Powstało wiele analiz wyjaśniających, dlaczego tak jest. Kraje te mimo wielu różnic łączy jedna wspólna cecha: potrafiły stworzyć takie produkty i usługi, które są sprzedawane klientom indywidualnym i biznesowym na całym świecie. Dzięki temu zarabiają na marżach od sprzedaży w skali globalnej, a nie tylko w swoich krajach. Umiejętność zdobycia globalnych rynków jest kluczem do bogacenia się, do przeskoczenia na wyższy stopień ekonomicznego rozwoju.

Wymieniona grupa krajów zawiera w sobie państwa uprzemysłowione (Niemcy, Japonia i Szwajcaria) i tzw. nowo uprzemysłowione (Korea Południowa czy Tajwan). Powstaje wiele raportów analizujących, jak kraje rozwijające się zwiększają swoją globalną obecność. Najbardziej znanym raportem, publikowanym corocznie, jest opracowanie Boston Consulting Group pod tytułem „BCG Global Challengers”. Prezentowanych jest w nim 100 firm spełniających kryteria wskazujące, że właśnie powstają nowi globalni liderzy.

W raporcie z 2011 r. są na tej liście 33 firmy z Chin, 20 z Indii, 13 z Brazylii, 7 z Meksyku, 6 z Rosji, 4 z Tajlandii, po 3 z Republiki Południowej Afryki, Tajlandii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Wiele krajów ma na liście po jednej firmie, są to Egipt, Węgry i Malezja. Polska w tym zestawieniu nie ma ani jednego przedsiębiorstwa. To budzi duże zdziwienie – jak to możliwe, że kraje od nas znacznie mniejsze lub mniej rozwinięte mają kandydatów na globalnych liderów XXI wieku, a my nie. Warto się nad tym zastanowić, bo to może oznaczać jakieś problemy z wykorzystaniem przez Polskę i polskie firmy potencjału, jaki oferują globalne rynki.

Analizę taką trzeba rozpocząć od listy 10 największych firm w Polsce. Można je podzielić na trzy grupy. Spółki zależne od firm zagranicznych, co obejmuje banki Pekao i BZ WBK, TP. Druga grupa to firmy zależne od Skarbu Państwa, czyli PKO BP, PGE, KGHM, PZU, PKN Orlen, PGNiG. Trzecia grupa, polskich firm prywatnych, to tylko jeden znaczący podmiot, czyli Polkomtel. W drugiej dziesiątce jest podobnie, są tam wyłącznie firmy zależne od spółek matek za granicą lub od państwa. Oczywiście firmy, które są spółkami córkami firm zagranicznych, mają ograniczone możliwości ekspansji międzynarodowej, ponieważ takie decyzje podejmuje się w centrali. Zatem czy to nam się podoba, czy nie, proces tworzenia globalnych liderów będzie się wiązał z zaangażowaniem w ten proces rządu jako częściowego właściciela największych polskich firm. To zresztą nie jest nietypowe, bo w wielu krajach – rozwiniętych i rozwijających się – rządy odgrywają bardzo aktywną rolę, wspierając swoje firmy za granicą. Niedawno jeden z byłych ministrów opowiadał mi, jak pół godziny po wyroku międzynarodowego sądu arbitrażowego zadzwonił do niego premier jednego z dużych krajów europejskich i recytował przygotowany wcześniej tekst, że minister musi zapewnić jak najszybszą egzekucję tego wyroku. Wśród krajów rozwijających Chiny bardzo aktywnie wspierają globalną ekspansję swoich firm. Bo to jest zgodne ze strategią rozwoju tego kraju.

Co łączy bogate kraje? Obecność na rynku globalnym. Polska ma niewiele firm, które mogłyby tak działać. Rząd powinien je wspierać

W Polsce niewiele firm z pierwszej dziesiątki lub dwudziestki ma szansę na globalną ekspansję. Na przykład firmy energetyczne muszą się skupić na inwestycjach w kraju, bez których może wkrótce zabraknąć prądu. To raczej one są na sprzedaż niż odwrotnie. Pozostaje PZU, które zostało w końcu uwolnione od konfliktu z Eureko i może planować zagraniczne akwizycje. Jest PKN Orlen, który już został poobijany, ponieważ akwizycja zagraniczna, czyli Możejki, była bardziej oparta na celach politycznych niż biznesowych. Wreszcie w grę wchodzi KGHM Polska Miedź. Gdy przeczytałem w mediach, że KGHM planuje przejęcie kanadyjskiej firmy Quadra, pomyślałem, że być może wchodzimy w nowy etap rozwoju Polski. W końcu polska firma przejmie firmę w kraju z grupy G7, stając się ważnym globalnym graczem, a przy okazji Polska dzięki KGHM po raz pierwszy zagości w rankingu 100 Globalnych Challengerów. Od razu pomyślałem, że potrzebne będą skuteczne wsparcie polskiego rządu, wizyta w Kanadzie z poparciem dla tej transakcji, kontakty robocze z premierami lub ministrami w krajach, gdzie Quadra ma swoje operacje (USA, Kanada, Chile), pełne poparcie rządu dla tej transakcji i wyrażenie oczekiwania, że rządy i regulatorzy tamtych krajów też będą temu sprzyjać. Minęło trochę czasu i zamiast wspomnianego wsparcia mogliśmy się dowiedzieć, że rząd cały czas traktuje spółki, w których ma udziały, jako źródło krótkookresowych dochodów do budżetu, a nie jako podmioty, które mogą zapoczątkować nowy okres w rozwoju Polski, okres budowy silnej pozycji na globalnych rynkach. To droga donikąd.