końca. Wolałbym, aby wszystko działo się szybciej. Jak na razie z zapowiedzi zmian rząd się nie wycofał. Wszystko zależy od determinacji i skuteczności. Z drugiej strony próby wprowadzania zmian pokazują, jak uciążliwy i hamujący charakter ma nasza administracja. Jeśli jeden z ministrów kreśli projekt najważniejszych zmian, a zaraz potem podlegli mu urzędnicy na kilkuset stronach uzasadniają, dlaczego nie da się tych zmian wprowadzić, to mamy do czynienia z jakimś absurdem. Nie usprawiedliwia to oczywiście i nie zwalnia rządu od działania. Biznes dostrzega na razie dobre intencje i czeka, ale na dłuższą metę same intencje nie wystarczą.

• Szukacie okazji do przejęć na polskim rynku?

- Polski rynek jest nasycony i dość stabilnie podzielony. W zasadzie niewiele zostało już do przejęcia, poza małymi projektami - czy to telewizyjnymi czy internetowymi. W tym przypadku jednak zawsze pojawia się pytanie, czy nie łatwiej, zamiast przejmować, stworzyć taki projekt samemu.

• Skoro tak, zostaje zagranica. Które rynki interesują was najbardziej?

- Patrzymy na Wschód, a w szczególności na Ukrainę. W tym roku zamierzamy uruchomić tam własne biuro, odpowiedzialne za rozpoznanie rynku. Przyglądamy się także krajom na południu regionu. Są jednak dużo mniejsze niż Polska, dlatego wiele inwestycji nie ma uzasadnienia. Wprowadzenie jakiegoś projektu od strony kosztów jest bowiem wszędzie takie samo bez względu na wielkość rynku. Ten ostatni czynnik ma jednak znaczenie w przypadku zwrotu inwestycji. Dlatego często uruchomienie projektu opłaca się bardziej w kraju o potencjale porównywalnym z polskim.

WYNIKI GRUPY ITI

Po trzech kwartałach 2007 roku (wyników rocznych jeszcze nie ma) przychody Grupy ITI wzrosły o 33,1 proc., do 318,58 mln euro. Grupa miała 26,1 mln euro straty, rok wcześniej - 69,5 mln zł zysku. To efekt inwestycji, m.in. w platformę n. Na początku roku holding, do którego należy sieć kinowa Multikino, przejął sieć pięciu kin Silver Screen. Najważniejszą częścią holdingu są Grupa TVN i Onet, które przyniosły w tym czasie 273 mln euro przychodów.

• Pojawiły się jednak plotki o wystawieniu na sprzedaż Agory, na sprzedaż wystawiona ma zostać któraś ze stacji radiowych. Bylibyście gotowi uczestniczyć w takich transakcjach?

- Co do Agory, podobno jest to plotka. W każdym razie, na pewno nie bierzemy udziału w żadnych rozmowach. Oczywiście, gdyby taka oferta się pojawiła, mamy nawet obowiązek ją rozważyć. Jednak od dawna podkreślam, że na prasie się nie znamy, a nasz biznes to telewizja, internet, kina. W tych segmentach szukamy okazji do dalszego rozwoju. W przypadku radia sytuacja, w efekcie rozwoju technologii, też diametralnie się zmieniła - zasadniczą wartość ma dziś dana marka, ale już nie częstotliwości, na których nadaje. W tym przypadku żadnych rozmów też nie prowadzimy. Kończymy proces przejęcia sieci kin Silver Screen. Czekamy na zgodę urzędu antymonopolowego, a po jej otrzymaniu zajmiemy się rebrandingiem przejętej sieci.

• Cyfrowy Polsat jest gotów do konsolidacji rynku platform. Czy ITI dopuszcza możliwość sprzedaży platformy n?

- Dopuszczamy możliwość uczestnictwa w konsolidacji rynku platform cyfrowych. Ale dziś takie rozmowy się nie toczą. Koncentrujemy się na rozwoju organicznym platformy. W ostatnim czasie uruchomiliśmy wiele własnych kanałów tematycznych - średnio dwa, trzy w roku - i zamierzamy utrzymać to tempo. Wiele z nich okazało się sukcesem. Wśród nich religia.tv, dostępna tylko na platformie n. Uważamy, że to dobry jakościowo i potrzebny kanał, więc prowadzimy z innymi operatorami rozmowy na temat poszerzenia jego dystrybucji. Chcemy zakończyć ten rok z 500 tys. abonentów platformy n, a docelowo - pozyskać 1-1,5 mln klientów. Uważamy, że to realne na polskim rynku.

PLATFORMA N I RYNEK

Platforma n, która zadebiutowała na rynku pod koniec 2006 roku, w niewiele ponad rok zdobyła 300 tys. abonentów i jest trzecim co do wielkości graczem na rynku. Wejście z nowymi usługami (m.in. HD i wideo na żądanie) zmusiło konkurentów do inwestycji i agresywnej walki o klientów, ale pozwoliło im też znacznie poprawić wyniki. Cyfrowy Polsat, lider rynku, zakończył ubiegły rok z 2 mln abonentów, a Cyfra+ - z ponad 1 mln.

• JAN WEJCHERT

absolwent ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego. W 1984 roku założył razem z Mariuszem Walterem Grupę ITI. Pełni funkcję prezydenta Grupy ITI