Rok 2011 udało się przejść bez większych zawirowań politycznych, co jest ewenementem na tle Europy. Wyniki przedsiębiorstw niefinansowych były najwyższe w okresie całej transformacji. Zyski sektora bankowego też będą należeć do rekordowych. No i był to okres rekordowego wykorzystania środków unijnych. Nie wspominając o wyjątkowo łagodnej pogodzie, bez powodzi i z ciepłą zimą. Czyli nie było najgorzej.

Ale też kilku istotnych dla gospodarki spraw nie udało się przeprowadzić. Nie ruszono, choć w końcu zapowiedziano, reform strukturalnych. Mało było prawdziwej prywatyzacji, uwaga opinii publicznej została skupiona na wielkich projektach upubliczniania spółek państwowych. Proces ten też oczywiście ma swoją wartość, ale prawdziwą prywatyzacją nie jest. 2011 rok to również okres obniżki składki na OFE. Nie było też chyba zbyt wielu osiągnięć w zakresie deregulacji czy np. zwiększenia efektywności sądownictwa w Polsce. Co prawda budowa dróg w 2011 r. kojarzy się z opóźnieniami, ale na tle zastoju w kolei drogownictwo wypada wyjątkowo korzystnie.

Rok 2012 będzie znacznie trudniejszy. Przede wszystkim ze względu na kryzys w strefie euro i ryzyko wejścia gospodarki europejskiej w recesję. Najgroźniejszym skutkiem ubocznym niepewności, z którą mamy do czynienia, jest wstrzymywanie inwestycji przez przedsiębiorców nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Innym czynnikiem, widocznym szczególnie w ostatnich miesiącach, jest osłabianie się walut rynków wschodzących, w tym szczególnie złotego. O ile słaby złoty pomaga eksporterom i sprzyja dodatniej kontrybucji eksportu netto do wzrostu gospodarczego, o tyle obserwowana wysoka zmienność kursu walutowego zamraża jakikolwiek długofalowy proces inwestycyjny i jego planowanie.

Nadchodzące spowolnienie gospodarcze będzie przebiegało inaczej niż to, z którym mieliśmy do czynienia w 2009 r. Z jednej strony jesteśmy bogatsi o doświadczenia 2009 r., a gospodarka na progu nowego roku jest znacznie bardziej zbilansowana niż ta w roku 2009 (z wyjątkiem finansów publicznych). Z drugiej zaś strony znacznie wyższy poziom długu do PKB niż pod koniec 2008 r. wytwarza większą presję rynkową. W roku 2012 nie można też oczekiwać przyrostu wydatków publicznych, jaki miał miejsce w 2009 r., nie wspominając o efekcie redukcji składki rentowej w owym okresie. Dla przypomnienia, tym razem składka zamiast spaść, lekko nawet wzrośnie, co oznaczać będzie ograniczenie, a nie wzrost dochodów do dyspozycji. Tak więc w roku 2012 nasze możliwości krótkoterminowych manewrów będą znacznie ograniczone. Nie można więc oczekiwać, że reakcja gospodarki będzie podobna do obserwowanej trzy lata temu.

Kryzys w strefie euro może wstrzymać inwestycje. Jeśli jednak wejdą w życie reformy, Polska może dryfować z tempem wzrostu 2 – 3 proc.

Polska w 2012 r. będzie się prawdopodobnie rozwijała w tempie pomiędzy 2 a 3 proc. (spodziewam się dynamiki 2,8-proc.), bazując na konsumpcji prywatnej i eksporcie netto. Należy spodziewać się wyższej niż założona w budżecie średniorocznej inflacji i wciąż jednak słabego złotego. Przyjmując takie szacunki, wnioski dla polityki gospodarczej na 2012 rok są następujące. Niezbędne jest jak najszybsze wprowadzenie pakietu zapowiedzianego w expose, przede wszystkim chodzi o zmiany w ochronie zdrowia i rentach inwalidzkich, gdyż może się okazać, że zaproponowany zakres reform jest niewystarczający. Ponieważ w przypadku głębszego, niż się spodziewano, spowolnienia do dyspozycji zostaną wyłącznie podwyżki podatków i ograniczenie wydatków inwestycyjnych. Ważne jest, aby ruszyć z prywatyzacją, wracając do starych, sprawdzonych reguł, gdzie dokonywana jest sprzedaż przedsiębiorstwa inwestorowi branżowemu, co daje też możliwość uzyskania wyższej ceny.

Za strefę euro przyjdzie nam jedynie trzymać kciuki. To tam rozstrzygną się główne wydarzenia determinujące dynamikę wzrostu gospodarczego w naszym kraju w 2012 r. W Europie w przyszłym roku spodziewam się stagnacji lub lekkiej recesji i dużej zmienności na rynku ze względu na utrzymujące się problemy strukturalne i wciąż nierozwiązany kryzys zadłużenia. Mam nadzieję, że nie dojdzie do rozpadu strefy euro, a niezbędne reformy, szczególnie te podażowe, będą powoli wprowadzane. Nie spodziewałbym się jednak pozytywnego przełomu ze względu na niechęć europejskiej klasy politycznej do rewolucyjnych zmian. Europa będzie się więc czołgać, miejmy nadzieję, że przynajmniej we właściwym kierunku. Wychodzenie z kryzysu w Europie będzie trwało latami. Na tym tle Polska może dryfować z tempem wzrostu między 2 a 3 proc. lub też zawalczyć o ponad 4-proc. tempo w dłuższej perspektywie, wprowadzając głębokie reformy podażowe. Jak na razie okoliczności sprzyjają.