Przedsiębiorcy prosili o to od lat. GDDKiA konsekwentnie odmawiała. Tłumaczyła, że nie może marnotrawić publicznego grosza, a dzięki sztywnym cenom wie, ile ostatecznie zapłaci.

Tymczasem gdyby do umów wpisywano klauzule waloryzacyjne, prawdopodobnie firmy, które już splajtowały bądź są na granicy bankructwa, funkcjonowałyby nadal. Wbrew krótkowzrocznemu spojrzeniu urzędników dobra kondycja przedsiębiorców leży w ich interesie. Tym bardziej, że jak pokazuje stworzony przez GDDKiA ranking, w czołówce najrzetelniejszych firm były te, które właśnie plajtują, np. Poldim i DSS.

Inny przykład urzędniczego myślenia – wypłacanie zaliczek na realizację zamówienia. Przepisy dopuściły to już przed dwoma laty. I co? W ubiegłym roku udzielono 187 tys. zamówień, z czego zaliczki przewidziano w... 690. Teraz wreszcie GDDKiA ma zacząć wypłacać zaliczki. Musiało więc dojść do kilku spektakularnych bankructw, by urzędnicy wreszcie poszli po rozum do głowy.

Dlaczego dopiero teraz? Bo przedsiębiorca nadal jest przez nich traktowany jak wróg. Wróg, który chce wyłudzić publiczne pieniądze i do którego nie można mieć za grosz zaufania. Dopóki to się nie zmieni, nie skończą się też problemy z realizacją inwestycji.