Tak w karykaturalnej formie można przedstawić to, czego od podległych sobie firm zaczyna wymagać Ministerstwo Skarbu Państwa. Żarty jednak na bok, sprawa jest poważna. Minister Mikołaj Budzanowski stawia bowiem na jedną kartę, ryzyko jest duże zarówno dla niego, jak i podległych mu firm.

Jeżeli wszystko się powiedzie i rzeczywiście w krótkim czasie uda się uruchomić opłacalne wydobycie gazu z łupków, sukces będzie oczywisty. Do firm szerokim strumieniem popłynie gotówka, być może w Polsce gaz stanieje i ciałem stanie się do znudzenia powtarzane zaklęcie o bezpieczeństwie energetycznym.

Cóż jednak, jeżeli rzeczywistość okaże się mniej różowa i geologia marzenia sprowadzi na ziemię? Nie chciałbym być w skórze prezesów, którym nie uda się pokonać sił przyrody. Ale to pół biedy, wiedzieli, na jaką robotę się decydują. Gorzej, jeżeli łupkowy priorytet zniweczy inne zamierzenia firm surowcowych, na przykład rozwijanie konwencjonalnego wydobycia ropy i gazu lub wejście w sektor energetyczny. Oby gdy, odpukać, łupki staną się niewypałem, te ścieżki rozwoju były dalej aktualne. Oby firmy wykosztowawszy się na łupki, miały zdolność finansowania innych inwestycji. Oby stawiając dużo na wspomnianą jedną kartę, nie zostawiły pola do działania dla konkurencji...

Za powodzenie wydobycia gazu łupkowego w Polsce trzeba trzymać kciuki. Warto jednak robić to tak, żeby szansa nie stała się przekleństwem.